Ratownicy dotarli do młodych survivalowców w Bieszczadach

Poniedziałek, 4 lutego 2013 (10:08)
Aktualizacja: Poniedziałek, 4 lutego 2013 (13:58)

Nawet kilka godzin może trwać akcja GOPR w Bieszczadach. Ratownicy wyruszyli na pomoc 9-osobowej grupie młodzieży i ich dwóm opiekunom, którzy utknęli w górach. Młodzi ludzie są w wieku od 15 do 19 lat.

Pierwsza grupa ratowników dotarła już do młodzieży, która utknęła w Bieszczadach w okolicy Bukowego Berda. Rozbijają obóz, w którym młodzi ludzie będą mogli się ogrzać. Potem sukcesywnie będą sprowadzać survivalowców toboganami (specjalnymi saniami stosowanymi w ratownictwie górskim).

Ratownicy muszą pokonywać ok. 1,5 metrowe zaspy śniegu. Na miejsce dotarł już pierwszy nasz patrol. Zapowiada się bardzo trudna ewakuacja - powiedział naczelnik grupy Grzegorz Chudzik.

Pokonanie kilometra w tych warunkach może zająć nawet dwie godziny. Akcja będzie bardzo długa i wyczerpująca. Na granicy lasu czekają już śnieżne skutery. One będą zwozić poszkodowanych do stacji pogotowia.

Cały czas w pogotowiu są dwa śmigłowce LPR-u i Straży Granicznej. Gdyby pogoda umożliwiła ich start, ewakuacja przebiegałaby dużo szybciej.

Jak powiedział Chudzik, młodzi ludzie są zziębnięci. Wiatr zrywa im pokrycia namiotów. Ich instruktor powiedział w rozmowie ze mną, że nie ma zagrożenia życia - zaznaczył. Na miejscu było dziesięcioro młodych ludzi w wieku 15-19 lat i dwóch opiekunów. Funkcjonariusze i ratownicy górscy ewakuują poszkodowanych. W Mucznem czekają na nich karetki pogotowia - dodaje inny z ratowników. Niektórzy turyści mają odmrożenia. Dwie osoby są transportowane, pozostali schodzą o własnych siłach.

Młodzi ludzie sami poprosili goprowców o pomoc

Poszkodowana młodzież to grupa około 11 osób ze szkoły przetrwania we Wrocławiu. O pomoc ratowników poprosili telefonicznie. Młodzi ludzie zadzwonili do GOPR po nocy spędzonej na biwaku. Poinformowali, że są przemarznięci i nie są w stanie sami zejść z góry.

Potwierdza to Krzysztof Bojda, jeden z instruktorów wrocławskiej szkoły przetrwania. Silny wiatr porwał dzieciakom namioty. Są przemoczeni i wychłodzeni. Dzieci były bardzo dobrze przygotowane do tego wyjścia - podkreśla Bojda.

Wcześniej drugi instruktor, pod opieką którego jest młodzież, powiedział nam w krótkiej rozmowie telefonicznej, że podczas wyjazdu egzaminacyjnego, w nocy grupa się rozproszyła. 

W Bieszczadach powyżej górnej granicy lasu leży średnio pół metra śniegu. Jest siedem stopni mrozu, a prędkość wiatru dochodzi do 70 km/godz. W górnych partiach Bieszczad obowiązuje drugi stopień zagrożenia lawinowego.


Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Barbara Zielińska-Mordarska

Joanna Potocka

RMF FM/PAP