Internauci wyszli na ulice polskich miast. "#StopACTA2.0", "Ratujmy memy"

Piątek, 29 czerwca 2018 (21:59)

W piątek przed przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Warszawie odbył się protest przeciwko cenzurze internetu. Podobne manifestacje zorganizowano też w innych polskich miastach – m.in. w Krakowie. Zdaniem manifestantów, wolność słowa w internecie ma ograniczyć zaproponowany przez Komisję Europejską projekt dyrektywy o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Manifestację w Warszawie zorganizowało Stowarzyszenie "Stop ACTA 2.0", które w piątek i sobotę zapowiedziało 17 podobnych protestów w całym kraju. Demonstrację w Warszawie wsparli m.in. lider partii "Wolność" Janusz Korwin-Mikke, działacz społeczny Jan Śpiewak, politycy Kukiz`15, działacze Partii Zieloni i Polskiej Partii Piratów.

Zebrani mieli transparenty i kartki z hasłami: "#StopACTA2.0", "Ratujmy memy", "Cenzura to bzdura", #Stop Acta 2.0", "Treść tego banera została zablokowana". Niektórzy mieli na twarzach maski Guya Fawkesa, symbolizujące międzynarodową grupę hakerów internetowych Anonymous. Słychać było m.in. hasła: "Szybki internet, wolna informacja", "Kto nie skacze, ten za ACTA hop, hop, hop", "Wolny internet".

Jako stowarzyszenie "Stop Acta 2.0" sprzeciwiamy się dyrektywie, ponieważ drogi jest nam internet w takiej postaci, w jakiej jest obecnie, czyli jako medium, które umożliwia ludziom przekazywanie wolnych informacji. Wolne społeczeństwo to wolny przepływ informacji - powiedział PAP przed rozpoczęciem protestu Janusz Kunowski ze stowarzyszenia "Stop Acta 2.0". Podkreślił, że przeciwnikom dyrektywy nie podobają się dwa jej punkty - 11. i 13. Dodał, że art. 11. "mówi ogólnie o rozszerzeniu praw pokrewnych o publikacje prasowe. Intencją ludzi, którzy lobbują za tym punktem, czyli dużych wydawnictw, jest to, że według nich tracą zyski dlatego, że użytkownicy nie wchodzą na stronę główną ich portali, tylko klikają na linki w innych serwisach".

Z kolei punkt 13. dyrektywy nakłada - jego zdaniem - na duże serwisy, umożliwiające przechowywanie treści, które mogą być chronione prawem autorskim, obowiązek cenzury przed opublikowaniem. De facto wprowadzi to konieczność wprowadzenia bardzo skomplikowanych algorytmów, które - jak pokazuje doświadczenie - niekoniecznie się sprawdzają, ponieważ wskazują jako plagiaty rzeczy, które tak naprawdę plagiatami nie są - podkreślił Kunowski

Protest rozpoczął się od przemówień organizatorów, polityków i działaczy społecznych. Następnie uczestnicy podpisywali symboliczną petycję do Komisji Europejskiej o wycofanie niektórych zapisów dyrektywy.

Byłem w tej Unii Europejskiej i widziałem, jak się krępuje usta, mnie konkretnie - a to 3 tys. euro grzywny, a to 6, a to 9. Teraz chcą blokować to wszystkim. Ja bym proponował wznieść krótki okrzyk: precz z faszyzmem, Juncker - Goebbels - mówił Janusz Korwin-Mikke.

Poseł Jakub Kulesza z Kukiz'15 podkreślił, że wolność słowa "to ostatnia ostoja wolności", zaś swobodny dostęp do internetu i możliwość publikowania i czytania treści to "ostatnia ostoja wolności słowa". Internet to jedyne miejsce, gdzie możemy się swobodnie wypowiadać i dzielić poglądami - tłumaczył.

Również Jan Śpiewak zaznaczył, że jest przeciwko cenzurze internetu, a także dogadywaniu się dużych korporacji ponad głowami obywateli i decydowaniu przez nie o ich życiu. To nie jest Unia Europejska, jakiej chcemy - powiedział. Wolność, równość, braterstwo - to są hasła Unii Europejskiej, tylko coraz mniej wolności, coraz mniej równości i coraz mniej braterstwa. My mówimy: nie chcemy takiej Unii Europejskiej. Chcemy Unii Europejskiej nas wszystkich, wszystkich obywateli, każdego z nas - podkreślił Jan Śpiewak.

Wcześniej do zarzutu, że dyrektywa oznacza m.in. "drugie ACTA" odniósł się wiceszef Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Paweł Lewandowski. Podkreślił, że dopóki w dyrektywie przyjętej przez Radę Unii Europejskiej znajduje się zapis, że to nie od długości informacji zależy jej ochrona, ale od jej oryginalności, dopóty Polska będzie tę dyrektywę popierać. Jeżeli zostanie zlikwidowany, automatycznie wycofamy poparcie dla dyrektywy" - zadeklarował w rozmowie z PAP. Dodał, że zmiany nie będą dotyczyły "twitterowiczów czy facebookowiczów (...) bo serwisy te co do zasady nie organizują ani nie promują treści udostępnianych przez internautów".

Zaproponowany przez KE projekt dyrektywy o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, który w ubiegłym tygodniu zyskał akceptację komisji prawa Parlamentu Europejskiego, przewiduje m.in., że platformy takie jak Google, YouTube czy Facebook będą musiały systematycznie skanować udostępniane przez ich użytkowników treści wideo czy muzykę pod kątem przestrzegania praw autorskich.

Obecnie serwisy internetowe nie mają obowiązku automatycznego kontrolowania treści zamieszczanych przez ich użytkowników, muszą natomiast bezzwłocznie usunąć lub zablokować materiał, jeśli podejrzewają, że jest on nielegalnego pochodzenia.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska