Karetki wysłane pod niewłaściwe adresy. Wiadomo, kto zawinił

Poniedziałek, 9 listopada 2015 (11:40)

To dyspozytorzy pogotowia w Tarnowie popełnili błąd - wynika z kontroli przeprowadzonej w tej placówce przez Urząd Wojewódzki w Krakowie. Kontrolerzy przyjrzeli się dwóm przypadkom wysłania karetek pod niewłaściwe adresy podczas wakacji. W jednym pomoc pojechała do niewłaściwej Kamionki Małej. W drugim - zamiast do Zamieścia koło Tymbarku - do samego Tymbarku. W obu przypadkach pacjenci nie przeżyli.

Jak stwierdził rzecznik wojewody Jan Brodowski, scentralizowany system wzywania pogotowia wprowadzony w Małopolsce działał poprawnie. Jednoznacznie należy wskazać osobę, która pełniła wówczas dyżur. Z tego co wiem - poniosły one odpowiedzialność - dodał.

To dyspozytorzy mieli złamać procedury i zlekceważyć podpowiedzi systemu informatycznego. Jakie ponieśli konsekwencje? Tego nie wiemy. Dyrektor pogotowia w Tarnowie jest nieuchwytna.

Dyspozytor pomylił miejscowości

Przypomnijmy - dyspozytor z Tarnowa nie dopełnił procedur wysyłając karetkę do 68-latka z Kamionki Małej koło Limanowej. Wysłał zespół ratowniczy do miejscowości o tej samej nazwie położonej koło Nowego Sącza. Błąd dyspozytora opóźnił przyjazd karetki na miejsce o 12 minut. Pacjent, który zadławił się jedzeniem, zmarł przed przybyciem pomocy.

To tym bardziej poruszająca historia, że następnego dnia, prawdopodobnie z powodu stresu, zmarła żona pacjenta. Kobieta miała zawał.

Pogotowie znowu pojechało pod zły adres

Natomiast w październiku zmarł 28-letni mieszkaniec Zamieścia koło Limanowej. Pacjent był po przeszczepie serca, źle się poczuł i zemdlał. Karetkę wezwała żona mężczyzny, ale dyspozytorka z Tarnowa wysłała pomoc do sąsiedniego Tymbarku.

Słyszałem karetkę przez okno. Była bardzo blisko, powinna była za minutę, dwie nadjechać, ale nie nadjeżdżała, więc dalej go reanimowaliśmy. To trwała na pewno 10, 15 minut, zanim dotarli, ale mnie wydawała się to wieczność - opowiadał sąsiad.

Kiedy kilka lat temu wojewoda Jerzy Miller wprowadzał w Małopolsce scentralizowane dyspozytornie pogotowia, wielu ratowników z doświadczeniem przestrzegało, że ten system nie sprawdzi się. Wiele małych miejscowości w górach nie ma nazw ulic i funkcjonują w nich nazwy zwyczajowe, których nie uwzględniają żadne mapy. Te argumenty jednak nie znalazły zrozumienia.

(es)


Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Maciej Pałahicki