Lekarka odesłała ciężarną kobietę do domu. Odpowie za śmierć dziecka

Piątek, 1 lutego 2013 (13:19)

Pięć lat więzienia grozi lekarce z z oddziału położniczo-ginekologicznego szpitala w Łodzi. Prokuratura oskarżyła ją o nieumyślne spowodowanie śmierci noworodka i narażenie życia i zdrowia matki dziecka. Prawie rok temu lekarka nie zauważyła odklejenia łożyska u ciężarnej skarżącej się na ból brzucha. Zasugerowała jej, że źle się odżywia.

Lekarka odpowie za śmierć dziecka (TVN24/x-news)

Według biegłych, doszło do błędów ze strony lekarki, która badała pacjentkę w izbie przyjęć. Przede wszystkim dotyczy to niedokładnego przeprowadzenia wywiadu lekarskiego i w konsekwencji złej oceny sytuacji. Biegli wskazali, jakie badania powinny być przeprowadzone jako podstawowe czy jako dodatkowe laboratoryjne. Żadne z tych badań nie zostało jednak przeprowadzone - wyjaśnił rzecznik łódzkiej prokuratury.

Dodał, iż w ocenie biegłych kobieta powinna być hospitalizowana, a ciąża powinna być monitorowana. Lekarka - według pokrzywdzonej - nie zapoznała się z dokumentacją medyczną, nie sprawdziła również zapisów dotyczących wcześniejszej jej hospitalizacji w elektronicznej bazie danych szpitala.

Z relacji pokrzywdzonej wynika, że zgłosiła się do tego właśnie szpitala, bowiem cztery lata wcześniej była hospitalizowana w związku z podobnymi problemami przy porodzie i wówczas wszystko odbyło się prawidłowo. Wierzyła więc - jak mówiła śledczym - że i tym razem prawidłowo zostanie jej udzielona pomoc. Z ustaleń prokuratury wynika też, że nie było żadnych innych nagłych przypadków tej nocy, kiedy kobieta zgłosiła się do szpitala.

67-letniej lekarce przedstawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka oraz narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo życia i zdrowia matki. Grozi za to kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Oskarżona nie przyznała się do winy.

Usłyszała, że źle się odżywia


Według prokuratury, w marcu ubiegłego roku kobieta w 29 tygodniu ciąży zgłosiła się w nocy z dolegliwościami bólowymi do szpitala im. Rydygiera w Łodzi. Została zbadana przez dyżurującą w izbie przyjęć lekarkę. Z relacji pokrzywdzonej wynika, że badanie miało charakter powierzchowny, a lekarka nie zapoznała się z dokumentacją medyczną przyniesioną przez pacjentkę. Lekarka stwierdziła, że po stronie pokrzywdzonej doszło do "błędu dietetycznego", który miał - według niej - być przyczyną dolegliwości bólowych. Odesłała ciężarną kobietę do domu i zaleciła zażywanie leków rozkurczowych i wizytę u lekarza prowadzącego, jeśli dolegliwości nie ustąpią.

Kobieta kupiła lek rozkurczowy, jednak ból nasilił się, pojawiło się też krwawienie. Pokrzywdzona wezwała rano pogotowie i trafiła do Centrum Zdrowia Matki Polki. Tam poród przeprowadzono metodą cesarskiego cięcia. Niestety dziecko nie dawało oznak życia. Pomimo wysiłków lekarzy i próby ratowania noworodka tego samego dnia wieczorem stwierdzono jego zgon.

Ustalono, że dziecko urodziło się niedotlenione - przez to, że doszło do odklejenia się łożyska. Biegli ustalili, że gdyby nie niedotlenienie, dziecko miałoby szansę przeżyć.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF FM/PAP