Sąd odroczył proces z powodu wątpliwości związanych z wyborem prezes TK. Jest reakcja TK

Piątek, 23 czerwca 2017 (12:01)
Aktualizacja: Piątek, 23 czerwca 2017 (17:02)

Bezprecedensowa decyzja warszawskiego sądu rejonowego. Na dzisiejszej rozprawie sędzia odroczył bezterminowo proces wytoczony Trybunałowi Konstytucyjnemu, bo... jego zdaniem obecne władze TK - w tym prezes Trybunału Julia Przyłębska - mogły zostać wybrane niezgodnie z prawem. To pierwsza tego typu decyzja w Polsce. Jest już ostra reakcja Trybunału, premier Beaty Szydło i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Proces chciał wytoczyć Trybunałowi Konstytucyjnemu prywatny przedsiębiorca z Tychów Marek Jarocki. Jak relacjonował dzisiaj w rozmowie z reporterem RMF FM Grzegorzem Kwolkiem, cała sprawa rozpoczęła się od złożenia przez niego skargi konstytucyjnej, "którą rozpoznali sędziowie wybrani przez PiS - ci tzw. dublerzy" "Odmówili jej rozpoznania" - dodaje.

W tej sytuacji Marek Jarocki uznał, że orzeczenie wydane przez TK w jego sprawie "jest nielegalne, bo wydane przez osoby nieuprawnione do orzekania".

Taki pozew złożyłem, żądając odszkodowania za to, że orzekały w mojej sprawie osoby niebędące sędziami - powiedział naszemu dziennikarzowi.

Sąd przyjął mój pozew do rozpoznania. Dzisiaj była pierwsza rozprawa, (...) ale sędzia (...) nie dopuścił do uczestniczenia w sprawie pełnomocnika ze strony Trybunału Konstytucyjnego: spytał go, od kogo ma pełnomocnictwo, przez kogo podpisane. Na to adwokat powiedział: "Przez panią sędzię Przyłębską". Na to sąd odpowiedział, że w przekonaniu sądu sędzia Przyłębska została wybrana na prezesa Trybunału Konstytucyjnego nielegalnie, bo wbrew przepisom ustawy - relacjonował Marek Jarocki.

W związku z tym (sąd) doszedł do przekonania, że Trybunał Konstytucyjny nie jest należycie reprezentowany, bo nie ma organu uprawnionego do reprezentacji - wyjaśnił.

To zaś - jak kontynuował przedsiębiorca - spowodowało "konieczność z automatu zawieszenia postępowania, aż zostanie wybrany legalnie prezes Trybunału Konstytucyjnego".

Sędzia Łączewski: Sąd musi mieć pewność, że Trybunał Konstytucyjny jest właściwie reprezentowany

Sąd musi mieć pewność, że Trybunał Konstytucyjny jest właściwie reprezentowany - tłumaczy reporterowi RMF FM sędzia Wojciech Łączewski. Sędzia stwierdził, że taka decyzja zapadła, bo wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie prawne skierowane do Sądu Najwyższego. Chodzi o rozstrzygnięcie, czy Julia Przyłębska została wybrana prawidłowo na prezesa Trybunału Konstytucyjnego i czy sąd powszechny w ogóle może oceniać tę kwestię. Do tego czasu decyzja o przyznaniu lub nieprzyznaniu odszkodowania przedsiębiorcy nie może zapaść.

Najpierw Sąd Najwyższy musi rozwiać wątpliwości, bo gdyby uznał, że jednak Przyłębska nie jest prezesem Trybunału, cały proces należałoby powtórzyć. Sędzia Łączewski w taki sposób wytłumaczył, o co chodzi w tej sprawie. Po szczegóły odsyła do rzecznika sądu.

Rzeczniczka Sąd Okręgowego w Warszawie Anna Ptaszek podkreśliła, że sędzia Wojciech Łączewski nie podważał wyboru Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego, powołał się zaś na pytanie prawne do Sądu Najwyższego w kwestii prawidłowości jej wyboru.

Ptaszek tłumaczyła, że rozpatrując cywilną sprawę, wytoczoną przez osobę prywatną prezesowi TK o odszkodowanie, sędzia sądu rejonowego Wojciech Łączewski powołał się na to, że musi on dbać o to, by Skarb Państwa był należycie reprezentowany w tym procesie. Potwierdziła, że pełnomocniczka TK miała pełnomocnictwo podpisane przez prezes Przyłębską.

Sędzia Ptaszek dodała, że pełnomocniczka TK miała pełnomocnictwo podpisane przez prezes Przyłębską. Sędzia Łączewski spytał pełnomocniczkę czy wie, że w sprawie prawidłowości wyboru prezes TK SN zbada pytanie prawne; pani mecenas miała tego świadomość - relacjonowała rzeczniczka. Sędzia spytał też panią mecenas, czy dysponuje ona pełnomocnictwem podpisanym przez wiceprezesa TK Stanisława Biernata, co do którego wyboru nie ma wątpliwości; takiego pełnomocnictwa nie miała - dodała sędzia Ptaszek.

Sędzia uznał, że od odpowiedzi SN może zależeć sprawa, którą prowadzi. Dlatego zawiesił tę sprawę cywilną do czasu rozpatrzenia pytania prawnego przez SN, skierowanego przez Sąd Apelacyjny w Warszawie - dodała sędzia Ptaszek. Podstawą był art. 177 par. 1 Kodeksu postępowania cywilnego, który stanowi: "Sąd może zawiesić postępowanie z urzędu, jeżeli rozstrzygnięcie sprawy zależy od wyniku innego toczącego się postępowania cywilnego".

Pan sędzia ani słowem nie powiedział, że uważa panią prezes Przyłębską za wybraną wadliwie, chce tylko zaczekać na odpowiedź na pytanie prawne; a on jako sąd rejonowy nie czuje się na siłach by się w tej sprawie wypowiedzieć - zaznaczyła sędzia Ptaszek. Według niej, należy się spodziewać, że jak SN wypowie się w tej kwestii, sędzia podejmie postępowanie.

Trybunał Konstytucyjny: Wybór prezesa TK poza jurysdykcją sądu

W związku z decyzją warszawskiego sądu rejonowego z 23 czerwca 2017 r., Trybunał Konstytucyjny przypomina, że poza jurysdykcją sądu cywilnego, a nawet całego sądownictwa powszechnego, są sprawy dotyczące wyboru prezesa Trybunału Konstytucyjnego, oraz możliwość oceny działania Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w tym zakresie - tak decyzję sądu skomentował w oświadczeniu Trybunał Konstytucyjny.

Tego rodzaju aktywność sądu cywilnego wpisuje się w dostrzegane ostatnio publicznie, niebezpieczne dla państwa prawa, próby przekraczania konstytucyjnych i ustawowych kompetencji przez pracowników wymiaru sprawiedliwości. Trybunał ufa, że Sąd Najwyższy przerwie te działania - czytamy w oświadczeniu.

Żaden sąd w Polsce nie ma prawa badać powołania prezesa Trybunału Konstytucyjnego - stwierdził później w rozmowie z PAP sędzia TK Mariusz Muszyński. Według niego takie działanie oznacza brak szacunku dla prawa.

Co do sędziego Łączewskiego, to się nie dziwię, bo rozumiem, że on kontynuuję tę swoją krucjatę (...) rozumiem, że robi to świadomie, bo na tyle wiedzy prawniczej powinien mieć, żeby wiedzieć, iż nie ma uprawnień do podejmowania tego rodzaju decyzji - powiedział sędzia Muszyński. Dodał, że takie działanie to "brak szacunku dla prawa i państwa".

Sędzia Muszyński wskazał, że już w 2008 r. Sąd Najwyższy, w uchwale, "jednoznacznie wypowiedział się, że sądy cywilne w ramach procesu cywilnego nie mają prawa do badania aktów powołań przedstawicieli różnego rodzaju urzędów państwowych; tego rodzaju badania mogą być dokonane tylko w ramach specjalnych, istniejących procedur". W przypadku prezesa TK i sędziów TK takich procedur nie ma - dodał.

