Co zmieni nowa ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach?

Poniedziałek, 8 czerwca 2009 (09:23)

Tatry jak co roku na przełomie maja i czerwca przeżywają prawdziwy najazd szkolnych wycieczek. Niestety wciąż trafiają się grupy, które idą w góry bez przewodnika. Wielu opiekunów zdaje sobie sprawę, że to przestępstwo. Dziś w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zaczyna się dyskusja nad ostatecznym projektem oraz 20 stronami zastrzeżeń i uwag do projektu nowej ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach. Ze szczegółami zapoznał się reporter RMF FM Mariusz Piekarski.

Według projektu, na każdym stoku obowiązkowo ma być ratownik narciarski. Właściciele stoków będą musieli uzyskać zgodę GOPR-u, że trasy narciarskie są odpowiednio zabezpieczone. Szusowanie w kaskach jest na razie tylko w ustawie sugerowane, choć obowiązkowo mają je zakładać dzieci do 14 roku życia.

W dwa lata ma powstać zupełnie nowa służba informująca o lawinach. W ustawie jest zapis, że wszystkie osoby wybierające się w góry muszą zapoznać się z warunkami atmosferycznymi i dostosować do nich zarówno strój jak i swoje plany. Nie ma jednak sankcji za złamanie tych przepisów.

Wątpliwości jest więcej. Organizacje turystyczne obawiają się, że GOPR i TOPR zamiast na ratowaniu ludzi skupią się teraz na wydawaniu certyfikatów właścicielom stoków i organizatorom imprez masowych, czyli na zarabianiu pieniędzy.

W projekcie nie ma ani słowa o pieszych szlakach górskich i o schroniskach. A Rządowe Centrum Legislacji pyta, po co w ogóle ta ustawa – lepiej poszerzyć istniejącą ustawę o ratownictwie medycznym.

Ratownicy górscy rozczarowani poprawkami

Ustawa miała jasno określić zasady funkcjonowania i finansowania służb ratunkowych w górach, a po ostatnich poprawkach jeszcze bardziej je komplikuje – mówił reporterowi RMF FM Maciejowi Pałahickiemu, naczelnik TOPR Jan Krzysztof: Jesteśmy bardzo krytyczni do tych zmian, które zostały wprowadzone.

Według poprawek ratownikiem górskim może czuć się każdy, kto przejdzie kurs pierwszej pomocy, zna topografię gór i umie się wspinać, co w Bieszczadach np. jest kompletnie zbyteczne. Nie musi za to jeździć na nartach, chodzić po jaskiniach, czy np. nurkować. Znów się okazało, że tak jak na medycynie, również na ratownictwie górskim wszyscy urzędnicy znają się doskonale i nie potrzebują konsultacji z nami - dodaje naczelnik TOPR. Ratownicy zapowiadają, że będą twardo walczyć o przywrócenie ustawie jej logicznego i spójnego kształtu.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF FM - newsroom