Dwanaście zamkniętych przedszkoli i ograniczenia w pracy podstawówek – to efekt poniedziałkowego, nieoficjalnego protestu nauczycieli we Wrocławiu. Pedagodzy masowo od poniedziałku przechodzą na zwolnienia lekarskie. Domagają się podwyżek. Problemy były też w innych województwach – w tym w Łódzkiem i na Mazowszu.

Dwanaście zamkniętych przedszkoli i ograniczenia w pracy podstawówek – to efekt poniedziałkowego, nieoficjalnego protestu nauczycieli we Wrocławiu. Pedagodzy masowo od poniedziałku przechodzą na zwolnienia lekarskie. Domagają się podwyżek. Problemy były też w innych województwach – w tym w Łódzkiem i na Mazowszu.
Zdj. ilustracyjne /Pixabay

Trzynaście przedszkoli pracuje w trybie ograniczonym, tzn. te placówki obsadza niepełny skład nauczycieli. 83 przedszkola - czyli 77 proc. wszystkich - pracuje normalnie. Jeżeli chodzi o szkoły podstawowe, mamy informację, że w 9 szkołach zorganizowano uczniom tylko zajęcia opiekuńcze, tzn. nie odbywają się tam lekcje, ale dzieci są zaopiekowane - mówi Jarosław Delewski z wrocławskiego magistratu. Sytuacja może się pogorszyć we wtorek, gdy kolejni nauczyciele złożą zwolnienia.

W poniedziałek odprowadziłem dziecko do przedszkola, nagle wszyscy opiekunowie się pochorowali, trzeba organizować sobie opiekę we własnym zakresie. Jest wystawiane zaświadczenie, że nie ma kadry, ale dzieci zostają bez opieki, dramat. Rozmawiałem z kilkorgiem rodziców przed przedszkolem, którzy nie byli poinformowani, że jest coś takiego - skarżył się nam na Gorącą Linię RMF FM pan Przemysław.

Brakuje kadry, dyżuruje dyrektor

Problem dotyczy też części placówek w innych województwach - na przykład w Łódzkiem i na Mazowszu. W łódzkim przedszkolu nr 77 dzieci były pod opieką dyrektor, bo brakowało nauczycieli, którzy w ramach protestu są na zwolnieniach lekarskich.

Rodzice byli uprzedzeni o tej sytuacji w piątek - mówi wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela. Jedno przedszkole nr 77 jest bez obsady kadrowej, dyżuruje pani dyrektor, mamy ponad 20 dzieci, które są pod opieką. Mamy informację ze szkoły podstawowej nr 51, że 27 nauczycieli nie przyszło do pracy ze względu na zwolnienia lekarskie, ale też jest wszystko pod kontrolą, dzieci mają opiekę. Rozpoczęła się akcja protestacyjna - mówi Trela.

W Warszawie dwie szkoły podstawowe odwołały zajęcia w poniedziałek. Dzieci były pod opieką nauczycieli na świetlicy. Do pracy nie przyszło blisko dwustu pedagogów - 90 ze szkoły nr 350 na Bemowie i stu ze szkoły nr 340 na Ursynowie. Dzieci są na świetlicy, rodziców uprzedziliśmy wczoraj, że zajęcia będą miały inny przebieg niż powinny - tłumaczyła dyrektor ursynowskiej placówki Małgorzata Antonowicz. Część dzieci miała zajęcia w świetlicy, a część dzieci w salach z nauczycielami przedmiotowymi - dodaje.

W obu warszawskich szkołach odbędą się zaczynające się we wtorek próbne egzaminy ósmoklasistów.

Poznań: Większość nauczycieli nie przystąpiła do protestu

Problem z zapewnieniem opieki dzieciom pojawił się w poniedziałek jedynie w czterech placówkach na terenie stolicy Wielkopolski. To dwa przedszkola i dwie szkoły podstawowe. Znikomy jest odsetek zwolnień lekarskich w szkołach średnich.

Przechodzenie na zwolnienia L4 w ostatnim przedświątecznym tygodniu to oddolna inicjatywa pracowników oświaty. Pomysł na to, by zorganizować się w podobny sposób jak policjanci czy pracownicy wymiaru sprawiedliwości pojawił się m.in. po wymianie poglądów na nauczycielskich forach internetowych. Jeszcze przed minionym weekendem w niektórych szkołach czy przedszkolach pojawiły się kartki z informacją, że w nadchodzącym tygodniu może być problem z zapewnieniem opieki dzieciom.  Nauczyciele nieoficjalnie zapowiadali przejście na zwolnienie lekarskie, chcąc podratować swoje zdrowie. Liczyli na wsparcie organizacji związkowych, jednak ani Związek Nauczycielstwa Polskiego ani Solidarność nie mogą oficjalnie firmować takiej formy protestu.

