"Slide Challenge". Polacy chcą zdobyć najwyższe wodospady

Wtorek, 12 marca (15:37)

Pięciu śmiałków z Polski wyruszyło do Wenezueli, by zdobyć i zjechać na linach z dziesięciu najwyższych wodospadów świata. Darek Pachut, Dimitri Wika, Paweł Jankowski, Jan Wierzejski i Miłosz Forczek postanowili rozpocząć od największego wodospadu świata - Salto Angel, który mierzy 979 metrów. Są już w połowie zjazdu z niego. Przed nimi jeszcze kolejnych dziewięć, dotąd niezdobytych. Tuż przed wylotem z kierownikiem wyprawy Dariuszem Pachutem rozmawiał Maciej Pałahicki.

Maciej Pałahicki: Skąd pomysł na taką wyprawę, na tak ambitny projekt?

Dariusz Pachut: Pomysł narodził się przypadkiem. Grając w pewną grę na zjeździe canyoningowym (canyoning można uznać za połączenie kilku aktywności pływania, wspinaczki, trekkingu, skoków, nurkowania - przyp. red.) padło pytanie: jaki jest najwyższy wodospad świata? Odpowiedź była oczywista  - Salto Angel. Zobaczyliśmy jak wygląda i powstał pomysł, żeby zdobyć go i zjechać z niego na linach. Okazało się jednak, że ten wodospad jest zdobyty i ktoś już zjechał z niego. Stwierdziliśmy, że trzeba zrobić "Top 10", czyli dziesięć najwyższych wodospadów świata.  Kolejnych dziewięć jest dziewiczych i dzięki temu możemy odkryć nowe miejsca i być tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Zaczynacie od najwyższego i najbardziej znanego. Jak będzie wyglądało jego zdobywanie?

Czeka nas lot do Wenezueli. Tam, aktualna sytuacja polityczna nam nie pomaga, ale jesteśmy dobrej myśli... Po wylądowaniu mamy dość długą trasę do parku Canaima. Czeka nas ośmiodniowy trekking na płaskowyż, na szczyty wodospadu. Jeden z naszych kolegów ma, niestety, lęk wysokości, więc wyskoczy ze spadochronem, żeby być szybciej na dole. My będziemy zjeżdżać na linach, co zajmie nam dwa dni. Jak będziemy na dole, czeka nas jeszcze trzygodzinny trekking, zrobimy sobie biwak, nocleg, a później 5, 6 godzin będziemy przemierzać rzekę indiańskimi łodziami, żeby dostać się do powiedzmy cywilizowanego miejsca i móc kontynuować podróż do Caracas i wrócić do kraju.

Jak mówiłeś, to jest jedyny zdobyty wodospad, jakie są więc Wasze dalsze plany?

Tak, kolejne wodospady będą już dziewicze, ale mamy już plan jak je zdobyć. Jesteśmy umówieni w  ambasadzie, u nas w kraju, po powrocie. Jest to konieczne, bo tam będą nas czekać pozwolenia na wejście do parku, na ingerowanie w naturę, w jakimś stopniu. Będziemy musieli na przykład, mówiąc slangiem górskim, "obić skałę". Jest to niezbędne, żebyśmy mogli, po prostu, zjechać z niej bezpiecznie. Przed nami więc duża logistyka, ponieważ dotarcie na szczyt niektórych wodospadów będzie wymagało użycia wielu środków transportu: od psich zaprzęgów, po śmigłowiec, poprzez trekking, kajaki.... Także czeka nas spore wyzwanie, ale mamy plan. Na razie to jest plan na dwa kolejne wodospady i prawdopodobnie uda się go zrealizować jeszcze przed końcem roku. Już po powrocie będziemy organizować kolejny krok.

Zwiedzicie kilka kontynentów...

Rzeczywiście, nie będzie nas tylko w Azji. Planujemy odwiedzić Norwegię, jest RPA z drugim co do wysokości wodospadem - Tugela, mamy też dwa wodospady na Hawajach, dwa w Peru. Jest tam taki wodospad: Cataratas las Tres Hermanas, czyli Wodospad Trzech Sióstr w Peru, który jest bardzo ciekawy, ponieważ podobno nie da się do niego dojść. Nie ma możliwości, żeby zdobyć jego szczyt, bo drogę przecinają ogromne rzeki, skały i bardzo gęsta dżungla, ale mamy na to pomysł. Myślę, że wiemy, jak to zrobić i to nas nakręca. Będziemy tylko potrzebowali więcej czasu na jego zdobycie. To jest dla nas taki "top two", jeśli chodzi o eksplorację.

Kiedy planujecie zakończyć Wasz projekt?

Wstępnie mamy rozpisane etapy na trzy lata, ale wiadomo, że to się wiąże z wieloma przeciwnościami. Jeżeli jednak wszystko poukładamy tak, jak byśmy chcieli, to powinno się udać zakończyć go w trzy lata.

To jest bardzo ambitny, ale też kosztowny projekt, muszę więc zapytać jak zdobyliście pieniądze na jego realizację?

No... jakoś zdobyliśmy, troszkę żony nam pomogły. Sprzętem wspomogła nas firma Petzl, za co bardzo dziękujemy. Mamy patrona medialnego - National Geografic - też dziękujemy, no i... czekamy na kolejne oferty.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Maciej Pałahicki

Nicole Makarewicz