Rozmieszczenie amerykańskich rakiet Patriot w Polsce nie wpisuje się w logikę stosunków rosyjsko-polskich - twierdzi w wywiadzie dla telewizji Rossija 24 szef Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy Konstantin Kosaczow.

Dziś Morąg oficjalnie przywitał amerykańskich żołnierzy, którzy w praktyce są tam od poniedziałku. Wojskowi obsługują baterię rakiet Patriot. Na "prawdziwe" rakiety morążanie liczyć jednak nie mogą. czytaj więcej

Jego zdaniem "rozlokowanie amerykańskich rakiet Patriot 60 km od rosyjskiej granicy nie ma żadnego logicznego uzasadnienia wojskowego. Podważa klimat zaufania, który podobno zaczął się tworzyć między Rosją a USA i między Rosją a NATO".

W moim przekonaniu sytuacja ta zaczyna trapić teraz i polskich polityków. To był projekt, który, jeśli można się tak wyrazić, pozostał z poprzedniego etapu stosunków rosyjsko-polskich, a obecnie, gdy stosunki te wyglądają zasadniczo inaczej, to rozmieszczenie jest jawnym dysonansem i mam nadzieję, że w Polsce wyraźnie się to rozumie - podkreślił Kosaczow. Dodał jednak, że Patrioty nie są na razie powodem do reagowania. "Bezpośrednio nam rakiety niczym nie zagrażają" - powiedział.

Wcześniej o tym, że rozmieszczenie amerykańskich rakiet w Polsce nie sprzyja umocnieniu bezpieczeństwa i zaufania mówili cytowani przez agencję ITAR-TASS przedstawiciele departamentu informacji i prasy rosyjskiego MSZ.

Rosja w odpowiedzi na amerykańskie rakiety, nie zamierza jednak rozmieścić rakiet Iskander w obwodzie kaliningradzkim. Tak przynajmniej twierdzą źródła w rosyjskim MSZ. Według nich "sytuacja jest niepojęta, tym bardziej, że rosyjskie stosunki wchodzą na zupełnie inny poziom zarówno z Amerykanami, jak i Polakami".

W Polsce ma znajdować się - początkowo okresowo, a później na stałe - baza baterii rakiet obrony powietrznej Patriot, a w przyszłości także baza rakiet SM-3, wchodzących w skład systemu obrony balistycznej.