"To Donald Tusk przesłuchał dziś sejmową komisję do spraw VAT. Nie mam wątpliwości, że to Donald Tusk panował nad sytuacją" – uważa posłanka PO Joanna Kluzik-Rostkowska. Według gościa Popołudniowej rozmowy w RMF FM, "komisje śledcze przestały działać". "Jest ich tak dużo i poziom szczegółowości jest tak wielki, że tylko dla osób, które się tym bardzo interesują to może być ważne" – powiedziała Kluzik-Rostkowska. I dodała: "To przesłuchanie miało jeszcze ten walor, że można było strzelić radykalny pasek w TVP Info".

Nowy przewodniczący PO? Kluzik-Rostkowska: Musielibyśmy być szaleni

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Tomasz Skory pytał Joannę Kluzik-Rostkowską o to, czy możliwa jest zmiana przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. "Musielibyśmy być absolutnie szalonymi ludźmi - a nimi nie jesteśmy - żeby w ogóle w tej chwili zastanawiać się nad tym, czy mógłby być z nami jakiś inny lider" - stwierdziła posłanka PO. Zaznaczyła, że pozycja Grzegorza Schetyny nie jest zagrożona. Pytana o to, jak będzie przebiegać kampania wyborcza przed wyborami do parlamentu, Kluzik-Rostkowska oceniła, że "sytuacja jest wyjątkowa". "Ta wyjątkowość polega nie tylko na tym, że PiS jest bardzo silny, bo jest - szacunek za to - ale PiS używa w swojej polityce kłamstwa. Są takie instrumenty, z którymi jak się chce grać fair, to po prostu nie ma jak z tym PiS grać. Mają swoją telewizję, w którym te paski i kłamstwo się sączy od samego rana" - mówił gość RMF FM.

Posłuchaj rozmowy Tomasza Skorego z Joanną Kluzik-Rostkowską

 


Tomasz Skory, RMF FM: Kto kogo dziś zgrillował? Komisja śledcza ds. VAT-u Donalda Tuska czy przewodniczący Rady Europejskiej komisję?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Ja mam takie przeświadczenie, że to dzisiaj Donald Tusk przesłuchał komisję. 

Można było mieć takie wrażenie...

Można było mieć takie wrażenie, ja właśnie takie miałam. To przesłuchanie trwało kilka godzin, miało swoje momenty bardziej dynamiczne i mniej dynamiczne. Natomiast nie mam żadnych wątpliwości, że Donald Tusk absolutnie panował nad sytuacją i że momentami to było tak, że to on przesłuchiwał komisję, a nie komisja jego.

A naprawdę nie widziała pani nic niepokojącego, może według niektórych niestosownego, w tym, że pan przewodniczący a kiedyś premier twierdził, że w sprawie VAT-u nie działo się w Polsce nic w zasadzie szczególnego w porównaniu z innymi krajami Europy, że to generalnie była normalka - te przewały na VAT. 

Premier mówił, że biorąc pod uwagę inne kraje UE, byliśmy w dość przeciętnej sytuacji. Nie jest tak, że Platforma Obywatelska, rząd PO, PSL-u nic nie robił w tej sprawie. To, co Tuska dziwiło, i nie tylko jego, bo mnie też to dziwi i wielokrotnie o tym rozmawialiśmy w Sejmie wtedy, kiedy o tej komisji była mowa, to jakoś dziwnym trafem rząd PiS-u chce zobaczyć, jak wyglądały kwestie VAT-u, ale wyłącznie w latach 2007-2015 i w ogóle nie są zainteresowani tym, żeby zobaczyć, jak to wyglądało przed rokiem 2007 i po roku 2015. No ciekawe dlaczego. Także no tutaj Donald Tusk mówił... 

To takie bandyckie prawo tych, którzy mają większość. Jeżeli będziecie mieli większość, to zapewne te akurat okresy zbada komisja śledcza...

Jeśli jest sytuacja, w której Polska czy polski rząd jest zaniepokojony tym, co się działo w sprawie wyłudzeń VAT-u, to po to, żeby na przykład zabezpieczyć się na przyszłość, bo powinien poznać wszystkie te mechanizmy. Nie jest tak, że w momencie, kiedy PiS zaczął rządzić, nagle wszystko stało się inaczej, już tych wyłudzeń VAT-u nie ma. Teraz zresztą widać, że w tym roku te wpływy z VAT-u poszły bardzo mocno w dół, mimo że koniunktura jest dobra. Więc albo się traktuje sprawę stricte politycznie i wtedy trzeba rozpatrywać to posiedzenie politycznie, czyli kto był lepszy. No lepszy był Donald Tusk. Albo chce się dojść do samego sedna prawdy, tych wszystkich mechanizmów...

I udoskonalić przepisy związane z łataniem luki w...


I wtedy trzeba zobaczyć całość. Nie bać się tego. No, PiS się boi. PiS się boi różnych rzeczy, które mogłyby ich dotknąć, w związku z czym traktuje to tylko w kategoriach politycznych, no i czasem przegrywa...

Pani wypowiedź też jest w kategoriach wyłącznie politycznych, ale gdybyśmy się spróbowali od nich oderwać: widzi pani jakieś użyteczne cechy tego przesłuchiwania polityków, na przykład rangi premiera, po 10 latach, kiedy naprawdę większość z nas z trudem przypomina sobie, co robiliśmy 2 lata temu. 

No z trudem.

A tu dość często padają pytania o poszczególne pisma, analizy, polecenia. To zupełnie niebywałe oczekiwanie, że ktoś będzie pamiętał.

To znaczy tak, niektóre pytania były tak szczegółowe i one świadczyły o tym, że osoby, które je zadawały, nie bardzo miały świadomość tego, jak wygląda praca szefa rządu. No bo to też jest jasne, że...

No mało kto bywa szefem rządu...

No tak, ale jeśli jest się politykiem z jakimś doświadczeniem, ewentualnie jest się byłym ministrem, to się wie, na jaki poziom kompetencji schodzi szef rządu...

No ale naiwność to nie grzech. Pytają, bo nie wiedzą.

No nie. Ale zaprosili, myślę, że niektórzy członkowie tego zespołu nie będą dzisiaj mieli takiego wieczoru, w którym pomyślą sobie: "Wygrałem z Donaldem Tuskiem", bo tak nie było. 

Takie przesłuchiwania działają, według pani, według zamysłu, że przeczołgamy, przyciśniemy, udowodnimy, że nie pamięta i wyjdzie na nasze? To działa czy już nie?

Ja myślę, że te komisje już trochę przestały działać.

Zdewaluowały się.

Tak, jest ich już tak dużo i poziom szczegółowości jest tak wielki, że tylko dla osób, które się tym bardzo interesują to może być ważne. Ale panie redaktorze, zapomniałam o jednej rzeczy. Zawsze są paski w TVP Info. To przesłuchanie dzisiaj miało też ten walor, że zawsze można było strzelić bardzo radykalny pasek - już nie pamiętam, jak te paski brzmiały.

"Tusk wypiera się kradzieży 250 mld".

Jakoś tak.

Ale też dla równowagi warto wspomnieć, że pojawiają się smakowite elementy tych przesłuchań, jak na przykład wzmianka o tym, że Donald Tusk ufał Mateuszowi Morawieckiemu do tego stopnia, że był gotów powierzyć mu funkcję ministra finansów. To jest pocałunek śmierci dla premiera obecnego?

Ja myślę, że Mateusz Morawiecki powinien się z takiej opinii cieszyć. Co robią ci, którzy są jądrem PiS-u, tego nie wiem.

Przyglądam się pani, bo mam wrażenie, że to tak z przymrużeniem oka jest...

Ale prawda jest taka, że Mateusz Morawiecki był współpracownikiem Donalda Tuska, ponieważ był członkiem tej rady gospodarczej i w dodatku był na tyle - jak rozumiem - przez Donalda Tuska szanowany, że zastanawiał się nad tym, czy nie powierzyć mu żadnej funkcji państwowej. W związku z tym...

A dzisiaj wzmianka o tym ma popsuć szyki premierowi, nie ukrywajmy. 

Panie redaktorze, ale czy jest to prawda? No jest to prawda.

Jeżeli jest to prawda, to pod przysięgą należy tak zeznać, oczywiście.

Donald Tusk powiedział to, co myślał wcześniej o premierze Morawieckim. Teraz premier Morawiecki i jego sympatycy muszą z tym żyć.

Biedactwa. Przy okazji pamiętania rzeczy sprzed lat, bo wprowadziłem taki motyw - czy przypomina sobie pani, żeby prezes PiS kiedykolwiek wspominał o tym, że Jan Krzysztof Bielecki na początku lat 90. chciał likwidacji polskiej armii, rezygnacji z samodzielnej dyplomacji prowadzonej przez Rzeczpospolitą?

Tak, tak. Absolutnie ja sobie tego nie przypominam. Co więcej, kiedy usłyszałam o tym, że taka rzecz miałaby mieć miejsce, zadzwoniłam do Jana Krzysztofa Bieleckiego, mówię: Krzysztof, jak to było? On mówi, że oczywiście to jest kłamstwo, nieprawda. Będzie się domagał przeprosin. Bo nie dość, że nie chciał likwidować polskiego wojska, to był w Waszyngtonie, gdzie jako szef rządu widział się z prezydentem, co jest sytuacją dość wyjątkową, bo to nie ta ranga. 


Inna sprawa, że to w Stanach Zjednoczonych prezydent jest szefem administracji, bo jest premierem.

W każdym razie Jan Krzysztof Bielecki jako szef rządu pojechał do Waszyngtonu i tam w Waszyngtonie powiedział, że Polska, jak inne kraje Europy Zachodniej, powinna być członkiem NATO. Więc był pierwszym szefem rządu, który mówił o tym, że Polska powinna być w strukturach NATO. Dlaczego Jarosław Kaczyński to wymyślił, tego nie wiem. Mogę się domyślać, natomiast mam nadzieję, że przypomni sobie, że to nie jest prawda i przeprosi, bo inaczej będzie musiał się spotkać z Janem Krzysztofem Bieleckim w sądzie.