W czwartek o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16; o godz. 3.46 obiekt zanikł, prawdopodobne miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia - poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Zdecydowana większość śladów, w tym odnalezione elementy wskazują na rosyjską rakietę Ch-101. Jest bardzo prawdopodobne, że doszło tu do eksplozji - mówił na konferencji w Tarnawie-Kolonii premier Donald Tusk. Rosja będzie stawała na głowie, żeby oczyścić się z odpowiedzialności - dodał.
„Wszystko musi być przejrzyste”
Szef rządu zdradził, że Amerykanie są zainteresowani, by uczestniczyć w postępowaniu wyjaśniającym dotyczącym nocnego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
Zależy mi na tym, żeby nie było tak jak kiedyś. Wszystko musi być przejrzyste, ludzie muszą być informowani o wszystkim - podkreślał Donald Tusk.
Ta wojna jest pełna niespodzianek. Musimy się bardzo szybko uczyć nowych sytuacji i nowych zagrożeń - dodał lider Koalicji Obywatelskiej.
Tusk odniósł się na konferencji do swojego środowego spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Obaj zadeklarowaliśmy gotowość pełnej współpracy we wszystkich możliwych koalicjach, zespołach, nad bezpiecznym niebem nad nami i nad Ukrainą - relacjonował.
Dzisiaj nie jest może bardzo popularne mówić dobrze o Ukrainie. Wiem, i ta wiedza jest dużo ważniejsza, że bezpieczeństwo Polski zależy bezpośrednio od skutecznych działań wojsk ukraińskich także w powietrzu - tłumaczył szef rządu. Gdyby Ukraińcy mieli dużo więcej tego, o co proszą cały czas, być może ta rakieta balistyczna nie wleciałaby do Polski - zasugerował.
Lider Koalicji Obywatelskiej stwierdził, że nie ma żadnego powodu, by być adwokatem Ukrainy w sprawach Patriotów. Jedyne, co mi siedzi w głowie i sercu to w jaki sposób najlepiej zabezpieczyć Polskę - zapewniał.
Po tym zdarzeniu - paradoksalnie - będę wspólnie z panem premierem (Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem - przyp. red.) rozważał jak najszybciej dalszą pomoc dla Ukrainy - także z kolejnymi Patriotami, jeśli będzie taka potrzeba - oświadczył premier.
Tusk o 100 dniach kluczowych dla przebiegu wojny
Według Donalda Tuska najbliższe 100 dni może rozstrzygnąć o tym, jak zakończy się wojna pomiędzy Rosją a Ukrainą.
To jest 50 na 50. Dużo mechanizmów jest w rękach prezydenta USA, kilku innych osób. Wielkie znaczenie mają decyzje Elona Muska, jeśli chodzi o Starlinki i inne systemy - analizował. Jak dodał, szalenie istotne są też działania naszego kraju, bo pozostajemy wzorem dla europejskich partnerów.
Zdaję sobie sprawę z różnych ciężarów, które spadają na Polskę i Polaków, które wynikają z ponad miliona Ukrainek i Ukraińców w Polsce, z samej wojny. Ja to wszystko wiem, naprawdę chodzę po ziemi - zapewniał lider KO.
Czy to się będzie komuś podobało czy nie, zrobimy wszystko z premierem Kosiniakiem-Kamyszem, aby w sprawach wojny z Rosją Ukraina dostała od nas każdą możliwą pomoc - obiecywał Tusk.
Tusk: Tutaj nie ma idealnych decyzji
Szef rządu opowiedział też o tym, jak trudne były dzisiejsze działania przy polsko-ukraińskiej granicy.
Manewrowaliśmy bardzo blisko granicy - Ukraińcy też. Ukraiński myśliwiec był bardzo blisko tego pocisku - relacjonował Tusk. Ryzyko, że trafilibyśmy ukraiński myśliwiec zamiast pocisku, było namacalne. Ryzyko, że zestrzelimy ten pocisk szybciej i spadnie na teren zamieszkany, też było... Tutaj nie ma idealnych decyzji - przyznał.
Prokuratura o ukraińskim wniosku dot. pomocy
Szef Prokuratury Okręgowej w Lublinie Grzegorz Trusiewicz na briefingu w Tarnawie-Kolonii poinformował, że przed godz. 4.00 mieszkanka powiatu biłgorajskiego powiadomiła służby o głośnym huku. Pierwsza na miejscu zdarzenia była policja, która ujawniła miejsce upadku obiektu. Według szacunków prokuratora krater ma ok. 10 metrów średnicy i ok. 5 metrów głębokości. Szczątki obiektu rozrzucone są na terenie ok. 200 metrów.
Dostaliśmy też oficjalny wniosek strony ukraińskiej o pomoc w przeprowadzeniu tych oględzin, ponieważ są to fachowcy, którzy mają najwięcej do czynienia z tego typu zdarzeniami. Aktualnie trwa rozpoznawanie wniosku i niewykluczone jest, że przyjadą oni tutaj na miejsce i pomogą – również ze służbami polskimi – zidentyfikować ten element, który wleciał do polskiej przestrzeni powietrznej – wyjaśnił Trusiewicz.
Śledztwo prowadzone jest w kierunku sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym, za co grozi do 10 lat więzienia.
