Koniec stanu wyjątkowego w Argentynie

Piątek, 21 grudnia 2001 (22:15)

W Argentynie został zniesiony, obowiązujący od dwóch dni stan wyjątkowy. Kraj cały czas jest jednak pogrążony w chaosie. Pełniący obecnie obowiązki prezydenta przewodniczący Senatu Ramon Puerta zapowiada, że nie zamierza rządzić państwem dłużej niż 48 godzin. Po przedpołudniowych rozruchach w Buenos Aires ludzie powrócili do domów.

"Nigdy nie zajmowałem stanowiska, na które nie zostałem wcześniej wybrany" - tłumaczy przewodniczący Senatu. Ramon Puerta, będący przywódcą opozycyjnej partii peronistów zapowiada, że członkowie jego partii zamierzają zwołać nowe wybory prezydenckie w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Zgodnie z konstytucją Argentyny obie izby parlamentu mają teraz wybrać prezydenta spośród osób piastujących funkcje publiczne pochodzące z wyboru. Do spotkania parlamentarzystów w tej sprawie ma dojść jeszcze dziś. Dotychczasowy prezydent Argentyny - Fernando de la Rua - ustąpił w połowie swoje 4-letniej kadencji. Kongres Narodowy prawdopodobnie zaakceptuje rezygnację de la Rua. Nowy prezydent albo będzie rządził do końca obecnej kadencji, czyli do 2003 roku, albo zostaną zwołane nowe wybory prezydenckie.

Od kilku dni w Argentynie trwają zamieszki. Rabowane są sklepy, supermarkety i prywatne mieszkania. Podpalane są banki. Wczoraj na przedmieściach Buenos Aires w plądrowaniu uczestniczyło 20 tysięcy osób. Zginęły 24 osoby. Ewa Słowikowska z "Głosu Polskiego" wydawanego w Argentynie w rozmowie z RMF podkreśla, że rezygnacja de la Rua została przyjęta przez większość Argentyńczyków z radością: „Oczywiście, wszyscy oczekiwali jego rezygnacji. Gdyby on zrezygnował w momencie jak zrezygnował minister Cavallo (Domingo Cavallo, były minister gospodarki, przyp. RMF), nie doszłoby do tego, do czego doszło wczoraj – do zamieszek” – uważa Słowikowska. Jednak zamieszki nie ustały nawet po dymisji prezydenta. W Buenos Aires grupa demonstrantów podpaliła w nocy siedzibę ugrupowania de la Rua - Obywatelskiej Unii Radykalnej. Inni próbowali spalić restaurację McDonalds'a. W tej chwili jest spokój: "Ludzie wrócili do domów. Centrum Buenos Aires, które jest bardzo ładne, wygląda jak po wojnie. To jest dość przykry widok, gdy Argentyńczycy niszczyli po drodze wszystko” – mówi Słowikowska.

Przypomnijmy: powodem napiętej sytuacji w Argentynie jest kryzys gospodarczy. Kraj ma 132 miliardy dolarów długów. Bezrobotnych jest ponad 18 procent mieszkańców.

22:15

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

-