Prezydent potrzebuje doradcy

Poniedziałek, 18 grudnia 2006 (12:14)

Lech Kaczyński, w odróżnieniu do swojego poprzednika, nie ma głównego doradcy ekonomicznego, a ekonomia nie jest jego najmocniejszą stroną. Brak odpowiedniego zaplecza uniemożliwia mu sprawne wskazanie kandydata na szefa NBP.

Brak fachowców może fatalnie wpłynąć na funkcjonowanie Kancelarii Prezydenta. Brak profesjonalnego doradcy może spowodować, że prezydent nie będzie miał pełnej oceny jakiejś ważnej ustawy, która niesie za sobą ogromne skutki ekonomiczne.

Poprzednicy Lecha i Jarosława Kaczyńskiego mieli głównych doradców ekonomicznych. W przypadku obu braci Kaczyńskich i w Kancelarii Premiera i Prezydenta te wakaty są wolne. Wolałbym, żeby prezydent Rzeczpospolitej miał doradcę ekonomicznego, bo jednak trochę decyzji mających wpływ na gospodarkę bardzo silny, prezydent podejmować musi - przekonuje profesor Witold Orłowski, który doradzał Aleksandrowi Kwaśniewskiemu.

NBP, czyli Nie Będzie Prezesa?

Prezydent powinien wcześniej pomyśleć o następcy Leszka Balcerowicza - mówi w rozmowie z reporterką RMF FM konstytucjonalista Piotr Winczorek. Kadencja prezesa NBP nie może być przedłużona, a na horyzoncie nie widać nawet cienia nowych kandydatów.

Jeśli nowego prezesa nie będzie, jego obowiązki przejmą zastępcy. Problem w tym, że np. tylko prezes może zwoływać Radę Polityki Pieniężnej. Prezydent powinien znacznie wcześniej rozejrzeć się za kandydatem niż to uczynił. Budzi to wątpliwość. Prezydent jest bowiem gwarantem ciągłości działania organów władzy państwowej - mówi prof. Winczorek.

A prezydent z rozbrajającą szczerością przyznaje: Sfera osób, które nadają się na prezesa NBP to nie jest sfera znana mi tak dobrze, ale znajdę kandydata - zapewnia Lech Kaczyński. Przypomnijmy: to, że Leszek Balcerowicz w styczniu kończy pracę w NBP wiadomo było co najmniej od kilku lat. A prezydent miał 12 miesięcy na znalezienie odpowiedniego kandydata…

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF FM - newsroom