Śmiertelnie pobił 5-letnią córkę. ​Psychiatrzy: Ma być leczony przymusowo

Poniedziałek, 30 listopada 2015 (14:35)

Drugi zespół psychiatrów ocenił, że 31-latek podejrzany o zabicie 5-letniej córki był niepoczytalny i musi być poddany przymusowemu leczeniu. Pierwszy zespół biegłych również orzekł niepoczytalność mężczyzny, ale uznał, że może on leczyć się na wolności. Do zbrodni doszło w połowie kwietnia w Gdańsku-Brzeźnie.

Ciało 5-letniej dziewczynki znaleziono w połowie kwietnia w parku. Dziecko zostało śmiertelnie pobite. Kilka godzin po znalezieniu ciała, zatrzymano ojca dziewczynki. Mężczyzna, który nadużywał alkoholu i narkotyków, przyznał się do zabójstwa, przebywa w areszcie. Pierwszy zespół biegłych, który go badał, uznał go za niepoczytanego, ale orzekł, że może się on leczyć na wolności. Prokuratura zdecydowała się zasięgnąć opinii innego zespołu biegłych.

Dziś rzeczniczka prasowa gdańskiej prokuratury okręgowej, Grażyna Wawryniuk poinformowała, że prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Oliwa, otrzymała opinię wydaną przez drugi zespół biegłych.

Wawaryniuk podała, że biegli, po zbadaniu mężczyzny i zapoznaniu się z aktami sprawy, orzekli, iż podejrzany w chwili popełniania czynu był niepoczytalny - nie miał możliwości rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Jednocześnie psychiatrzy stwierdzili, iż aktualny stan zdrowia psychicznego mężczyzny wymaga poddania go leczeniu w zamkniętym zakładzie leczenia psychiatrycznego.

Rzeczniczka dodała, że prokuratura analizuje zebrane w sprawie dowody i w najbliższym czasie zostanie podjęta "decyzja merytoryczna kończąca postępowanie przygotowawcze".

Brutalnie zabił 5-letnią córkę. ,,Wymaga leczenia w zamknięciu'' [TVN24/x-news]

Pierwszą opinię psychiatryczną w sprawie 31-latka prokuratora otrzymała pod koniec października. Po kilkutygodniowej obserwacji mężczyzny biegli uznali, że mężczyzna w chwili popełniania zabójstwa był niepoczytalny. Ocenili jednocześnie, że podejrzany - jeśli podejmie leczenie - nie będzie stanowił zagrożenia dla społeczeństwa. W myśl opinii specjalistów mężczyzna mógłby leczyć się stacjonarnie, w warunkach ambulatoryjnych. Biegli nie widzieli konieczności zastosowania środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia mężczyzny w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Prokuratura uznała opinię za "wewnętrznie sprzeczną i niejasną". Szefowa prokuratury Ewa Burdzińska wyjaśniała wówczas, że wątpliwości śledczych nie zostały rozwiane w czasie przesłuchania biegłych i w tej sytuacji zdecydowano o powołaniu drugiego zespołu biegłych złożonego z dwóch psychiatrów.

Za zabójstwo grozi kara pozbawienia wolności od 8 do 25 lat lub dożywocie. Jednak w momencie orzeczenia niepoczytalności sprawcy w chwili popełnienia czynu, nie ponosi on odpowiedzialności karnej. Zgodnie z prawem w takiej sytuacji postępowanie jest umarzane.

Jak ustalono, w dniu zabójstwa 31-latek wyszedł na własne żądanie z oddziału detoksykacyjnego jednego z gdańskich szpitali. Do placówki zgłosił się sam i przebywał tam dwa dni. Po wyjściu zjawił się w przedszkolu, z którego odebrał córkę. W tym samym czasie, gdy znaleziono ciało dziewczynki, jej matka skontaktowała się z policją zaniepokojona o los córki, której nie zastała w przedszkolu.

Badania toksykologiczne wykazały, że w momencie zatrzymania mężczyzna był pod wpływem marihuany oraz środków - głównie uspokajających, zaordynowanych mu na oddziale detoksykacyjnym.

Rodzice dziewczynki żyli w konkubinacie, wcześniej mieszkali razem, ale od pewnego czasu przebywali w dwóch różnych miejscach.

(abs)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF24-PAP