Leśnicy uratowali orła bielika. "Ktoś prawdopodobnie chciał go otruć"

Piątek, 23 kwietnia (14:27)

Kiedy pracownicy Nadleśnictwa Włoszakowice otrzymali pierwsze zgłoszenie na temat wielkiego ptaka, który zachowuje się nienaturalnie, nie wiedzieli, że chodzi o orła bielika. Osoby, które zauważyły drapieżnika, relacjonowały, że ten nie może wzbić się w powietrze i nie ucieka na widok człowieka. Reakcja na sygnał była natychmiastowa. Leśnicy ruszyli na miejsce wspólnie z członkami Komitetu Ochrony Orła. Po dotarciu na miejsce, namierzeniu ptaka i pierwszych jego obserwacjach – wiadomo było, że to znany z polskiego godła orzeł bielik.

Ptaka w porę udało się odłowić. W porę, bo po bardzo prawdopodobnym otruciu, był coraz słabszy i wymagał pilnej pomocy. Bez ingerencji ludzi zwierzę po prostu by nie przeżyło. 

Orzeł został odwieziony do Stacji Badawczej PZŁ w wielkopolskim Czempiniu, gdzie trafił pod opiekę specjalistów. Bezpośredni kontakt z człowiekiem dla ptaków, ale i dla każdego dziko żyjącego zwierzęcia, jest niebywałym stresem. Dlatego niezmiernie ważne jest to, aby nasza pomoc opierała się przede wszystkim na wiedzy, a nasze działania żeby były szybkie, zdecydowane i skutecznie - mówi Henryk Mąka ze Stacji Badawczej PZŁ w Czempiniu. 

Blisko dwutygodniowa terapia zwierzęcia polegała głównie na codziennym podawaniu mu witamin. Orzeł na samym początku rekonwalescencji nie chciał przyjmować żadnych pokarmów. To pierwszy z symptomów, który zaniepokoił przyrodników i pozwolił sądzić, że ptak został poszkodowany w wyniku próby otrucia. Świadczyć miał też o tym jego nienaturalny przykurcz mięśni, który uniemożliwiał mu wzbicie się w powietrze.

Zastosowana terapia szybko przyniosła rezultaty. Ptak po dziesięciu dniach przebywania w ośrodku w Czempiniu mógł wrócić na wolność. Jego uwolnienie poprzedziło zaobrączkowanie, m.in. po to, by móc śledzić jego dalsze losy w naturalnym środowisku. 

Stosunkowo rzadko zdarza się, że udaje nam się wrócić skrzywdzone przez człowieka ptaki szponiaste naturze. Tym razem dzięki szybkiej reakcji i dobrej współpracy ornitologów z Komitetu Ochrony Orłów oraz pracowników Nadleśnictwa Włoszakowice i oczywiście nieocenionej pomocy Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt w Czempiniu wszystko zakończyło się szczęśliwie. - przyznaje prof. Tadeusz Mizera. 

Ptak wrócił na wolność w pobliżu miejsca, w którym został znaleziony przez leśników.

Małgorzata Krokowska Paluszak o uwolnieniu bielika

Bielik był pierwszym wśród gatunków ptaków szponiastych, którego otoczono ochroną w Polsce. Nastąpiło to już w latach 20. minionego wieku. Był to również pierwszy gatunek, dla którego w latach 70. utworzono strefy ochronne. Wprowadzenie ochrony gatunkowej i ochrony gniazd, połączone z podniesieniem świadomości społecznej spowodowały, iż bielik ma się obecnie bardzo dobrze. Jego liczebność w kraju szacuje się na około 1500 par - informuje dr inż. Małgorzata Krokowska Paluszak z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu.

Na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu gniazdują 49 pary bielików, w 95 strefach. To prawie 3,5 tysiące hektarów lasów pod ścisłym ochronnym nadzorem, gwarantującym bielikom bezpieczeństwo - dodaje.

Polska posiada po Norwegii i europejskiej części Rosji trzecią pod względem wielkości populację lęgową bielika na kontynencie.

"Orzeł Bielik to gatunek związany ze środowiskiem wodnym, a nawet morskim. Tam zdobywa pożywienie, polując przede wszystkim na ryby. Pełni przy tym bardzo ważną role sanitarną, gdyż wyłapuje ryby chore bądź śnięte. Jego przysmakiem są również ptaki wodne, a zwłaszcza łyski. Zdarza się często, że para bielików współpracuje w polowaniu, zmuszając ptaki wodne do ciągłego nurkowania. Wyczerpane przebywaniem pod wodą ofiary stają się wówczas łatwym do zgarnięcia łupem" - informują leśnicy.

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Joanna Potocka

Mateusz Chłystun