Skandaliczny wyciek policyjnych danych

Czwartek, 15 marca 2012 (06:50)
Aktualizacja: Czwartek, 15 marca 2012 (09:32)

Ważne policyjne informacje przychodzą na prywatny faks mieszkanki podwarszawskiej miejscowości. Jak ustalili reporterzy śledczy RMF FM, chodzi o korespondencję z jednostek wojskowych i różnych biur Komendy Głównej Policji, która powinna trafiać do dyrektora Biura Ochrony Informacji Niejawnych.

Tematyka faksów, które od trzech lat otrzymuje pani Kamila, jest różna. W tym czasie kobieta otrzymała wiadomości dotyczące przetargów na broń i udzielenia dostępu poszczególnym osobom do informacji niejawnych. Trafiały się także informacje dotyczące weryfikacji różnych osób na wysokie stanowiska w Komendzie Głównej.

Dotyczyły także poufnych danych odnośnie konkretnych osób, pracujących w jednostkach Komendy Głównej Policji - mówi pani Kamila. Reporterzy śledczy RMF FM przejrzeli te faksy. Pisma nie są objęte ścisłą tajemnicą, jednak zawierają wrażliwe dane osobowe funkcjonariuszy oraz żołnierzy. Chodzi między innymi o ich adresy, numery PESEL i tym podobne identyfikatory.

Pani Kamila interweniowała w tej sprawie w Komendzie Głównej. Twierdzi, że robiła to dwukrotnie. Dzwoniłam do Komendy Głównej Policji. Informowałam osoby, od których te faksy otrzymywałam. Usłyszałam, że taka sytuacja już nie będzie miała miejsca - mówiła.

Po drugiej interwencji faksy przestały przychodzić na numer pani Kamili. Cisza trwała jednak tylko pół roku. Od kilku miesięcy dokumenty znowu trafiają na prywatny faks kobiety.

Gapiostwo wysyłających, winny jest prefiks

Faksy z danymi żołnierzy i policjantów trafiały na zły numer przez gapiostwo wysyłających. Tak rzecznik Komendy Głównej skomentował ujawniony przez reporterów śledczych RMF FM skandal z wyciekiem policyjnych informacji. Według Mariusza Sokołowskiego, winny jest prefiks.

Mamy dwa rodzaje połączeń telefonicznych. Linie służbowe i linie cywilne. Niepotrzebnie te osoby, z tych firm i instytucji, które wysyłały do nas faksy, wpisywały wcześniej prefiks 22, korzystając z linii resortowej - tłumaczy.

Na pewno skontaktujemy się z panią Kamilą, żeby odebrać te dokumenty, które zostały do nas wysłane, ale przez przypadek trafiły do pani Kamili. W Biurze Informacji Niejawnych nie ma żadnego - nawet najmniejszego śladu - świadczącego o tym, że ta osoba kontaktowała się z tym biurem. Z pewnością nie ma tutaj mowy o dokumentach tajnych, w których byłyby informacje, które są ściśle strzeżone - dodał Sokołowski.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Marek Balawajder

Roman Osica