Nałęcz: To zwolennicy bicia dam! Referendum jak bójka na wiejskiej zabawie

Poniedziałek, 7 października 2013 (12:45)

"W przypadku każdego z referendów przeprowadzanych na terenie kraju prezydent składa decyzję o udziale w nim w ręce samych obywateli. W przypadku Warszawy nie formułował żadnych apeli. Zadeklarował tylko - zapytany przez dziennikarza - jak sam się zachowa jako warszawiak. Dziś tylko różni obłudnicy, jak prezes Kaczyński, który w sprawie Łodzi zalecał, żeby mieszkańcy nie szli na referendum, twierdzą inaczej. Z referendami generalnie jest jak z Kalim. Jak można odwołać prezydenta, to dla Kalego dobrze. Jak nie można, to jest źle" - mówi Tomasz Nałęcz odpowiadając na pytania słuchaczy RMF FM.

Doradca prezydenta wyjaśnia, dlaczego lepiej nie iść na referendum warszawskie. Jeśli jest bójka na wiejskiej zabawie i ja zaangażuję się w bójkę, nawet w obronie honoru dam, to jednocześnie akceptuję fakt tej bójki. Jeśli uważam, że jestem przeciwnikiem bójek, to czekam z boku aż policja przywróci sytuację do porządku.

Damy najskuteczniej można bronić nie idąc na referendum. Liczba sztachet potrzebnych, żeby zatłuc tę damę jest za mała w ręku agresorów. Moją sztachetą mogę damę zabić, bo jeśli pójdę i zagłosuję, to próg frekwencyjny zostanie osiągnięty i zwolennicy bicia dam będą ją moją sztachetą dobijać do końca - dodaje.

Wycofać się? To nie jest ukochany pomysł prezydenta



Projekt prezydenckiej ustawy w sprawie referendów jest w Sejmie i teraz to od posłów zależy co oni z nim zrobią
- mówi pytany, czy prezydent odpowie na apel Jarosława Kaczyńskiego i wycofa się zaproponowanych zmian. To nie jest ukochany pomysł prezydenta, to jest propozycja wybitnych ekspertów od spraw samorządności m.in. profesora Kuleszy - mówi o projekcie gość RMF FM.

Chodziło o zasadę obecną w świecie demokracji, że odwołuje się w podobny sposób, jak się powołuje. Referendum odwoławcze jest odstępstwem od tej reguły. Znacznie niższą liczbą głosów można kogoś odwołać niż się go powołało. W zaproponowanym projekcie zmian, chodzi o to, żeby odwołania następowały dopiero w sytuacjach skrajnych - dodaje.

Komorowski jak ksiądz Robak. Pogrzeby przed 27 września 2014 roku



Jak donosi "Rzeczpospolita", brakuje pieniędzy na kolejne identyfikacje bohaterów polskiego podziemia niepodległościowego. Prezydent interesuje się pracami na Łączce. Uczestniczyłem w spotkaniu szefa IPN, ministra Kunerta i Bronisława Komorowskiego. Panowie mówili, że jakoś sobie z tymi pieniędzmi poradzą - mówi Tomasz Nałęcz w RMF FM. Ale jeśli sytuacja będzie podbramkowa, prezydent zaangażuje się w pomoc jako kwestor. Jeśli zajdzie potrzeba, to Bronisław Komorowski będzie jak ksiądz Robak kwestujący na sprawy narodowe - dodaje.

Podczas spotkania szefa IPN, ministra Kunerta i prezydenta RP ustalono także wstępny dodatek do pogrzebów ofiar ekshumowanych na Łączce. Ustalono, że trzeba postarać się zdążyć z pogrzebami na 75-lecie powstania Polskiego Państwa Podziemnego. Przypomnę, że to 27 września 2014 roku. To napięty termin, ale piękna i symboliczna data. Tam na Łączce leżą przecież bohaterowie Polskiego Państwa Podziemnego - mówi doradca prezydenta w RMF FM.

Zgoda na odwołanie szefa SKW dopiero po wysłuchaniu go na komisji

Prezydent nie zgodził się jeszcze na odwołanie szefa SKW. Decyzja w sprawie dymisji generała Noska zostanie podjęta prawdopodobnie po kolejnym posiedzeniu Komisji ds. Służb Specjalnych, która wysłucha generała - mówi Nałęcz w RMF FM.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Konrad Piasecki