Miejskie straszaki, czyli RMF FM na tropie architektonicznych potworków

Poniedziałek, 17 marca 2014 (10:55)
Aktualizacja: Poniedziałek, 17 marca 2014 (17:37)

Koszmarne budowle - prawie w każdym mieście można znaleźć takie potworki architektoniczne. W Faktach RMF FM przyglądamy się dziś takim budynkom widmom. Zachęcamy także Was do przysyłania nam zdjęć na fakty@rmf.fm miejskich straszaków w Waszej okolicy.

Opuszczone kamienice w centrum Szczecina

W centrum Szczecina przy ul. Śląskiej stoi kilkanaście opuszczonych kamienic. Mieszkańców zaczęto stąd wysiedlać 12 lat temu. Plany były śmiałe: kwartał kamienic między ulicami Jagiellońską, Śląską, Obrońców Stalingradu i Bogusława X miał stać się ekskluzywną dzielnicą. 21 kamienic komunalnych miało zostać wyremontowanych, zamienionych w apartamentowce i sprzedane bogaczom. 

Ówczesne władze Szczecińskiego Centrum Renowacyjnego,  gminnej spółki zarządzającej kamienicami w centrum, celowały w nabywców z Niemiec i Skandynawii. Naciskały, aby zlikwidować położoną między kamienicami podstawówkę, żeby odgłosy z boiska nie przeszkadzały mieszkańcom luksusowych apartamentów. 

Ostatni lokatorzy wyprowadzili się 5 lat temu. Udało się wyburzyć większość oficyn. Potem prace ustały. Na realizację śmiałych planów miastu zabrakło pieniędzy.

Od 5 lat kamienice niszczeją. Okna pozabijano dyktą, ale i tak stało się to dopiero wtedy, gdy złomiarze i złodzieje wynieśli ze środka wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Dopiero dwa lata temu na horyzoncie pojawił się potencjalny inwestor ze Szwecji, który chce wyremontować kilka kamienic. Jeśli wierzyć jego deklaracjom, za mniej więcej 4 lata część kwartału XXI zmieni swoje oblicze. Co z resztą budynków? Nadal nie wiadomo.

W Sosnowcu straszy ponad 45-metrowy wieżowiec

Ponad 45-metrowy wieżowiec w Sosnowcu wreszcie może być sprzedany. Taką decyzję podjął senat Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Na razie budynek może być zagrożeniem. Wejście do środka grozi śmiercią - takie ostrzeżenie wisi na schodach przed wejściem.


To miał być jeden z wydziałów ówczesnej Akademii Medycznej. Inwestycję zaczęto w 1978 roku. W pierwszej połowie lat 90. budowę wstrzymano, bo zabrakło pieniędzy. Od tego czasu budynek stroi pusty i niszczeje.

Nazywamy go "szkieletorem", bo przypomina wielki metalowy szkielet albo "żółciakiem", bo kiedyś był żółty - mówią okoliczni mieszkańcy.

Budynek jest w opłakanym stanie - wyrwane ramy okienne, wybite okna, zniszczone schody. Tabliczki z napisami "Uwaga! Psy" i "Wejście grozi śmiercią" mają odstraszać tych, którzy chcieliby dostać się do środka.

Ale i tak co jakiś czas wchodzą tam złomiarze. Wzięli już, co się dało. Teraz to wszystko tylko straszy - mówi mężczyzna w pobliskim warsztacie samochodowym.

Jak zawieje, to budynek cały aż "chodzi", a szyby lecą jedna za drugą - dodaje mieszkanka sąsiadującej ze "szkieletorem" kamienicy.

Idei, aby do budynku przenieść wydział farmacji nie zrealizowano nigdy, bo ostatecznie brakło pieniędzy. Wreszcie - po wielu latach starań - jest decyzja o sprzedaniu terenu, ale nie będzie to łatwe. Miejsce, gdzie stoi budynek, podzielone jest na 38 działek, a uczelnia - Śląski Uniwersytet Medyczny - najpierw będzie się starała sprzedać razem i ziemię, i zniszczony budynek. Jeśli to się nie uda, niewykluczone, że tak jak niedokończony szpital w Zabrzu, pusty wieżowiec trzeba będzie zburzyć.

Kiedyś tętnił życiem, teraz nie wiadomo, co z nim zrobić

Od prawie 9 lat przechodniów "straszy" też budynek hotelu Silesia w Katowicach. Na razie nikt nie wie, co będzie z nim dalej.

Hotel był tam przez ponad 30 lat. 15 grudnia 2006 roku nocował tam ostatni gość. Od tego czasu budynek stoi pusty.

To miejsce tętniło kiedyś życiem - znany drink bar, słynny zakład fryzjerski i przede wszystkim kawiarnia z cukiernią - wspominają mieszkańcy Katowic. Jak ktoś szedł do Silesii, to musiał zamówić przede wszystkim "wuzetkę".

Ale to przeszłość, bo teraz hotelowy budynek straszy brudnymi szybami, zamkniętymi drzwiami i zniszczonymi reklamami. Kartka z napisem "Hotel zamknięty" wisi niezmiennie od prawie 9 lat. Czasem w hotelowym wejściu śpią bezdomni.

Przykro patrzeć. To prawie wojenny krajobraz - mówią ci, którzy pamiętają przeszłość hotelu.

Miejscy urzędnicy chętnie widzieliby w tym miejscu nowoczesny hotel. To samo centrum miasta, blisko jest nowoczesna galeria handlowa i dworzec kolejowy, a z okien widać rynek. Ale w tej sprawie zrobić mogą niewiele. Budynek wraz z działką to prywatna własność i w ostatnich latach kilka razy był sprzedawany. Na razie nikt nie podjął decyzji, co może stać się z tym miejscem.

Kompleta ruina przy głównej arterii Sopotu

Sypiącej się i straszącej ruiny nie brakuje nawet w Sopocie, gdzie każda nieruchomość wydaje się bezcenna. Tuż przy głównej arterii miasta od lat niszczeje dawny Dom Turysty. Kilkadziesiąt lat temu była tam hotelowa stołówka oraz restauracja, w której odbywały się znane w całym Trójmieście dancingi. Dziś brakuje tylko tabliczki "Grozi zawaleniem".

Dawny Dom Turysty upodobali sobie bezdomni, amatorzy graffiti i młodzież. W ubiegłym roku, zwłaszcza w okresie letnim, policjanci przeprowadzili w tym miejscu kilka interwencji wobec osób hałasujących i pijących alkohol - mówi Karina Kamińska z sopockiej policji.

Budynek to kompletna ruina. Rozpadły się już nawet schody prowadzące do dawnych wejść. Nie ma okien i drzwi, są dziurawe ściany i - dosłownie - wysypisko śmieci w środku.

To jest tragedia. Sopot powinien się za to wstydzić. To stoi tak już od 8 lat, w takim stanie fatalnym. Od 12 lat to jest nieczynne. Ja się dziwię, że Sopot nic z tym nie zrobi - mówi pracownik jednego z dwóch pobliskich hoteli. 

Dawnym Domem Turysty miał zająć się obecny właściciel - warszawska spółka, która budynek kupiła niespełna 10 lat temu. Na planach jednak się skończyło. 3 lata temu właściciel wystąpił o pozwolenie na prace budowlane, polegające na rozbiórce naziemnej części tego budynku. Pozwolenie traci ważność w połowie maja tego roku. Do tej pory dziennik budowy nie został zarejestrowany. To jest własność prywatna. Miasto nie ma możliwości zmuszenia kogokolwiek czy do rozebrania budynku, czy do inwestycji, czy do zrobienia czegokolwiek z estetyzacją tego terenu - mówi Magdalena Jachim, rzecznik prasowy sopockiego Urzędu Miasta. 

Zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego w miejscu dawnego Domu Turysty mógłby powstać na przykład hotel z centrum konferencyjnym. Z właścicielem zrujnowanej nieruchomości nie udało nam się skontaktować. 

Policzone dni krakowskiego "Szkieletora"

Największe krakowskie straszydło to "Szkieletor" - niedokończony biurowiec, którego budowa rozpoczęła się 39 lat temu. Stoi niedaleko Ronda Mogilskiego i niestety widać go niemal z każdego miejsca w mieście. 

Na szczęście dni "Szkieletora" są już raczej policzone, co nie oznacza, że zostanie zburzony. Niebawem jego właściciele otrzymają zgodę na przebudowę 92-metrowej wysokości konstrukcji, która jest teraz ohydnym, brudnym żelazobetonowym budynkiem bez okien o 24 piętrach. Przez ostatnie lata był on wielkim stojakiem na reklamy i elementem psującym wszystkie fotografie Krakowa. Po przebudowie będzie miał 3 piętra więcej i zyska stalowo-szklaną elewację.

