Są zarzuty dla byłego zomowca, podejrzanego o strzelanie do górników z "Wujka"

Wtorek, 11 czerwca 2019 (15:22)
Aktualizacja: Wtorek, 11 czerwca 2019 (16:50)

Roman S., były zomowiec podejrzany m.in. o strzelanie do górników z kopalni "Wujek" w grudniu 1981 roku, dopuścił się zbrodni komunistycznej stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości - podał pion śledczy IPN po zakończeniu przesłuchania mężczyzny. Nie przyznał się on do winy. Odmówił też składania wyjaśnień. W środę Instytut Pamięci Narodowej skieruje do sądu wniosek o areszt.

Roman S. we wtorek został przewieziony do katowickiego oddziału IPN. Wcześniej został zatrzymany w Chorwacji i przekazany stronie polskiej. Furgonetka byłym zomowcem wjechała na plac katowickiego oddziału IPN przed godziną 15.

Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia.

Zrzekł się obywatelstwa polskiego i przyjął niemieckie

Roman Zdzisław S. - b. funkcjonariusz plutonu specjalnego Pułku Manewrowego Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach został zatrzymany 17 maja w Chorwacji. Był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania.

Nie mieszkał w Polsce. Wyjechał na stałe do Niemiec na początku lat 90., zanim przedstawiono mu zarzuty w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń. Zrzekł się obywatelstwa polskiego i przyjął niemieckie.

Według IPN był jednym z członków plutonu specjalnego, którzy strzelali do górników podczas pacyfikacji "Wujka" na początku stanu wojennego.

Od milicyjnych kul zginęło wtedy dziewięciu protestujących górników. Ponad 20 zostało rannych.

Byli milicjanci na ławie oskarżonych

Osądzenie byłych milicjantów okazało się niezwykle trudne. Proces w pierwszej instancji toczył się trzy razy. Dopiero w czerwcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał prawomocnie b. dowódcę plutonu specjalnego Romualda C. na 6 lat więzienia, a 13 jego podwładnym wymierzył od 3,5 do 4 lat więzienia.

Według sądu, w toku procesu, ustalić można było jedynie, że oskarżeni działali wspólnie oraz że w wyniku działań niektórych z nich, a za wiedzą pozostałych, śmierć ponieśli górnicy. Zmowa milczenia uniemożliwiła wskazanie, kto konkretnie strzelał i zabił lub ranił górników.

Wniesione kasacje oddalił w 2009 r. Sąd Najwyższy. Wyrok stał się ostateczny blisko 28 lat po tragedii.

Generał na ławie oskarżonych

W oddzielnym procesie odpowiadał gen. Czesław Kiszczak, oskarżony o przyczynienie się do śmierci górników z "Wujka".

Jego proces toczył się przed warszawskim sądem. Pierwszy proces ruszył w 1994 r. - w 1996 r. SO uniewinnił Czesława Kiszczaka. W 2004 r. skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu.

W 2008 r. sprawę umorzono z powodu przedawnienia. W 2011 r. ponownie Kiszczaka uniewinniono. Wszystkie wyroki uchylał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie, który zwracał sprawy do SO.

Czesław Kiszczak zmarł w listopadzie 2015 roku.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Urszula Gwiazda

RMF FM/PAP