Onanizował się przy 12-latce. Wyszedł na wolność i próbował krzywdzić kolejne dzieci

Czwartek, 16 maja (11:26)

Mariusz D. w grudniu 2017 roku dwukrotnie zwabił do samochodu 12-latkę i onanizował się przy niej. Za ten czyn trafił do aresztu, ale sąd uznał, że mężczyzna nie musi być izolowany, i zastosował policyjny dozór. W tym czasie mężczyzna zaatakował dwie kolejne dziewczynki.

Onanizował się przy 12-latce. Wyszedł na wolność i próbował krzywdzić kolejne dzieci /Uwaga! TVN / x-news

10-letnia Karolina została zaczepiona na ulicy w drodze powrotnej ze szkoły. Córka opowiedziała, że wracała ze szkoły. Już była przy bloku, do którego miała wejść, kiedy podszedł do niej mężczyzna i poprosił o pomoc, bo wpadły mu kluczyki pod samochód. Córka powiedziała, że mu pomoże i poszła za tym mężczyzną - opowiada matka 10-latki.

Szybko okazało się, że poszukiwanie zgubionych kluczy to tylko pretekst do zwabienia dziewczynki do samochodu.

 Kiedy zbliżali się do samochodu, mężczyzna powiedział, że te kluczyki wypadły mu w środku pojazdu, za tylną kanapę. Córka rozejrzała się i powiedziała, że nie ma tam żadnych kluczy. Wtedy położył jej rękę na kolanie, ona tę rękę odtrąciła. W tym momencie zadzwonił jej telefon, który spłoszył mężczyznę. Wysiadł i podkreślił, że tego spotkania nigdy nie było. Nie wiem, co by się stało, gdyby jej ten telefon nie zadzwonił - dodaje matka dziewczyny.

Po zgłoszeniu sprawy okazało się, że mężczyzna jest znany policji. Mariusz D. przed rokiem w podobny sposób zwabił do samochodu 12-letnią Anię i onanizował się w jej obecności, przeklinał i straszył ją. W zamian za milczenie dał jej pieniądze.

Ukrywał się przed policją

Mariusz D. ukrywał się przed policją, był poszukiwany listem gończym. Kiedy go namierzono, sam zgłosił się na komendę policji. Mężczyzna konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Ruszył proces. Jednak w trakcie śledztwa zwolniono go z aresztu.

Sąd podjął decyzję o uchyleniu tymczasowego aresztu. My złożyliśmy zażalenia na tę decyzję, która dla nas była niezrozumiała. Naszym zdaniem spełnione były wszystkie przesłanki, by zastosować areszt - podkreśla Katarzyna Małecka - Kowalczyk z Prokuratury Rejonowej w Chorzowie.

Matka molestowanej przed rokiem Ani nie mogła uwierzyć w decyzję sądu, który wypuścił Mariusza D. na wolność.

Odebrałam telefon z sekretariatu sądu. Powiadomiono mnie, że odbyło się posiedzenie sądu, które uchyliło areszt Mariuszowi D. Byłam w tak dużym szoku, że poprosiłam o powtórzenie. To dla mnie niepojęte jak można było wypuścić tego człowieka  - zastanawia się.

Matka Ani oraz prokurator złożyli zażalenie na decyzję sądu. Sąd Okręgowy w Katowicach nie zgodził się jednak, by mężczyzna wrócił do aresztu.

Sąd pierwszej instancji dokonał oceny zasadności tymczasowego aresztowania. Sąd odwoławczy również uznał, że areszt nie jest konieczny, natomiast ustalił dla podejrzanego dozór policyjny - komentuje Jacek Krawczyk, Sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach.

Mariusz D. będąc podejrzanym o molestowanie 12-latki był na wolności. W tym czasie zaczepił 10-letnią Karolinę.

O tym, że mężczyzna nie stawiał się na dozór, policjanci poinformowali Sąd Okręgowy w Katowicach w połowie grudnia. Wtedy sąd mógł zmienić środek zapobiegawczy i wydać decyzję o aresztowaniu Mariusza D.

Mężczyzna ten nie stawił się osiem razy w grudniu i trzy razy w listopadzie. Nie ma takiej możliwości, żeby każdego podejrzanego z dozorem policyjnym stale kontrolować - twierdzi st.asp. Barbara Kołodziejczyk, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tychach.

Dlaczego Mariusz D. był na wolności?

 Jako matka czuję bezsilność. Kiedy odczytałam uzasadnienie sędzi, która wypuszcza z aresztu pedofila miałam nadzieję, że sąd drugiej instancji przywróci areszt dla tego człowieka. Tymczasem okazało się, że wystarczy dozór policyjny. Nikt nie wziął pod uwagę dobra dzieci - mówi matka skrzywdzonej dziewczyny.

Murem za podejrzanym Mariuszem D. stoją jego żona i 20-letnia pasierbica.

Jest moim ojczymem. Zawsze jak miałam problem, mogłam z nim porozmawiać. Zawsze mi pomógł i wspierał w każdej decyzji. Nigdy nie zdarzyło się, żeby mnie dotknął, czy zachowywał się wobec mnie dwuznacznie - mówi pasierbica podejrzanego i dodaje: Siadłam z nim przy stole i zapytałam wprost, czy to zrobił. Odpowiedział kategorycznie: "Nie". Wierzę mu, bo on nigdy nie lubił dzieci i nie ukrywał tego.
Toczyliśmy normalne życie, jak każda rodzina. Nigdy nie było żadnych, dziwnych zachowań z jego strony - dodaje żona Mariusza D.

W związku z ustaleniami prokuratury mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania gwałtu na kolejnej dziewczynce, tym razem 13- letniej. Dopiero wtedy z powrotem trafił do aresztu.

Przedmiotem śledztwa są dwa czyny. W każdym z przypadków Mariusz D. szukał pewnego pretekstu, czy wytwarzał w dziecku wyobrażenie, że jest biednym człowiekiem, który wymaga oddania mu pewnej przysługi. Dzięki temu mógł skutecznie te dzieci zwabić - opisuje Monika Stalmach-Ćwikowska z Prokuratury Rejonowej w Tychach i dodaje: To śledztwo ma charakter rozwojowy. Mamy sygnały, że tylko na terenie Tychów ten sam człowiek próbował zwabić dzieci przynajmniej pięciokrotnie, stosując ten sam schemat działania. Możemy podejrzewać, że to takich zdarzeń dochodziło także na terenie miast ościennych.

W sprawie molestowania 12-latki przed rokiem, zapadł nieprawomocny wyrok. Mariusz D. został skazany na 2 lata i 6 miesięcy więzienia. Prokuratura domaga się wyższego wyroku, 28 maja odbędzie się apelacja w tej sprawie. Na proces w sprawie dwóch kolejnych przestępstw Mariusz D. czeka w areszcie.

On się czuje bezkarny. Myśli, że może krzywdzić dzieci. Modlę się, żeby ten człowiek nie wyszedł nigdy na wolność - mówi matka jednej z ofiar.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Uwaga! TVN / x-news