Niektórzy deklarują, że będą chorowali cały tydzień, inni, że będzie to 1-2 dniowa nieobecność. Nauczyciele mówią, że to jest taki test. Jeśli to nie wywoła żadnej reakcji, taka wzmożona dbałość o zdrowie ma nastąpić w okresie egzaminów, matur - tłumaczyła w poniedziałek Izabela Lorenz z NSZZ Solidarność Pracowników Oświaty i Wychowania Regionu Wielkopolska. Jej organizacja formalnie nie wspiera protestu, ale jak słyszymy: rozumiemy ludzi, którzy są w potrzebie. Rozumiemy ich postulaty. Udzielamy wsparcia takiego jak możemy i śledzimy sytuację na bieżąco - dodaje Lorenz.

Nieoficjalnie dowiadujemy się jednak, że środowisko oświatowe w Poznaniu, w sprawie protestu jest bardzo podzielone. Wynika to głównie z podejścia do wykonywania zawodu, ale też z zabiegów, jakie wobec pracowników mieli zastosować dyrektorzy szkół.

To, że w oświacie źle się dzieje jest oczywiste. Trudno nam się jednak zgrać, bo nasza praca polega głównie na tym, że jesteśmy empatyczni wobec naszych podopiecznych. Nie możemy ich tak po prostu zostawić. Realizujemy pewne założenia programowe, znamy sytuację w domach i wiemy, że czasem dla tego konkretnego dziecka jest po prostu lepiej żeby było w szkole - powiedziała jedna z nauczycielek. Inna sprawa to to, co mówi nam dyrekcja. Usłyszeliśmy, że w tym tygodniu, w którym w większości planowaliśmy L4, będą przyznawane nagrody na koniec roku. Nie podano jednak konkretnego dnia. Nie ma cię w pracy - nie dostajesz, albo dostajesz dużo później - dodaje.

Nieco inaczej było w poniedziałek w otwartej w tym roku szkole podstawowej na Umultowie. Jak nieoficjalnie dowiadujemy się od jej pracowników - dyrekcja rozumie postulaty pracowników i nie zamierza stosować żadnych "przeszkód" wobec osób, które w ostatnim przedświątecznym tygodniu zdecydują się przejść na zwolnienie lekarskie.

Jak informują nas nauczyciele - w całym proteście nie chodzi tylko o wywarcie presji na rządzie. Większością placówek, w których pracują zarządzają samorządy. Zdaniem części pedagogów z Poznania, samorząd wywiera często presję na dyrektorach, by nie wydawali pieniędzy np. na kształcenie indywidualne uczniów, którzy potrzebują takiego rodzaju edukacji. Dyrekcje natomiast w obawie przed utratą źródła finansowania z samorządów - obawiają się stanowczo zareagować.

Belferska grypa

Informacje o liczbie nauczycieli, którzy nie pojawili się w pracy, dopiero spływają do kuratoriów.

Przypomnijmy, kilka dni temu w specjalnym oświadczeniu nauczyciele napisali: "W dniach 17.12-21.12 bierzemy zbiorowe L4. Żądamy 1000 zł podwyżki od 1.02.2019 r. Jeżeli rząd nas nie wysłucha, akcję powtarzamy po Nowym Roku. Mamy dość niskich zarobków i coraz trudniejszych warunków pracy. Nie czekajmy na związki zawodowe, bo efekty ich pracy są marne i niewidoczne. Zjednoczmy się na dole!"

Nauczyciele podkreślają, że ich wynagrodzenie wynosi od 1751 zł netto (stażysta) do 2377 zł (nauczyciel dyplomowany).

MEN razem z kuratorami sprawdza sytuację

MEN razem z  kuratorami oświaty monitoruje sytuację w związku z sygnałami dotyczącymi wzrostu zachorowalności wśród nauczycieli - informował w poniedziałek resort edukacji.

W związku z niepokojącymi sygnałami dotyczącymi wzrostu zachorowalności wśród nauczycieli Ministerstwo Edukacji Narodowej wspólnie z kuratorami oświaty monitorowało sytuację, jak dzisiaj realizowane były zajęcia dydaktyczno-wychowawcze w przedszkolach, szkołach oraz placówkach oświatowych w całym kraju - powiedziała rzecznik MEN Anna Ostrowska.

Z informacji przekazanych przez poszczególnych kuratorów oświaty wynika, że na ponad 39 tys. publicznych szkół, przedszkoli i placówek oświatowych 13 przedszkoli nie funkcjonowało z powodu nieobecności nauczycieli. Przypominamy, że zawieszenie zajęć w szkole lub placówce wymaga uprzedniej zgody organu prowadzącego oraz powiadomienia kuratora oświaty. W przypadku kilku z tych placówek takiego powiadomienia nie było. Dyrektor publicznego przedszkola nie może samowolnie odwołać zajęć, bez względu na zaistniałe okoliczności. Przedszkole jest placówką nieferyjną, w której zajęcia odbywają się przez cały rok szkolny, z wyjątkiem przerw ustalonych przez organ prowadzący. W związku z tym kuratorzy oświaty w trybie pilnym wystąpili do organów prowadzących o wyjaśnienie tej sytuacji. Niedopuszczalne jest, aby rodzice byli zaskakiwani brakiem opieki nad ich dziećmi w dniu zajęć - podkreśliła Ostrowska.

Opracowanie ug