Fotoreporter "Tygodnika Solidarność" postrzelony podczas Marszu Niepodległości

Środa, 11 listopada 2020 (20:52)
Aktualizacja: Środa, 11 listopada 2020 (22:55)

Fotoreporter "Tygodnika Solidarność" został postrzelony z policyjnej broni na Marszu Niepodległości. Chodzi o Tomasza Gutrego - podaje portal tysol.pl.

W Warszawie w środę odbył się Marsz Niepodległości. W tym roku - ze względu na sytuację epidemiczną - miał odbyć się w formie "rajdu samochodowego", jednak wiele osób zdecydowało się wziąć udział w marszu przez stolicę. Doszło do zamieszek i starć z policją.

Jak informuje portal tysol.pl, podczas zamieszek postrzelony z policyjnej broni został fotoreporter "Tygodnika Solidarność" 74-letni Tomasz Gutry. Jak czytamy, został on trafiony w policzek z odległości kilku metrów. "Miał widoczny aparat fotograficzny. Kula utkwiła w ranie. Tomasza Gutrego czeka operacja usunięcia kuli" - pisze portal.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji Sylwester Marczak pytany o potwierdzenie tej informacji, powiedział PAP, że nic nie wie o takim zdarzeniu. Rzecznik potwierdził jednak, że podczas środowych zamieszek funkcjonariusze w indywidualnych przypadkach używali broni gładkolufowej. Tak, potwierdzam. Używano broni gładkolufowej. Było to niezbędne w związku z agresywnym zachowaniem tłumu - mówił. Dodał także, że podczas tych działań w tłumie byli nieumundurowani policjanci.

Solidarność chce wyjaśnień

O sprawę Gutrego portal tysol.pl spytał przewodniczącego Solidarności Piotra Dudę. To jest coś nieprawdopodobnego. Oburzającego, szczególnie wobec przypadków pobłażliwości policji podczas zamieszek wywołanych przez bojówkarzy podczas Strajku Kobiet. Nie może, nie ma prawa być tak, że jesteśmy ludźmi różnych kategorii i jedne protesty są traktowane przez policję z przymrużeniem oka, a inne traktowane z całą bezwzględnością - oświadczył Duda. Jak dodał, "albo jesteśmy wszyscy równi wobec prawa, albo nie".

Tomasz Gutry, to człowiek historia, jak można strzelać w głowę starszemu panu, według jego relacji z odległości kilku metrów, z ogromnym, widocznym aparatem fotograficznym na szyi? Wyglądał aż tak groźnie? - stwierdził także Duda, cytowany przez portal.

Oświadczył również, że Solidarność żąda wyjaśnień od Komendanta Głównego Policji oraz szefa MSWiA. Solidarność tej sprawy nie odpuści - dodał.

Reakcja MSWiA i policji

Minister Mariusz Kamiński rozmawiał z przewodniczącym "Solidarności" Piotrem Dudą, a wiceszef MSWiA Maciej Wąsik z red. nacz. "Tygodnika Solidarność" ws. rannego reportera - przekazał wiceszef MSWiA Błażej Poboży. Jak dodał, "deklarujemy wszelką pomoc dla Pana Redaktora Gutrego i zapewniamy o dogłębnym wyjaśnieniu całej sytuacji, która nie powinna się wydarzyć".

Wcześniej Poboży, powołując się na szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, przekazał także, że w sprawie zranienia na Marszu Niepodległości reportera "Tygodnika Solidarność" Tomasza Gutrego wszczęte jest już postępowanie wyjaśniające przez policję.

Także Komenda Stołeczna Policji poinformowała, że wyjaśnia okoliczności tego zdarzenia. "Niestety bardzo poważnie wyglądają obrażenia, które doznał jeden z fotoreporterów. Po ludzku jest nam przykro i liczymy na szybki powrót do zdrowia Pana Tomasza. Wyjaśnimy okoliczności tej sytuacji. Tak samo, jak każdą inną wątpliwość" - przekazała policja.

Jak dodano, w trakcie dynamicznych działań, gdy mamy liczne akty chuligańskie może dojść do sytuacji, w której obrażeń doznają także osoby postronne. "Nawet po użyciu śpb (środków przymusu bezpośredniego-PAP). Dlatego tak ważne jest, by miejsce naszych działań opuścić. Po to są używane komunikaty" - podkreśliła KSP.

Policja zwróciła przy tym uwagę, że celem działania policjantów w pododdziałach zwartych jest przywrócenie ładu i porządku. "W centrum wydarzeń oprócz nas zawsze są dziennikarze, z którymi współpracujmy, zapewniając im również bezpieczeństwo" - dodano.

Starcia z policją

O godz. 13:30 w Warszawie rozpoczął się Marsz Niepodległości. W stolicy zgromadziły się samochody i motocykle, bo ze względu na sytuację epidemiczną Marsz miał odbywać w formie "rajdu". Część uczestników zignorowała jednak zmianę formuły wydarzenia. Stołecznymi ulicami maszerował kilkutysięczny tłum. Doszło do starć manifestantów z policją - na Rondzie de Gaulle'a, potem regularna, ale też chaotyczna bitwa na błoniach Stadionu Narodowego. Jak informował dziennikarz RMF FM Paweł Balinowski, tam nastąpiła kumulacja chuligańskiej agresji - w powietrzu latały kamienie i butelki, policja odpowiadała granatami hukowymi. 

Starcia wybuchły też na pobliskiej stacji kolejowej - to wyglądało bardzo niebezpiecznie, bo uczestnicy marszu biegali po torach, rzucali kamieniami z nasypu w policję i uciekali przed nadjeżdżającymi pociągami - relacjonował Paweł Balinowski. Te walki trwały mniej więcej godzinę, podczas której cały czas ściągani byli kolejni policjanci, aż sytuację udało się wreszcie opanować. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Magdalena Partyła

RMF/PAP