Niestety w Krakowie są też inne straszaki. To nieczynnej hotele: Cracovia, Forum i motel Krak. Tej ostatni jest właśnie wyburzany i pod koniec marca przestanie istnieć.

Opuszczony szpital w Bartoszycach

Na Warmii i Mazurach od ponad dwudziestu lat straszy stary szpital w Bartoszycach przy ulicy Marksa. Placówka została zamknięta w 1993 roku i obecnie znajduje się w prywatnych rękach. Niestety nowy właściciel ograniczył się tylko do wywieszenia tabliczek z informacją, że to teren prywatny. 150-letni budynek może teraz pełnić rolę tylko scenografii w filmie grozy - obdrapany, z zawaloną windą i sufitami, z powybijanymi okna. Mimo to nie brakuje śmiałków, którzy wchodzą do środka, żeby podziwiać zabytkowe korytarze.

Wnętrza szpitala upodobali sobie natomiast filmowcy i amatorzy fotografii. 

Opuszczony szpital w Bartoszycach

Co z dawną cementownią w Będzinie?

Ruiny cementowni Grodziec straszą w Będzinie-Grodźcu w Śląskiem. Budowla powstała w połowie XIX wieku. Była pierwszą cementownią w Królestwie Polskim i piątą na świecie. Zamknięto ją ponad 30 lat temu. Powodem były szkody górnicze. Od tego czasu systematycznie niszczała. To co się dało, ukradli złomiarze. Na ewentualną renowację zabytkowych budynków nie ma pieniędzy. Urzędnicy miejscy z Będzina i konserwator zabytków nie potrafią od lat porozumieć się w sprawie przyszłości tego terenu.

Szkielet biurowca straszy w centrum stolicy

Nic nie możemy z tym zrobić - przyznają władze dzielnicy Śródmieście w Warszawie. Tam właśnie, między dwiema pięknymi kamienicami na rogu ulic Nowowiejskiej i Śniadeckich straszy szkielet biurowca. Inwestor od ponad 20 lat ma pozwolenie na jego budowę. I mimo że przeprowadza tylko prowizoryczne prace, to zgodnie z prawem budynku nie można rozebrać. Więcej o sprawie przeczytacie TUTAJ.

"Budowlane potwory w Łodzi"

W Łodzi nie brakuje miejsc i obiektów, które straszą. Najczęściej "budowlanymi potworami" są kamienice lub pofabryczne hale. Zdewastowane budynki, regularnie okradane przez złomiarzy, to częsty widok. Nierzadko można zauważyć także kamienice ze sterczącymi ze ścian kikutami, pozostałymi z balkonów. Jednak prawdziwymi "straszakami" w Łodzi są dawne fabryki.

Takim niechlubnym przykładem niszczenia zabytkowych budynków, jest kompleks dawnego "Unionteksu". Kiedyś prężnie działająca fabryka była miejscem, które odwiedził papież Jan Paweł II. To właśnie w tzw. "papieskiej tkalni" miało powstać multimedialne centrum papieskie, gdzie o spotkaniu z łódzkimi włókniarkami pamięć miała trwać latami. Miała, bo teraz pofabryczne budynki przy ul. Kilińskiego 187, zieją pustką i straszą oknami z powybijanymi szybami. Na terenie tego zabytkowego kompleksu dwukrotnie wybuchały pożary. Trudno oszacować, jaka część budynków będzie jeszcze mogła być odrestaurowana i będzie mogła służyć łodzianom, bo na teren nie ma wstępu. Teren i budynki są w prywatnych rękach.

Duży kontrast jest z kolei w okolicach powstającego Centrum Kliniczno-Dydaktycznego. Obok budynku szpitala (który po blisko 40 latach doczekał końca budowy) stoi pozostałość z czasów początków budowy. Zdecydowanie ta hala szpeci widok.

Są też jednak pozytywy: Dom Ogrodnika, który latami straszył spacerujących po łódzkim parku im. Matejki, doczekał się remontu.

(mpw, abs)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Marcin Buczek

Maciej Grzyb

Agnieszka Wyderka

Kuba Kaługa

Aneta Łuczkowska

Monika Gosławska