Potężne wichury nad Polską. Tysiące ludzi bez prądu, setki uszkodzonych domów

Poniedziałek, 30 października 2017 (06:14)
Aktualizacja: Poniedziałek, 30 października 2017 (21:02)

Dwie osoby nie żyją, 16 osób jest rannych, w tym sześciu strażaków - to bilans wichur, które od niedzieli przechodziły nad Polską. Tylko w poniedziałek strażacy wzywani byli do usuwania skutków nawałnic ponad tysiąc razy. Najczęściej w Warmińsko-Mazurskiem.

W niedzielę ze skutkami nawałnicy walczyło ponad 43 tysiące funkcjonariuszy, w ciągu doby interweniowali blisko 8 tysięcy razy.

Wichury uszkodziły dachy około 1100 budynków, z czego 850 to budynki mieszkalne. W całej Polsce bez prądu było jeszcze w poniedziałek przed południem 35 tysięcy odbiorców. 

Ponad tysiąc interwencji na Dolnym Śląsku

Na Dolnym Śląsku strażacy iinterweniowali ponad półtora tysiąca razy. Dwie osoby zostały w regionie ranne, a uszkodzonych zostało blisko 300 budynków, z czego blisko dwieście to lokale mieszkalne.

Największe zniszczenia są w okolicach Jeleniej Góry, Zgorzelca i Świdnicy.

W Krzeszowie wichura uszkodziła dach barokowej bazyliki. To nie jest tylko zerwany dach, ale spadająca blacha. Już widzieliśmy, że (wichura) uszkodziła również kilka zabytkowych nagrobków i przód mauzoleum Piastów śląskich - mówił Grzegorz Żurek, kierownik ds. sanktuarium. Według specjalistycznej firmy, zniszczonych jest ok. 500 metrów kwadratowych.

W górach możliwe zamiecie

W Małopolsce z kolei strażacy wyjeżdżali do akcji prawie 900 razy. Silny wiatr uszkodził tam 32 dachy.

Stany ostrzegawcze zostały przekroczone na dwóch rzekach - na Sole w Oświęcimiu i Stryszawce w Suchej Beskidzkiej.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegał przed opadami śniegu, a w górach nawet zamieciami śnieżnymi.

Drzewa na drogach na Podkarpaciu

Na Podkarpaciu strażacy w związku z burzami wyjeżdżali ponad 240 razy. W większości interwencje dotyczyły usuwania połamanych drzew i konarów. W 25 przypadkach funkcjonariusze pomagali w zabezpieczaniu uszkodzonych elewacji i konstrukcji dachów na budynkach mieszkalnych i gospodarczych. 10 przypadków to wypompowywanie wody z zalanych przez deszcz piwnic i udrażnianie przepustów drogowych.

W Łysej Górze w powiecie jasielskim dwa samochody uderzyły w leżące na drodze drzewo. Kierowcy obu samochodów zostali przewiezieni do szpitali - poinformował rzecznik podkarpackiego komendanta wojewódzkiego PSP Marcin Betleja.

Najwięcej interwencji strażackich dotyczyło powiatów: rzeszowskiego, krośnieńskiego, jasielskiego, dębickiego, mieleckiego, brzozowskiego i strzyżowskiego.

Samochody pod konarami w Opolskiem

Ze skutkami silnego wiatru walczyli też strażacy w Opolskiem. Wezwania do powalonych drzew dostawali w całym województwie. Od niedzieli było już ponad pół tysiąca takich interwencji, a brało w nich udział niemal 3 tysiące strażaków.

W Opolu strażacy naprawiali dach na budynku szkoły. W sumie od niedzieli wiatr uszkodził na Opolszczyźnie około 90 dachów, a pod złamanymi drzewami i konarami znalazło się kilkanaście samochodów.

Niepewna północ kraju

Na północy kraju w wielu miejscach niepokoił podniesiony stan wód. Późnym popołudniem pogotowie przeciwpowodziowe obowiązywało wciąż w Elblągu, Pasłęku i powiecie braniewskim.

W Pasłęku, przez który przepływa rzeka Wąska, reporter RMF FM Piotr Bułakowski usłyszał od mieszkańców: Zawsze tamtą stronę zalewało, teraz to jest umocnione i się przeniosło na drugą stronę. (...) Cała gmina jest gotowa, by pomagać, i jesteśmy cały czas w pogotowiu.

W Nowakowie w Warmińsko-Mazurskiem przez tzw. cofkę wody z Zalewu Wiślanego do rzeki Elbląg został zamknięty most.

Część dzieci nie poszła tam do szkoły, a lekcje w miejscowej podstawówce zostały skrócone. Władze i rodzice dmuchali na zimne. Autobusy dojeżdżały, jednak rodzice nie pozwolili, aby dzieci były w szkole. Powinno być około 130 dzieci, a było ich około 45 - mówił nam pan Arkadiusz, nauczyciel z tej szkoły. Podobno to się dzieje co roku, ponieważ dno tej naszej rzeki powinno być czyszczone, jednak nikt tego nie robi od lat - dodał. 

Po południu poziom wody w rzekach na Warmii i Mazurach wciąż był wysoki, ale - co ważne - nie podnosił się.

Jak usłyszał nasz reporter Piotr Bułakowski od Tomasza Świniarskiego z Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Elblągu, nie grozi nam powódź jak sprzed półtora miesiąca. Ta powódź z 18 września to była powódź czysto opadowa, dzisiejsze zagrożenie powodziowe wynika ze zjawiska cofki - wyjaśnił.

Prognozy mówiły zaś o tym, że wieczorem wiatr powinien zmienić kierunek - a to oznaczałoby koniec cofki.

(az, e)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Marcin Buczek

Piotr Bułakowski

Paweł Balinowski

Bartek Paulus

Patryk Michalski

Marek Wiosło

RMF FM/PAP