Rostowski: Resort rozwoju nie jest ważny. Szydło jest naiwna, jeśli wierzy, że on będzie decydował

Środa, 28 września 2016 (18:02)
Aktualizacja: Środa, 28 września 2016 (21:08)

"Po roku to trochę wcześnie, żeby robić nowe otwarcie. Mamy do czynienia z dwoma sprzecznymi ze sobą narracjami" - tak zmiany w rządzie Beaty Szydło komentuje gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM, Jacek Rostowski. "Rola ministra finansów i przewodniczącego Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów jest do udźwignięcia. Ministerstwo Rozwoju nie jest specjalnie ważne. Jeżeli pani premier naprawdę wierzy, że ono będzie o wszystkim decydować to jest wyjątkowo naiwna" - dodaje. "Silny minister finansów jest warunkiem koniecznym dla szybkiego rozwoju dużo ważniejszym niż jakieś strategie przygotowywane na slajdach" - ocenia były minister finansów. Rozmówca Marcina Zaborskiego zdradza też, czego spodziewa się po stronie rozwoju i infrastruktury w najbliższym czasie.


Marcin Zaborski: Możliwość radosnego, nowego otwarcia, panie premierze - tak pan komentował kiedyś jedną z rekonstrukcji rządu PO-PSL. Teraz też pan dostrzega tę możliwość nowego, radosnego otwarcia?

Jacek Rostowski: Po roku to trochę wcześnie, żeby robić nowe otwarcie. Tutaj mamy do czynienia jakby z dwoma, sprzecznymi ze sobą narracjami: albo jedną narracją, a drugą rzeczywistość.

Co się z czym zderza?

Narracja jest, że to Ministerstwo Rozwoju będzie tym głównym ośrodkiem decydującym o polityce gospodarczej. A tak naprawdę to, co się stało jest, że Mateusz Morawiecki zrozumiał, że Ministerstwo Rozwoju tak naprawdę nie ma żadnych instrumentów, żeby cokolwiek osiągnąć.

Ale pan podjąłby się takiej roli multiministra? Z jednej strony Ministra Finansów, a z drugiej strony - Ministra Rozwoju i jeszcze szefa Komitetu Ekonomicznego?

Tutaj tak naprawdę najważniejsza zmiana jest oczywiście ta, że wicepremier staje się Ministrem Finansów, czyli de facto Minister Finansów staje się wicepremierem i - to jest bardzo ważne - przewodniczącym Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, który kiedyś istniał, i który bardzo ułatwia działania Ministra Finansów, aby blokować nieodpowiedzialne, niszczące budżet pomysły innych ministrów.

I to połączenie ról jest do udźwignięcia dla jednego człowieka?

Na pewno rola Ministra Finansów i przewodniczącego KERM-u jest do udźwignięcia. Ministerstwo Rozwoju nie jest tak naprawdę specjalnie ważnym ministerstwem i propaganda PiS-owska, która sugeruje, że to właśnie Ministerstwo Rozwoju będzie tym decydującym ośrodkiem, który będzie o wszystkim decydował - jeżeli pani premier naprawdę w to wierzy, to jest wyjątkowo naiwna.

Pan mówi "propaganda PiS-owska", ale przecież pamiętamy, kiedy Donald Tusk łączył resorty i tworzył ten superresort z Ministerstwem Rozwoju w roli głównej też mówił, że trzeba świetnie wydawać pieniądze, szybko, sprawnie wydawać unijne pieniądze, i że to jest bardzo ważne centrum rządu.

Dobrze by było szybko, sprawnie wydawać pieniądze unijne i oczywiście to Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju mogło robić. Od czasu jak PiS doszedł do władzy to pieniądze unijne są wydawane bardzo powoli i jeżeli to nie przyspieszy, to jest poważne zagrożenie, że jakaś znacząca część z nich, szczególnie te fundusze, te pieniądze unijne, które mają pójść na wielką odnowę kolei polskich, ale także internet szerokopasmowy, że te pieniądze nie będą wydane, i że w ogóle przepadną. I lepiej by było, żeby był minister, który się na tym skupia: na wydawaniu pieniędzy, które mamy i organizowaniu pieniędzy - także samorządów, ale także w pewniej mierze budżetowych, przekazanych mu w bezpiecznych ilościach przez Ministra Finansów, żeby był ktoś, kto się nad tym skupia. Ale nie ma miejsca specjalnie na takiego wielkiego, koordynującego szefa, który miałby całą strategię gospodarczą rządu organizować. Obawiam się, że będziemy mieli dalej narastający paraliż po stronie rozwoju i infrastruktury, ale oczywiście jest jeden plus: Minister Finansów jako szef Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów ma dużo silniejsza pozycję i zobaczymy, na ile Mateusz Morawiecki zrozumie, że bez zdrowych finansów nie ma zdrowej gospodarki.

Pan przestrzega przed paraliżem, przed paraliżem przestrzegali też politycy Prawa i Sprawiedliwości w swoim programie. A napisali w nim tak: "Dominująca pozycja ministra finansów w rządzie, co było szczególnie widocznie w ostatnich latach, prowadzi do nadmiernego fiskalizmu, sprzyja myśleniu według zasady: byle nie było gorzej, krępuje myślenie i działanie w kategoriach rozwoju.

Oczywiście dzięki temu, że w Polsce zawsze, poza tym ostatnim rokiem był silny Minister Finansów, to w tych ostatnich ośmiu latach mieliśmy najszybszy wzrost gospodarczy w Europie i najszybszy wzrost gospodarczy ze wszystkich krajów Zachodu, przy czwartym najniższym wzroście zadłużenia. Ale nie tylko w ostatnich ośmiu latach, także w ciągu ostatnich 25 lat, kiedy zawsze mieliśmy silnych ministrów finansów. Nie ma lepszej gwarancji szybkiego rozwoju gospodarczego niż zdrowe finanse publiczne. I wobec tego...

Przed wzrostem deficytu...

...i wobec tego, jeśli mogę. I wobec tego silny Minister Finansów jest warunkiem koniecznym dla szybkiego rozwoju. Dużo ważniejszym niż jakieś strategie przygotowane i pokazywane w prezentacjach i na slajdach. Jak, i tak szczerze mówiąc, do tej chwili to jest jedyna rzecz, którą Mateusz Morawiecki robił.

Pan przestrzegał przed...

Zobaczymy, na ile będzie umiał sprostać temu wielkiemu wyzwaniu, i temu wielkiemu obowiązku jakim jest bycie Ministrem Finansów.

Przestrzegał pan, jeśli chodzi o finanse w ostatnich miesiącach, że w tym roku jeszcze pieniędzy na program 500+ starczy, w następnym roku będzie już gorzej. Tymczasem dzisiaj pani premier mówi, że jest projekt budżetu przyjęty przez rząd, i że są pieniądze. I na 500+, i na wyższe emerytury, i na leki dla seniorów, i nawet na reformę emerytalną w przyszłym roku. Pan się uśmiecha.

No uśmiecham się dlatego, że...

Z radości?

Wie pan. Uśmiecham się raczej dlatego, że bardzo łatwo jest wszystkie te rzeczy mówić, a dużo trudniej w bardzo niebezpiecznym świecie, gdzie jest wiele ryzyk, które istnieją, które mogą do nas przyjść z zewnątrz, z Europy, ze Stanów Zjednoczonych także, z gospodarki światowej. Dużo trudniej jest to zapewnić. I problem z całym podejściem PiS-u do rządzenia jest, że PiS uważa, że jest świetnie, a dlatego, że oni chcą, będzie jeszcze lepiej. A tymczasem oczywiście jest bardzo dobrze, bo myśmy im przekazali gospodarkę rozpędzającą się, ale niestety ona już spowalnia.

Ale pan przestrzegał, że deficyt będzie powyżej 4 proc. Nie ma powyżej 4 proc. w najbliższym czasie.

Nie, ja nie mówiłem, że w tym roku będzie powyżej 4 proc., powiedziałem, że w przyszłym roku może być powyżej i zobaczymy, jaki będzie.

Projekt budżetu na razie tego nie przewiduje.

No dobrze, ale to nie projekty... Panie redaktorze, 27 lat temu porzuciliśmy gospodarkę planową. To nie jest tak, że... i zresztą przypomnę, że Ministerstwo Rozwoju ma swoją siedzibę główną tam, gdzie Centralny Urząd Planowania. To nie jest bardzo zachęcające. Więc to, co się dekretuje, to nie jest  tak, ze ministerstwo czy rząd tak zadekretuje, że tak będzie. Trzeba się przygotowywać także na niebezpieczne, nieprzyjemne niespodzianki i moja obawa, zresztą tym bardziej jestem zaniepokojony, jeżeli widzę budżet, który wydaje mi się nierealistyczny. Bo w nim zakłada się dużo lepsze dochody podatkowe, niż wynikałoby z takiego normalnego, rozsądnego i ostrożnego podejścia.

Na gorąco komentował i projekt budżetu, i zmiany w rządzie były wicepremier Jacek Rostowski, bardzo dziękuję.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska