Siedział za zabicie kobiety. Dostanie 323 tys. zł

Wtorek, 30 września 2014 (17:25)

Sąd Okręgowy w Lublinie przyznał 323 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia Zbigniewowi G. za prawie trzy lata niesłusznego aresztu. Mężczyzna został prawomocnie uniewinniony od zarzutu zabójstwa kobiety.

Zbigniew G. domagał się ponad 17 mln zł. Sąd przyznał mu 48 tys. zł odszkodowania i 275 tys. zadośćuczynienia za doznaną krzywdę - poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie Artur Ozimek.

Sąd przyznał mu odszkodowanie zgodnie z wykazanymi utraconymi zarobkami i spodziewanymi korzyściami oraz zmiarkował żądania zadośćuczynienia stosownie do poniesionej krzywdy - wyjaśnił Ozimek. Wyrok nie jest prawomocny.

Zbigniew G. został aresztowany w styczniu 2005 r., a potem oskarżony o zabójstwo kobiety, od której wynajmował mieszkanie. Do zbrodni doszło we wrześniu 2004 r. W kamienicy w Lublinie znaleziono zwłoki emerytowanej lekarki Haliny B. Morderca bił ofiarę po głowie i dusił. Zrabował telefon i biżuterię o wartości ok. 1,5 tys. zł.

Proces ruszył w 2006 r. Miał charakter poszlakowy. Zbigniew G. nie przyznawał się do winy. Sąd okręgowy skazał go na 25 lat więzienia, ale sąd apelacyjny uchylił to orzeczenie i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy. W ponownym procesie jeszcze raz zbadano pozostawione na zegarku ofiary ślady krwi i okazało się, że nie można ich jednoznacznie przypisać oskarżonemu. Zbigniew G. został uniewinniony, w marcu 2011 r. sąd apelacyjny utrzymał w mocy to orzeczenie. Zbigniew G. został zwolniony z aresztu w listopadzie 2007 r.

W procesie o odszkodowanie Zbigniew G. mówił, że kiedy został zatrzymany, zaczynał pracę jako kucharz w jednym z lubelskich hoteli. Odkładał pieniądze na założenie własnej pizzerii, ale po aresztowaniu zgromadzone oszczędności trzeba było przeznaczyć na utrzymanie rodziny i koszty obrony. Jego żona wtedy nie pracowała, zajmowała się ich dwoma synami, którzy wówczas mieli 5 i 2 lata. Małżeństwo rozpadło się, doszło do rozwodu. Po jego wyjściu na wolność, małżonkowie wrócili do siebie i ponownie wzięli ślub.

Zbigniew G. mówił przed sądem, że przebywał w kilku zakładach karnych, w tak przepełnionych celach, że kilka razy musiał spać na podłodze. Uniemożliwiono mu udziału w wyborach parlamentarnych w 2005 r. Miał bardzo utrudniony kontakt z dziećmi. Po opuszczeniu aresztu musiał korzystać z pomocy psychiatry i psychologa.

(acz)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF24-PAP