Żołnierze na uroczystościach państwowych mieli występować w umundurowaniu z czasów powstania listopadowego, jednak rozmiar uniformów nie pasuje. Poza tym nie zamówiono replik broni z epoki. Kto jest za to odpowiedzialny? Chce to ustalić minister obrony, który wszczął postępowanie w tej sprawie.

Co ciekawe, nawet oficjalne informacje na temat zamówienia, których zażądał minister obrony, są sprzeczne. Najpierw była mowa o 40 mundurach dla szeregowych, następnie o 80 dla oficerów. Do tej pory nie wiadomo, kto w tym wyjątkowo zbiurokratyzowanym resorcie zamówił uniformy.

Ta historia przypomina opowieści z książki o dzielnym Wojaku Szwejku, ponieważ zamówiono mundury szyte na miarę na żołnierzy Kompanii Reprezentacyjnej. Ci żołnierze poszli już do cywila, a mundury trzeba teraz przeszyć i dopasować do nowych żołnierzy - powiedział RMF FM rzecznik resortu Jarosław Rybak.

Na razie mundury wiszą w szafach, bo nie ma możliwości, aby żołnierze wystąpili w nich bez broni, a o tej w zamówieniu zapomniano. Wielkiej premiery 3 maja więc nie będzie, bo raczej trudno jest sobie wyobrazić żołnierzy defilujących przez Plac Piłsudskiego w mundurach z XIX wieku, którzy prezentowaliby np. kałasznikowy.