"Poranne wstawanie to jest coś, do czego, cholera jasna, nie można się przyzwyczaić. To znaczy ja nie mogę. Chociaż robiłem to i robię przez dobrych kilkanaście lat dzień w dzień" – powiedział w specjalnym wydaniu Porannej rozmowy w RMF FM Konrad Piasecki, wieloletni dziennikarz RMF FM. "Potrzebuję trochę czasu na oswojenie się z rzeczywistością, zrozumienie, jaki jest dzień, gdzie ja jestem i z kim będę rozmawiał za chwilę" – przyznał gość Roberta Mazurka.

Piasecki o rozmowach w RMF FM: Poranne wstawanie to jest coś, do czego nie można się przyzwyczaić

Konrad Piasecki: Gościem porannej rozmowy w RMF FM jest Konrad Piasecki, czyli ja. Dzień dobry. Witam.

Robert Mazurek: Dzień dobry. Słyszą państwo jak się przyzwyczaił. No tak, w końcu 30 lat RMF-u, z czego przez jakieś 20 lat, to ty prowadziłeś rozmowę.

Tak, w różnych konfiguracjach. 10 lat Kontrwywiadu od 2006 do 2016.

No i co? I zdradziłeś radio na rzecz telewizji?

Trochę zdradziłem radio na rzecz radia, potem trochę na rzecz telewizji. Ale tak, żyję swoim życiem. A ty pilnujesz sklepu, jak rozumiem.

Ja pilnuję sklepu, zostałem tutaj zatrudniony, jako...

I jak ci idzie? Przedstaw się.

Dzień dobry, proszę państwa ja się nazywam Robert Mazurek i przyjechałem do miasta zobaczyć, jak wyglądają tramwaje i tak już zostałem. Mój drogi, ale wracając do twoich pierwszych rozmów, to w ogóle pamiętasz pierwszego gościa?

Tak pierwszego, to absolutnie nie, bo wtedy te rozmowy miały jednak taki wymiar trochę bardziej lekki, to znaczy to nie było tak, że się spotykaliśmy w studiu.

Teraz to ciężko.

Teraz twoje są ciężkie, a my mieliśmy wóz reporterski do dyspozycji, a nie studio. Wobec czego jeździło się do gości i się z nimi rozmawiało. Przeważnie z ich domu, ale też z jakiegoś parku, z kawiarni, z bardzo różnych miejsc.

To były zamierzchłe czasy. XIX wiek to z trudem w ogóle jeszcze pamiętasz. No radio było.

Przełom XIX i XX wieku. Radio już wtedy tak. Popow i Marconi już wynaleźli.

Naraz. Słuchaj, no dobrze, czyli nie pamiętasz pierwszych rozmówców. Ale wtedy rzeczywiście musiałeś jeździć do ludzi, tak?

Tak, ale pamiętam taką rozmowę, która była istotna dla mojego życia i takiego uświadomienia sobie, że oto jestem w nowym punkcie, ponieważ przeprowadzałem tę rozmowę z Tomaszem Nałęczem. Politykiem.

Znanym skądinąd.

Znanym skądinąd, później w komisji Rywina. Ale on wtedy nie był jeszcze w komisji Rywina, wtedy był...

Tylko w Unii Pracy.

W Unii Pracy. I Tomasz Nałęcz był gościem, a właściwie ja gościłem u niego w domu. Przy czym Tomasz Nałęcz mniej więcej dwa, trzy tygodnie wcześniej egzaminował mnie z historii najnowszej, bo studiowałem wtedy historię. I miałem takie poczucie przejścia na drugą stronę lustra.

A teraz ja panu pokażę.

Trzy tygodnie wcześniej Tomasz Nałęcz przepytywał mnie z premierów II Rzeczypospolitej, a oto ja go tutaj przepytywałem, w jaki sposób on wykreuje premiera III Rzeczypospolitej.

Słuchaj, nie mam żadnego pytania o premierów II Rzeczypospolitej na podorędziu. Może dlatego że domyślałem się, że będziesz pamiętał. Słuchaj, ale mówisz, że rzuciłeś radio na rzecz radio, a później telewizji. To się teraz czymś różni? Bo zobacz, tu wszędzie kamery dookoła.

To jest też charakterystyczne dla współczesnego radia. I gdzieś tam w radiu zaczęło mi tego brakować. A właściwie odszedłem z radia, bo już miałem takie poczucie...

Że nie ma radia.

Że nie ma radia. Że nie ma różnicy pomiędzy radiem a telewizją. Te rozmowy radiowe, w studiu, kiedy już RMF miało w Warszawie studio, były w takim klimacie intymnym, przygaszonego światła, dwie osoby w studio albo dwie osoby i realizator.

A jeszcze poranna rozmowa w intymnym klimacie, a to trzeba wiesz, ludzi budzić.

Tak. Ale intymnie można ludzi budzić. I ja właśnie miałem wtedy poczucie, właśnie resztek intymności radia, a potem zapłonęły światła, pojawiły się kamery i już było w radiu tak, jak i w telewizji.

I zostałeś gwiazdą.

Nie.

Jak to nie?

Zostałem dziennikarzem telewizyjnym.

No jesteś gwiazdą. Ludzie cię nagabują?

W jakim sensie?

No takim... Nagabywczym.

No pewnie tak jak ciebie. A ciebie nagabują?

Mnie to nieustannie.

Proponują wino, alkohole?

Nie, mówią, że za gruby jestem i powinienem sobie pobiegać.

Do mnie częściej mówią, że za chudy, jeśli już. Może tym się różni radiowiec od człowieka telewizji. Oczywiście spotykają mnie sympatyczne odruchy. Częściej sympatyczne na szczęście niż niesympatyczne. Chociaż dziennikarze, jak wiadomo, są bardzo różnie oceniani, ale jak już ktoś do człowieka podchodzi na ulicy...

To rzadko ma tę śmiałość.

Rzadko ma śmiałość skrytykowania go, więc co najwyżej powie: "Oglądam pana w telewizji" i tyle. I to rozumiem wtedy, że to nie jest fan moich programów, natomiast na szczęście są to przeważnie miłe słowa.

Słuchaj przez 20 lat pracy w RMF-ie. 22...

22 dokładnie. Od 1 kwietnia 1994 roku.

Matko Bosko! Nie pamiętam co robiłem, od razu powiem, 1 kwietnia 1994 roku.

Jak możesz nie pamiętać? Taka data.

1 kwietnia, wiem, co robiłem w tym sensie, że składałem życzenia urodzinowe mojemu ojcu. Mój ojciec urodził się 1 kwietnia.

Którego roku?

Trochę wcześniej. W 1947.

No to miał wtedy prawie 50 lat.

Proszę cię! Nie żądaj, żebym tak od razu wyliczał. Prawie 50. Czyli to było jakiś czas temu. Słuchaj, co jest najgorsze w takim życiu, prowadzeniu porannych rozmów? Poranne wstawanie?

Poranne wstawanie to jest coś, do czego cholera jasna nie można się przyzwyczaić. To znaczy ja nie mogę. Chociaż robiłem to i robię przez dobrych kilkanaście lat dzień w dzień i naprawdę, jak ten budzik dzwoni 5:24, 5:30, 5:34.

Dlatego tak wcześnie?

A ty, o której teraz wstajesz?

A ja wstaję później, bo po pierwsze mieszkam blisko, a po drugie, ja wstaję od razu, jak zadzwoni budzik.

A ja nie. Ja potrzebuję trochę czasu na oswojenie się z rzeczywistością, zrozumienie, jaki jest dzień, gdzie ja jestem i z kim będę rozmawiał za chwilę. Dlatego mam teraz program 32 minuty wcześniej. Więc te 32 minuty wcześniej też muszę wstać. Do tego się nie da przyzwyczaić i to jest straszne. Ale co jest poza tym straszne i trudne? Poza tymi pięknymi rzeczami, które przeżywamy w studiu radiowym czy telewizyjnym, to szukanie gościa, dyskutowanie o tym. "Przyjdzie pan albo pani? Nie przyjdzie. A dlaczego pan przyjdzie? Bo jestem obrażony. A dlaczego pan jest obrażony?"

No tak, oczywiście, że są obrażeni. Ostatnio pewien polityk z kancelarii prezydenta powiedział mi, że on do mnie nie przyjdzie, bo mamy karę. Ale kto ma karę? No my, jako RMF mamy u niego karę. Mamy 3 miesiące kary.

No to wiesz, jak mi dwa dni temu jeden z polityków powiedział, że my, TVN24 też mamy, on się musi trochę oswoić z tym, co o nim powiedzieliśmy i napisaliśmy, więc jest karencja na przychodzenie do TVN24.

Ale generalnie politycy są bardzo obrażalscy czy nie?

Są wrażliwi, bardzo. Zwłaszcza na swoim punkcie i się obrażają, chociaż też rozumieją, że jakaś współpraca z mediami wymaga powstrzymywania tych odruchów obrazy. Ale miałem takich, którzy ze studia radiowego wychodzili z gniewem i przez dobrych parę lat nie przychodzili.

To ty wyrzuciłeś ze studia radiowego Antoniego Macierewicza.

Wiesz co, jest trochę legendy z tym wyrzuceniem. Rzeczywiście ostro się pospieraliśmy. I ja przerwałem tę rozmowę, bo Antoni Macierewicz zaczął bardzo mocnymi argumentami operować, więc zakończyłem rozmowę. Nie było to aż tak bardzo, żebym go wyrzucił.

Ode mnie premier Gliński wyszedł, nie wiadomo czemu. Ale miał taki kłopot ze zdjęciem wszystkich tych słuchawek.

Bo wy teraz przywiązujecie ludzi tutaj w tym studiu.

Tak i tam jest też taka zapadnia. Słuchaj, to są ostatnie dwie minuty radiowej części rozmowy, dlatego będę musiał zadać pytania trudne. Najpierw jeszcze niespodzianka, bo mamy dla ciebie niespodziankę. O tym, jak wyglądały twoje rozmowy, niech zaświadczy ten oto fragment.

Konrad Piasecki śpiewający w studiu RMF FM

Będziesz teraz śpiewał?

Kolejna kompromitacja.

Będziesz teraz śpiewał?

Z tym śpiewaniem to było tak, że ja mam taką zasadę przygotowywania się. Bo nie wiem, czy wiesz, że jednym z najlepszych sposobów na ćwiczenia dykcji, jest śpiewanie. Wobec czego ja śpiewając, ćwiczyłem dykcję.

Tak słyszałem, ale ja mam fatalną dykcję, tu nic nie pomaga.

Ale możesz spróbować. Może będzie trochę lepiej. Ja śpiewałem przygotowując się do rozmowy. No i któregoś dnia realizatorzy - dziękuję wam bardzo kochani - nagrali to.

To niedobrzy ludzie są.

To są bardzo niedobrzy, chociaż bardzo sympatyczni.

Oczywiście. Ale słuchaj, oprócz tego, że niszczyłeś ludziom poranki śpiewając im, zniszczyłeś też samochód. Czy słyszałeś o tym, że w samochodach wymienia się olej?

Teraz już tak. Teraz już to wiem.

To opowiedz, dlaczego to zrobiłeś. Dlaczego mienie o znacznej wartości?

Nie, no nie było tak bardzo. Aczkolwiek rzeczywiście ja jestem technicznie mocno niesprawny. Wobec czego pewnie tam samochody RMF-u jak się dowiadywały, że ja będę nimi jeździł, strasznie płakały i zwierzały się sobie nawzajem.

Legenda proszę państwa jest taka, że Konrad Piasecki po prostu nie wymieniał oleju w samochodzie, więc się samochód wziął i zbuntował.

Coś z tej legendy jest prawdą, ale jak to w legendach bywa, tylko kawałeczek tylko jest prawdy.