Hołownia: To paranoja, na którą państwo nie może sobie pozwolić

Środa, 23 września (12:36)

"Chciałbym zaapelować do polskiego rządu, żeby jak najszybciej doprowadził do tego, byśmy w polskich aptekach mieli wystarczającą ilość szczepionek dla tych, którzy chcą zaszczepić się na grypę sezonową. To jest rzecz, która naprawdę może uratować ludziom życie" – stwierdził lider Stowarzyszenia Polska 2050 Szymon Hołownia. Według niego, mamy do czynienia z sytuacją, w której ludzie chcący zaszczepić się na grypę odchodzą z aptek z kwitkiem. "To paranoja, na którą państwo nie może sobie pozwolić" - ocenił.

Rząd zakontraktował 2 mln szczepionek na grypę, w tej chwili minister Niedzielski negocjuje kolejne pół miliona. Nadal jesteśmy poniżej wszelkich możliwych progów bezpieczeństwa - ocenił Hołownia.

Były kandydat na prezydenta wskazał również, że na szpitalne oddziały ratunkowe ak najszybciej powinny trafić szybkie 45-minutowe testy genetyczne wykrywające przeciwciała koronawirusa. Apelował również o wykonywanie większej liczby testów na koronawirusa.

W Polsce robimy testów w skali UE więcej tylko niż Bułgaria. (...) Jesteśmy na przedostatnim miejscu. Musimy tych testów robić bardzo dużo więcej - przekonywał Hołownia. Dziś dyskutujemy o tym, kto zajmie jaki gabinet w rządzie. Czy to naprawdę w środku epidemii, która trwa od pół roku i wywołuje bardzo radykalne konsekwencje i finansowe, i zdrowotne, i gospodarcze, i każde inne, czy to jest to, czym powinniśmy się zajmować? Dziś nie o gabinetach władzy i ministrów sprawiedliwości i prokuratorów i innych powinniśmy dyskutować, tylko o gabinetach lekarskich - apelował.

“W szpitalach nie jest aż tak niebezpiecznie"


Towarzysząca Hołowni na konferencji prof. Urszula Demkow z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazała, że w okresie pandemii COVID-19 dostęp do opieki medycznej, "i tak słaby w naszym kraju, został zdecydowanie pogorszony". Jak tłumaczyła, dotyczy to m.in. osób leczonych onkologicznie, a także seniorów i dzieci.

Np. ciężko chore dziecko, które rodzi się z ciężką chorobą, nie wiadomo na co jest chore, czeka dwa lata na pierwszą wizytę do lekarza genetyka. Po tej pierwszej wizycie czeka kolejne dwa lata na diagnostykę - mówiła prof. Demkow. Apelowała także do Polaków, by nie bali się zgłaszać do szpitali, do lekarzy, jeśli mają jakieś dolegliwości.

W szpitalach nie jest aż tak niebezpiecznie jak w innych miejscach, gdzie się ludzie spotykają. My w szpitalach mamy procedury, nosimy maski, dezynfekujemy powierzchnie - podkreśliła ekspertka. Zapewniła, że prawdopodobieństwo złapania COVID-19 jest dużo mniejsze w szpitalu niż w sklepie spożywczym czy na weselu.



Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Maciej Nycz

RMF/PAP