Dramatyczna relacja z obozu w Suszku. "Udało nam się dożyć do rana"

Sobota, 12 sierpnia 2017 (17:56)

​"Nikt nie spodziewał się takiej burzy. Udało nam się dożyć do rana" - tak mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Piotrem Bułakowskim Oliwier, jeden z harcerzy, który był na obozie w Suszku. W wyniku nawałnicy w Suszku zginęły dwie harcerki, 37 harcerzy zostało rannych. Szef Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej zarządził miesięczną żałobę we wszystkich jednostkach ZHR.

Zawierucha zaczęła się po godzinie 23, gdy wróciła pierwsza warta nocna. Najpierw zaczął wiać mocny wiatr, kora zaczęła spadać z drzew, zaczęliśmy się bać. Gdy zaczął padać deszcz, spadło pierwsze drzewo, potem reszta. Drzewo nagle spadło także na naszego drużynowego, (...) ma złamane żebra - tak w rozmowie z dziennikarzem RMF FM dramat w Suszku opisuje Oliwer, jeden z harcerzy biorących udział w obozie.

Nasza cała drużyna poleciała do jeziora, po prostu siedzieliśmy tam półtorej godziny. Gdy ucichł wiatr, to pobiegliśmy na zbiórkę. Wtedy poszliśmy już do Modlnika, pilnowałem tam młodszych, a starsi poszli ogarniać ognisko i dożyliśmy do rana - relacjonuje Oliwer.

Myśleliśmy, że to będzie burza jak każda inna, może troszeczkę mocniejsza, ale nie spodziewaliśmy się, że drzewa, które powinny wytrzymać, złamią się w połowie, i to nie jedno, ale prawie cały las - dodaje harcerz. 

Grupa dochodzeniowo-śledcza policji i prokurator zabezpieczyli już ślady na terenie obozu harcerskiego w Suszku w Pomorskiem.

Dzieci, którym nic się nie stało, trafiły do miejscowości Nowa Cerkiew. Stamtąd większość z nich odebrali rodzice. Pozostali harcerze wrócą do Łodzi podstawionymi autokarami.

Tragedia w Suszku. Będą kontrole obozów wakacyjnych w całej Polsce

(ph)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska