Skiba przekazał, że żaden przepis prawa nie przyznaje wprost policjantom prawa wejścia do cudzego mieszkania bez zgody uprawnionego w sytuacji zgłoszenia bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia człowieka.
W takim wypadku jednak naruszenie przez nich cudzego miru domowego nie jest zachowaniem bezprawnym, bowiem działają oni w stanie wyższej konieczności - stwierdził prokurator. Dodał, że również w sytuacji, gdy policjanci opierają swoją wiedzę o nieprawdziwe zgłoszenie dotyczące zagrożenia życia, funkcjonariusze nie popełniają przestępstwa. O ile pozostają w usprawiedliwionym błędnym przekonaniu, że takie zagrożenie istnieje. Oba przywołane przepisy stanowią zaś, że w przypadku ziszczenia się wskazanych w nich przesłanek sprawca nie popełnia przestępstwa – precyzował.
Jaką wiedzę mieli mundurowi?
Według ustaleń śledczych, policjanci, którzy weszli do mieszkania Sakiewicza, mieli informację, że znajduje się tam dziecko, które chce popełnić samobójstwo.
Funkcjonariusze, których zachowanie prokurator badał, działali pod dużą presją czasową, co wynikało z charakteru przekazanego im zgłoszenia. Działali w pełni usprawiedliwionym, acz błędnym przekonaniu, że udają się do miejsca, gdzie istnieje bezpośrednie zagrożenie życia ludzkiego w wyniku targnięcia się na własne życie. Potrzeba interwencji miała nadany status pilny - wyjaśnił rzecznik warszawskiej prokuratury.
Policjanci nie wiedzieli też, że alarm był fałszywy i że był to kolejny taki alarm dotyczący mieszkania Sakiewicza. Prokurator ustalił, że w interwencji policjantów były błędy, „jednak nie stanowiły one wypełnienia znamion czynu zabronionego jako przestępstwo, a powinny być rozpatrywane jedynie w kontekście możliwości dopuszczenia się przez nich przewinień dyscyplinarnych”.
Prokurator krytykuje zachowanie redaktora
Skiba negatywnie ocenił zachowanie Sakiewicza i obecnej w mieszkaniu asystentki, która nie chciała dać się wylegitymować interweniującym policjantom.
Funkcjonariusze byli umundurowani, w związku z czym, wbrew oczekiwaniom pokrzywdzonej, nie mieli oni obowiązku okazywania swoich legitymacji służbowych, a przeprowadzający interwencję dowódca patrolu przedstawił się ze stopnia, imienia i nazwiska na początku interwencji, czym spełnił wymogi z rozporządzenia o wykonywaniu niektórych uprawnień policjantów - zaznaczył prok. Skiba.
Niewylegitymowanie się przed osobami upoważnionymi do tego jest wykroczeniem i skutkować może zatrzymaniem takich osób, a następnie skuciem.
Zastosowanie zatem wskazanego środka przymusu bezpośredniego miało na celu, po pierwsze, zabezpieczenie miejsca interwencji przed innymi nieprzewidywalnymi zrachowaniami pokrzywdzonej w sytuacji konieczności podjęcia dalszych czynności, zmierzających w przekonaniu interweniujących policjantów do zapobieżenia zagrożeniu dla życia ludzkiego, a po drugie, wyegzekwowania stosowania się do dalszych poleceń - przekazał rzecznik.
Problem z policyjnym protokołem. Kiedy zobaczymy nagranie?
Prokurator wytknął też policjantom, że protokół sporządzili dopiero na komendzie i bez udziału asystentki Sakiewicza. Brak natomiast podstaw do zakwestionowania godzin sporządzenia protokołu.
Wobec natomiast ostatecznego podpisania protokołu bez zgłoszenia żadnych uwag do treści samego protokołu, w uzgodnieniu i za namową jej profesjonalnego pełnomocnika, de facto potwierdziła ona ich prawdziwość, co wykluczało w ocenie prokuratora możliwość stwierdzenia sfałszowania przez policjantów protokołu - zaznaczył prok. Skiba.
Postanowienie o umorzeniu śledztwa liczy 38 stron. Decyzja ta jest nieprawomocna, a strony mogą ją zaskarżyć do sądu.
Decyzję co do publikacji nagrania z kamery nasobnej prokurator podejmie zaś dopiero po przedstawieniu mu do akceptacji wersji nagrania z odpowiednio zanonimizowanymi wizerunkami wszystkich uczestników interwencji - podkreślił prok. Skiba.
Równolegle, w tej sprawie toczy się w Komendzie Stołecznej Policji postępowanie służbowe, w ramach którego badana jest prawidłowość przeprowadzonej interwencji pod kątem możliwego dopuszczenia się przewinień służbowych przez interweniujących policjantów.