Pacjent po pionierskim przeszczepie twarzy: Stanąłem przed wyborem - rehabilitacja albo życie

Poniedziałek, 8 lutego 2016 (23:49)

Grzegorz Galasiński był pierwszym pacjentem, któremu w Polsce lekarze przeszczepili twarz. Rok po tej niezwykle skomplikowanej operacji przeprowadzonej w Centrum Onkologii w Gliwicach lekarze stomatolodzy odbudowali panu Grzegorzowi uzębienie. Był to pionierski na świecie zabieg. Dopiero teraz zespół dentystów z Katowic i Krakowa chwali się sukcesem, bo jest pewność, że implanty się przyjęły. Lekarze dokonują cudów, ale codzienne życie pana Grzegorza to przede wszystkim rehabilitacja. Niestety nierefundowana, bardzo kosztowna.

Mogę już  wyraźniej mówić i  łatwiej spożywać pokarmy - opowiada pan  Grzegorz. Przed odbudową uzębienia rozdrabniał  jedzenie dziąsłami. Teraz jest zdecydowanie wygodniej, ale to mowa - jak sam przyznaje - jest najwyraźniejszym efektem zabiegu. Był on o tyle ryzykowny, że nikt wcześniej nie wszczepiał implantów w  przeszczepioną szczękę. Nie potrafiliśmy   w literaturze znaleźć pomocy i nie mogliśmy się na nikim wzorować - mówi protetyk Bartosz Nowak. 

W maju miną 3 lata od momentu, kiedy lekarze z Centrum Onkologii w Gliwicach przeszczepili twarz panu Grzegorzowi. Uratowali mu życie. Rehabilitacja, dom, rehabilitacja, dom - tak teraz wygląda moje życie - mówi pan Grzegorz. Jeszcze niedawno miał rehabilitację codziennie, 7 dni w tygodniu. Teraz ograniczył ją do 5 dni. Zmusiła go do tego sytuacja finansowa.  Rehabilitacja nie jest refundowana. Pojawili się ludzie, którzy organizowali pikniki, imprezy charytatywne. Na samym początku udało się zebrać  sporą sumę. Ta suma została wykorzystana. Nie mam już takich środków, żeby móc się rehabilitować w stu procentach i jednocześnie leczyć. Musiałem z czegoś zrezygnować, więc teraz mam tylko podstawowe zabiegi. One pozwalają mi na utrzymanie funkcjonalności, motoryki twarzy - wyjaśnia pacjent.

Pan Grzegorz przyznaje, że jego sytuacja zmieniła się wraz z cenami leków immunosupresyjnych. One były refundowane do końca ubiegłego roku. Wtedy za jedno opakowanie leku płaciłem 3,20 zł., teraz prawie 160 zł.  Leki immunosupresyjne pozwalają mi żyć. Stanąłem przed wyborem: rehabilitacja albo życie - mówi pan Grzegorz. Na razie nie wie, czy i kiedy będzie miał przeprowadzane kolejne zabiegi rekonstrukcyjne. Dopóki rehabilitacja daje jakieś efekty, rehabilituję się - kwituje pan Grzegorz. Dodaje, że to ciężka praca, a efekty pojawiają się stopniowo i bardzo powoli.

(mn)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Anna Kropaczek