Senat przystąpił do pracy nad ustawą dezubekizacyjną. "Projekt uchwalony w kadłubowym zgromadzeniu"

Wtorek, 20 grudnia 2016 (14:45)

Senat przystąpił do pracy nad ustawą dezubekizacyjną, uchwaloną w piątek w sali kolumnowej Sejmu podczas burzliwych obrad. Opozycja grzmi, że wszystkie głosowania, które wtedy przeprowadzono, są nieważne. Mimo to PiS włączył dwie z procedowanych wówczas ustaw do dzisiejszych obrad Izby Wyższej. Wcześniej senacka komisja rodziny zarekomendowała przyjęcie bez poprawek tzw. ustawy obniżającej świadczenia b. funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL. Odrzucono wniosek PO o przerwanie obrad komisji - senatorowie PO opuścili posiedzenie.

Opozycja próbowała nie dopuścić do prac na ustawami ponawiając wielokrotnie te same wnioski odroczenia obrad lub odroczenie pracy nad piątkowymi ustawami z Sali Kolumnowej. Politycy PO jeden po drugim powtarzali, że to nie są ustawy, tylko biuletyn PiS i pytali marszałka Karczewskiego, dlaczego nie czeka na wyjaśnienia w sprawie tych głosowań, o które poprosił nawet prezydent.

Marszałek Karczewski odpowiadał, że Senat musi pracować nad ustawami, skoro zostały przesłane z Sejmu, a prezydent może te ustawy potem zawetować. Padły też oskarżenia, że opozycji chodzi o zablokowanie właśnie ustawy dezubekizacyjnej.

Stajecie się solidarni, ale wobec tychże UB-eków i SB-eków - za te słowa senator Żaryn przeprosił, a senatorowie PO ponieważ uważają, że to nie są ustawy, nie będą nad nimi pracować i głosować.

Prace komisji nad uchwaloną przez Sejm nowelą ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy rozpoczęły się od złożenia przez senatora Mieczysława Augustyna (PO) wniosku o przerwanie posiedzenia.

Ten dokument nie ma znamion ustawy, uchwalenie tego projektu w kadłubowym zgromadzeniu budzi bardzo poważne zastrzeżenia - powiedział Augustyn uzasadniając wniosek o przerwanie obrad komisji. Nie uzyskał on jednak poparcia większości senatorów.

Następnie przewodniczący komisji Jarosław Duda (PO) poinformował, że nie może przewodniczyć posiedzeniu i przekazał prowadzenie wiceprzewodniczącej komisji. Senatorowie PO opuścili posiedzenie, a komisja kontynuowała obrady.

Senator PiS Stanisław Kogut zgłosił wniosek o przyjęcie ustawy bez poprawek. Niech się w końcu stanie dziejowa, historyczna naprawa tych krzywd - mówił Kogut uzasadniając wniosek. W głosowaniu poparło go jednogłośnie pięciu senatorów.

Pierwotnie prace nad ustawą miały - w poniedziałek - prowadzić wspólnie: senacka komisja rodziny oraz praw człowieka. Na początku posiedzenia doszło do sporu między przewodniczącymi obu komisji. Następnie senatorowie PO opuścili posiedzenie komisji. Ostatecznie pracę nad ustawą przeprowadziła tylko komisja praw człowieka, która zarekomendowała Senatowi przyjęcie ustawy bez poprawek.

W tzw. ustawie dezubekizacyjnej wymieniono cywilne, wojskowe instytucje i formacje, w których służba uważana będzie w myśl przepisów ustawy za służbę na rzecz totalitarnego państwa PRL. Informacje o przebiegu służby funkcjonariuszy ma sprawdzać IPN. Od decyzji obniżającej świadczenia będzie przysługiwało odwołanie do sądu.

PO apeluje do PiS o ponowne głosowanie m.in. ws ustawy dezubekizacyjnej

Senatorowie PO: Bogdan Borusewicz, Bogdan Klich i Jan Rulewski zaapelowali do PiS, by Sejm raz jeszcze głosował m.in. w sprawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej oraz innych, które - jak mówił Borusewicz - w miniony piątek "niby zostały przegłosowane".

Wicemarszałek Borusewicz wyraził pogląd, że z przyszłoroczną ustawą budżetową może być "potężny problem".

Wtórował mu szef klubu senatorów PO Bogdan Klich. Wyraził pogląd, że Senat został zamieniony z "izby refleksji" w "izbę absurdu". On również jest zdania, że "dokumenty" przysłane do Senatu nie są ustawami. Przekonywał, że podczas piątkowych głosowań "w kilku miejscach" w Sali Kolumnowej złamany został regulamin Sejmu. Po pierwsze poprawek nie głosuje się ‘en bloc’, poprawki głosuje się indywidualnie, a zatem sposób głosowania tam w Sali Kolumnowej był nieprawidłowy - dowodził Klich.

Wskazywał też, że w piątek niektórym posłom opozycji "uniemożliwiono wykonywanie zadań mandatowych nie dopuszczając ich na salę obrad". Tak naprawdę to nie było posiedzenie Sejmu. Tak naprawdę to było spotkanie klubu PiS poszerzone o dwóch posłów z innej opcji - uważa szef senackiego klubu PO.

Klich przywołał art. 113 konstytucji, zgodnie z którym posiedzenia Sejmu są jawne. Nie wiemy też kto, jak głosował w sprawie tak fundamentalnej jak budżet państwa - podkreślił. Jak dodał, w poniedziałek Kancelaria Sejmu opublikowała stenogramy z "tego spotkania w Sali Kolumnowej", jednak wśród nich nie ma m.in. imiennych sprawozdań z głosowania. Bez takich imiennych sprawozdań, te sprawozdania są niewiarygodne - ocenił senator. Dlatego też - przekonywał - Senat nie może pracować nad żadnym z "dokumentów przyjętych przez posiedzenie posłów w Sali Kolumnowej".


(j.)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Mariusz Piekarski

RMF FM/PAP