Napadali na banki. Nie gardzili innymi "zleceniami"

Czwartek, 27 lutego 2014 (12:19)

44 napady na banki ma na koncie szajka rozbita przez śląską policję. 18 osób usłyszało prawie 100 zarzutów. Właśnie skończyło się śledztwo w ich sprawie.

Zaczęło się od zatrzymania dwóch osób tuż przed napadem w Rudzie Śląskiej. Obaj panowie właśnie szykowali się do obrabowania kolejnej placówki. Szybko okazało się, że w ciągu 5 lat zatrzymani wraz ze swoimi kompanami okradli ponad 40 bankowych placówek w kilku miastach Śląska.

Jak mówi prokurator Leszek Goławski, wszystkie napady były podobne. Zdarzało się, że w czasie napadów bili swoje ofiary. Zawsze mieli ze sobą gazowy pistolet lub atrapę broni.

Szef grupy wpadł w czasie policyjnego pościgu. Mężczyzna został wtedy poważnie raniony przez strzelających policjantów. Wtedy funkcjonariusze nie wiedzieli jeszcze kogo zatrzymują, bo miała to być rutynowa kontrola drogowa.

Wozili ze sobą listę placówek bankowych i jak w jednej się nie udało, jechali do drugiej i tam kradli pieniądze - mówi prokurator Leszek Goławski.

Złodzieje przyjmowali też inne "zlecenia"- ukradli koparkę, podpalili samochód, napadli na mieszkanie.

Działali od 2007 roku, ale najwięcej napadów było w latach 2011-2012.W sumie ich łupem padło pół miliona złotych.

Akt oskarżenia trafił do sądu w Gliwicach. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia.

(j.)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Marcin Buczek