Kontrowersyjna kartka z kalendarza. Pomnik na Westerplatte i... kot

Wtorek, 11 grudnia 2018 (15:58)

Kontrowersyjna kartka z kalendarza na 2019 rok sfinansowanego z Budżetu Obywatelskiego Gdańska. Miasto wstrzymuje kolportaż i wyjaśnia sprawę. Rozważa także wymianę budzącej sporo zastrzeżeń strony z kalendarza.

Informację i prośbę o interwencję w sprawie kontrowersyjnego zdjęcia w kalendarzu dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Fotografia pojawia się na kartce z wrześniem. To fotomontaż, na którym widać Pomnik Obrońców Wybrzeża stojący na Westerplatte oraz monstrualnych rozmiarów kota ocierającego się o pomnik.

Kalendarz został wydrukowany w nakładzie 4 tysięcy sztuk w ramach promocji akcji poświęconej sterylizacji kotów. Cały projekt, w ramach którego podpisywano umowy z gabinetami weterynarii, finansowany był z Budżetu Obywatelskiego Miasta Gdańska. Kalendarze trafiły już między innymi do klientów jednej z galerii handlowych w Gdańsku.

Zdjęcie "mocno niezręczne?"

Co by nie mówić, to zdjęcie jest mocno niezręczne. Zwłaszcza, że obchodzimy w przyszłym roku 80. rocznicę wybuchu II Wojny Światowej. Jeżeli to zdjęcie pojawia się przy okazji września, to na pewno jest to zdjęcie nie na miejscu. Zdecydowanie negatywnie widzę tego rodzaju połączenie - mówi RMF FM Piotra Grzelak, wiceprezydent Gdańska, który podkreśla jednak, że kalendarz powstał w ramach Budżetu Obywatelskiego.

Taka forma zakłada pewnego rodzaju dobrowolność w realizacji projektów. Tutaj byli wnioskodawcy, była wykonawca - fundacja wybrana w ramach postępowania - i taki kształt został przygotowany - opisuje.

I dodaje, że faktura za kalendarz nie została jeszcze zapłacona. Dlatego poprosiłem urzędników, żeby podjęli rozmowy, co do wymiany, przynajmniej tego elementu kalendarza, jeśli chodzi konkretnie o wrzesień. Czym to się zakończy, trudno teraz powiedzieć, natomiast na pewno nie powinno być naszej zgody na tego rodzaju konotacje przy okazji tak ważnej dla Gdańska rocznicy - tłumaczy Piotr Grzelak.

Dodaje, że urzędnicy będą ustalać, czy fundacja realizująca kalendarz wywiązała się z obowiązku przedstawienia projektu i czy otrzymała akceptację. Taki wymóg był. Ustalamy i na pewno wyciągniemy z tego wnioski na przyszłość - zapowiada Grzelak. Zaznacza też, że miasto wstrzymuje kolportaż kalendarzy, które są w jego zasobach.

O kalendarz zapytaliśmy też mieszkańców. Nie wiem, co to miało symbolizować. Agresję? Beznadziejne wykorzystanie symbolu - mówi 40-letnia kobieta. To nie jest dobra forma przekazania miłości do kotów. Nie oburza mnie to, ale za publiczne pieniądze to trochę nie na miejscu - dodaje inna mieszkanka Gdańska.

Błędne koło. Nie powinno się tego łączyć. O co tu chodzi? O pomnik czy o kota. Ja mam też kota, uwielbiam zwierzęta, ale dla mnie to nieodpowiednie, bulwersujące - tłumaczy mieszkaniec Gdańska. Kontrowersyjne i nietypowe trochę. Nie wiem co autor miał na myśli? - dopytuje młoda kobieta. Skontaktowaliśmy się więc z autorami kalendarza. 

"Kolega grafik zaproponował fotomontaż, z kociakiem w takiej pozycji walczącej"


Kalendarz przygotowała znana w Gdańsku fundacja Kotangens zajmująca się problemami kotów żyjących na wolności. Jej prezes odesłała nas do swojej zastępczyni, jako osoby bezpośrednio odpowiedzialnej za przygotowania i druk kalendarza.

Najlepszy pomysł, jaki był w tym kalendarzu. To budzi jakieś kontrowersje? - dopytuje Dorota Groth z fundacji Kotangens w pierwszej reakcji na pytanie o kartkę z kalendarza z wrześniem 2019 roku. Tłumaczy, że w kalendarzu pojawił się szereg miejsc charakterystycznych dla Gdańska z kotami właśnie. Dodaje, że nikt nie chciał nikogo urazić. Zwłaszcza w kontekście Westerplatte.

Kolega grafik zaproponował fotomontaż, z kociakiem w takiej pozycji walczącej. To nam pasowało do kontekstu. Absolutnie nie było naszą intencję urażenie czyjejkolwiek pamięci czy też wzbudzanie jakichkolwiek kontrowersji, zwłaszcza, że nie są one potrzebne, kiedy staramy się o poprawę bytu zwierząt. Na zdjęciach w kalendarzu koty wyglądają ładnie, w rzeczywistości przeważnie są schorowane, zaniedbane i wymagające stałej opieki. Nie chcieliśmy absolutnie nikogo urazić - podkreśla Dorota Groth.

Jak dodaje, fundacja nie przekazywała miastu projektu kalendarza do akceptacji. Takich wymagań ani w umowie, ani w specyfikacji do przetargu nie było, ani w żadnych ustaleniach nie było. Mieliśmy sporządzić, wydać i dystrybuować kalendarz promujący miasto Gdańsk i koty w Gdańsku. To jest nasz projekt autorski . Wolontariuszy fundacji - dodaje Dorota Groth.

(ug)

 

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Kuba Kaługa