Puszki z piwem i butelki z wódką w kabinie motorniczego

Wtorek, 7 stycznia 2014 (14:22)

Trzy małe butelki z nalewką, a do tego cztery puszki piwa kupił na pętli motorniczy, który wczoraj na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi doprowadził do tragicznego wypadku. Zginęły w nim dwie osoby. Puszki znalezione w tramwaju były pełne, pusta była natomiast butelka po nalewce, druga - napoczęta.

Doniesienia o tym, że mężczyzna mógł pić alkohol w pracy pojawiły się już wczoraj. Motorniczy prawdopodobnie jednak przyszedł na dyżur trzeźwy. Zarząd MPK zdecydował  o dyscyplinarnym zwolnieniu 34-latka. Wciąż jednak nie został przesłuchany. Ma się to stać jutro.

Do tragicznego wypadku na ul. Piotrkowskiej, doszło wczoraj wczesnym popołudniem. Prowadzony przez mężczyznę tramwaj nie zatrzymał się na przystanku i wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Na przejściu dla pieszych potrącił trzy kobiety. Dwie z nich zginęły na miejscu, trzecia w stanie ciężkim została przewieziona do szpitala. W wypadku straciła nogi. Ma za sobą kilkugodzinną operację, w tej chwili jest utrzymywana w stanie śpiączki farmakologicznej. Tramwaj uderzył także w jadącego prawidłowo opla, którego kierowca również trafił do szpitala, ale z lżejszymi obrażeniami. Po wypadku motorniczy zatrzymał skład dopiero po przejechaniu kilkudziesięciu metrów. Zmusili go do tego pasażerowie. Badanie alkomatem tuż po wypadku wykazało, że motorniczy miał 1,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

Świadek wypadku: Nie poczuł, że w samochód rąbnął?! [TVN24/x-news]

Zanim przesłuchamy motorniczego, chcemy zebrać jak najbardziej wszechstronny materiał dowodowy - powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania. W grę wchodzi zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości, za co grozi do 12 lat więzienia, ale prokuratorzy rozważą także postawienie 34-latkowi zarzutu spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.

Jak kontrolowani są kierowcy i motorniczowie?

Motorniczy z Łodzi kupił alkohol na pętli tramwajowej

W czasie postoju na pętli tramwajowej motorniczy z Łodzi kupił alkohol - widać to na nagraniu z monitoringu zainstalowanego w tramwaju. 34-latek ma być przesłuchany jutro rano. Jeszcze dzisiaj natomiast mogą być znane wyniki badań jego krwi. Badano ją zarówno pod kątem zawartości alkoholu, jak i... czytaj więcej

Po wczorajszym wypadku sprawdzono 72 motorniczych i kierowców łódzkiego MPK - wszyscy byli trzeźwi. Identycznym wynikiem zakończyły się również dzisiejsze poranne kontrole, prowadzone przez MPK i policję. W ubiegłym roku - jak dowiedziała się nasza reporterka - kierowcy i motorniczowie łódzkiego MPK byli badani pod kątem trzeźwości około 450 razy. Sprawdzał ich Nadzór Ruchu MPK i inspektorzy transportu drogowego poza terenami zajezdni - nie zdarzyło się, by trafili na nietrzeźwych kierujących. Nie wiadomo natomiast, ile razy motorniczowie i kierowcy byli sprawdzani jeszcze w bazie, bo pojawiło się podejrzenie, że przyszli nietrzeźwi do pracy. Prezes łódzkiego MPK Zbigniew Papierski przyznaje jedynie, że takie przypadki się zdarzały. Wtedy MPK najczęściej czekało, aż wygaśnie umowa o pracę.

Kontrole będą dokładniejsze

Teraz kontrole mają być jeszcze dokładniejsze. Jeszcze dzisiaj miejski przewoźnik ma wprowadzić w regulaminie pracy zapis o obowiązkowych badaniach trzeźwości dla kierowców i motorniczych. Na początek MPK zakupi 30 nowych alkomatów i łącznie będzie mieć wtedy 50 sztuk takich urządzeń. Dostaną je pracownicy, którzy będą zajmować się wyłącznie kontrolami trzeźwości. Taka specjalna grupa zostanie wyłoniona spośród pracowników Nadzoru Ruchu. Będą sprawdzać motorniczych i kierowców przed wyjazdami z bazy, ale też na pętlach w środku dnia pracy. Nowy zapis w regulaminie ma powodować, że odmowa poddania się badaniu ze strony pracownika będzie równoznaczna z podejrzeniem, że dana osoba jest pod wpływem alkoholu - wtedy powiadamiane będą odpowiednie służby.

(ug)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Agnieszka Wyderka

RMF FM/PAP