Ziobro: Jest to naruszenie prawa i to rażące

Minister Zbigniew Ziobro nie zgadza się z decyzją warszawskiego sądu rejonowego. Nie jest kompetencją sądów cywilnych rozstrzygać, czy prezes danego sądu - w tym wypadku Trybunału Konstytucyjnego - został wybrany w sposób właściwy czy nie, bo to jest poza zakresem ich kognicji - stwierdził szef resortu sprawiedliwości. Jest to naruszenie prawa i to rażące - uważa Ziobro. 

Sądy cywilne nie są władne oceniać, czy prezes sądu konstytucyjnego jest wybrany właściwie czy nie, bo sądy cywilne są od rozstrzygania spraw cywilnych (...); tutaj mamy do czynienia z prawem publicznym, związanym z funkcjonowaniem instytucji publicznych państwa, opisanych w konstytucji - dodał Ziobro.

Podkreślił, że "wiele mówi osoba pana sędziego". Przypomniał, że to "sędzia znany z rozmaitych zachowań, wysoce kontrowersyjnych". Zaznaczył, że "jego działania są przedmiotem intensywnych czynności procesowych organów ścigania".

Premier: To, co się wydarzyło w sądzie, to rzecz niesłychana

Sprawę skomentowała także premier. To, co wydarzyło się dziś w sądzie rejonowym, to rzecz niesłychana; w pełni zgadzam się z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą - stwierdziła w Brukseli Beata Szydło.

Ja mogę powiedzieć tyle, że w pełni zgadzam się tutaj z panem ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Nie znam dokładnie szczegółów tej sprawy, bo jestem tutaj w Brukseli, ale z tych informacji, które mam, to w pełni podzielam zdanie pana ministra. Jest to oczywiście rzecz niesłychana, to co wydarzyło się dzisiaj w sądzie rejonowym - oświadczyła premier.

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski: Sąd sam bezpośrednio zinterpretował konstytucję, do czego jest uprawniony

O wyjaśnienie, co oznacza dzisiejsza decyzja stołecznego sądu, poprosiliśmy prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, szefa Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Przede wszystkim oznacza to, że sąd stosuje konstytucję bezpośrednio. Sąd ma prawo stosować bezpośrednio konstytucję, jeżeli nie ma oczywiście orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego rozstrzygającego sprawę czy nie ma orzeczenia Sądu Najwyższego. Tak że tutaj sąd sam bezpośrednio zinterpretował konstytucję, do czego jest uprawniony - podkreślił prof. Ćwiąkalski.

Przyznał, że to "zdecydowanie pierwszy" tego typu przypadek i - jak zaznaczył - "komplikujący sytuację prawną w Polsce, jeżeli chodzi o funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego".

Ja mówiłem o tym, że taka sytuacja może wystąpić, ponieważ władze polityczne nie mogą sobie uzurpować prawa do tego, żeby samodzielnie interpretować prawo - od tego w Polsce są sądy i trybunały - podkreślił prof. Zbigniew Ćwiąkalski.

To sędzia Łączewski skazał byłych szefów CBA

Sędzia Wojciech Łączewski nie pierwszy raz skupia na sobie uwagę opinii publicznej i mediów.

Dwa lata temu skazał nieprawomocnie byłych szefów CBA Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika na trzy lata więzienia za przekroczenie uprawnień i podżeganie do wręczenia łapówki w tzw. aferze gruntowej.

W zeszłym roku ujawniono korespondencję prowadzoną przez Łączewskiego na Twitterze z osobą podszywającą się pod znanego dziennikarza Tomasz Lisa. Sędzia miał umawiać się na spotkanie z tą osobą w celu "omówienia strategii walki z PiS". Łączewski twierdzi, że pod niego również ktoś się podszył, a on nie wymieniał takich wiadomości. Sprawę bada prokuratura w Legnicy.


(e, mpw)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Marek Balawajder

Grzegorz Kwolek

Magdalena Wojtoń

RMF FM/PAP