Miasta pokrzywdzone przez reformę z 1999 roku
Zaborowski nie apeluje o całkowitą rewolucję, lecz o precyzyjną korektę granic i statusu wybranych ośrodków. Jego zdaniem istnieje krótka lista miast ewidentnie poszkodowanych po likwidacji 49 województw. Należą do nich przede wszystkim:
- Bielsko-Biała, Częstochowa i Radom – około 200-tysięczne ośrodki, większe od części obecnych stolic województw,
- Tarnów – położony w gęsto zaludnionym, stabilnym demograficznie regionie,
- Kalisz – odosobniony geograficznie od Łodzi, Poznania i Wrocławia,
- Koszalin i Słupsk – mogące stworzyć dwubiegunową stolicę Pomorza Środkowego na wzór Bydgoszczy i Torunia,
- Płock – historycznie ważny i samodzielny ośrodek regionalny.
Ekspert zaznacza, że problemów tych miast nie trzeba rozwiązywać wyłącznie tworzeniem nowych województw – wystarczyłaby zmiana granic lub wdrożenie modeli dwubiegunowych.
Mazowsze jako administracyjna anomalia
Najbardziej naglącym wyzwaniem jest jednak sytuacja w województwie mazowieckim. To jedyny stołeczny region w Europie, który jest jednocześnie największy w kraju pod względem powierzchni i liczby mieszkańców. Obecny układ – zdaniem geografa – jest szkodliwy zarówno dla stolicy, jak i dla peryferii. Warszawa pochłania funkcje regionalne, które mogłyby rozwijać Siedlce czy Ostrołękę, a mieszkańcy odległych powiatów mają utrudniony dostęp do usług publicznych wyższego rzędu. Przykładem jest Radom – największe samodzielne miasto w Polsce pozbawione własnej filharmonii.
Dodatkowo bogactwo Warszawy zakłamuje statystyki: zglobalizowana stolica podnosi średnią unijną całego województwa, maskując fakt, że zewnętrzne obszary Mazowsza rozwijają się na poziomie Polski Wschodniej. Instytut Sobieskiego proponuje podział na województwo warszawskie i płocko-siedleckie oraz przyłączenie regionu radomskiego do świętokrzyskiego. Wydzielenie stolicy pozwoliłoby obiektywnie ocenić kondycję pozostałych terenów i efektywniej kierować do nich wsparcie.
Czy korekta granic jest możliwa?
Zdaniem dr. Zaborowskiego zmiana mapy Polski jest realna, ale wymaga zdeterminowanego rządu na początku kadencji. Choć sprzeciwianie się lokalnym układom niesie ryzyko polityczne, Europejskie państwa regularnie korygują swoje podziały terytorialne. Przeprowadzenie przemyślanej korekty dałoby nową szansę mniejszym ośrodkom i przełamało mit, że rozwój kraju musi odbywać się wyłącznie kosztem pompowania największych metropolii.