Miał pięć dni urlopu. I je wykorzystał. Dziś rano niedawno odwołany minister spraw wewnętrznych, ale wciąż urzędujący wicepremier, powinien wrócić do pracy. Nie wiadomo jednak, czy dotarł na miejsce.

Jeśli Ludwik Dorn przyszedł do pracy, to zrobił to wyjątkowo dyskretnie, bo jakoś nikt go w Kancelarii Premiera nie widział. Reporter RMF FM Konrad Piasecki próbował się dodzwonić się do gabinetu Dorna i potwierdzić tę informację, ale za każdym razem telefon odbierała kobieta, która twierdziła, że wicepremiera od rana nie widziała, choć wielokrotnie słyszała, że ma się dziś pojawić.

Znacznie więcej pewności było w wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego. Z całą pewnością premier Dorn powinien wrócić dzisiaj z urlopu. Na pewno w tym momencie pracuje - zaznaczał premier.

Może i pracuje, ale nie wiadomo gdzie. Rzecznik rządu przekonuje, że Dorn jest gdzieś w kancelarii, bo rozmawiał z nim telefonicznie i wyświetlił mu się numer wewnętrzny.

Co robi – tego nie wiadomo. Rzecznik wie tylko, że na pewno ukrywa się przed dziennikarzami.

Oby nie przed premierem, bo ten chce z nim porozmawiać o przyszłej współpracy. Ludwik Dorn jest bardzo sprawnym człowiekiem i na pewno będę to brał pod uwagę- deklarował Kaczyński.

Na razie nie jest jednak jasne, czy sprawność Dorna zostanie wykorzystana na odcinku rządowym, parlamentarnym, a może – to najświeższy pomysł – w Najwyższej Izbie Kontroli. To ma wyjaśnić zapowiadana od dawna rozmowa premiera z wicepremierem.