"Ciemna strona macierzyństwa", czyli o lękach polskich matek

Sobota, 26 maja 2012 (10:15)

Bycie matką to niełatwe zadanie. Kolorowe gazety nie pokazują prawdziwego macierzyństwa, a tylko piękne i kolorowe jego strony. A to - jak wynika z najnowszego raportu "Ciemna strona macierzyństwa", przygotowanego przez warszawskich socjologów we współpracy z firmą AXA - nie jest ani słodkie, ani różowe.

Z badań opisanych w dokumencie "Ciemna strona macierzyństwa. O niepokojach współczesnych matek" wynika, że najważniejsze doznania polskich kobiet z dziećmi to obawy, niepokoje i poczucie winy. Raport został sporządzony pod kierunkiem i nadzorem doktor Małgorzaty Sikorskiej z Uniwersytetu Warszawskiego.

Data jego publikacji nie jest przypadkowa. Dziś, 26 maja obchodzimy Dzień Matki. Wszystkim mamom składamy życzenia i dedykujemy rozmowę naszej dziennikarki Katarzyny Sobiechowskiej-Szuchty z autorką raportu. Doktor Małgorzata Sikorska mówi w nim o trudnościach, lękach, ogromnej roli kobiety we współczesnym świecie oraz o decyzjach, jakie każdego dnia muszą podejmować młode mamy.

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta: Jak jechałam do pani na rozmowę, po drodze widziałam mnóstwo billboardów reklamujących produkty dla dzieci, ale te produkty były reklamowane przez dzieci i przez bardzo szczęśliwe, zadowolone, uśmiechnięte młode kobiety, młode mamy. Na okładkach gazet celebrytki z dziećmi - szczęśliwe, uśmiechnięte i zadowolone. Tymczasem z pani badań wynika coś zupełnie innego...

Małgorzata Sikorska: Wynikają przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze, rzeczywiście jest tak, że w przestrzeni publicznej, szczególnie w takich mediach masowych, funkcjonuje obraz macierzyństwa pełnego radości, spełnienia, satysfakcji. Tak naprawdę, nie pojawiają się tam żadne problemy związane z takim codziennym, trudnym życiem, które mają matki. Co więcej, pokazuje się właśnie głównie celebrytki, które trzymają maluchy w ramionach, są szczęśliwe i wyglądają wspaniale dwa dni po porodzie, tak jakby w ogóle nie rodziły, nie były w ciąży. To jest taki obraz bardzo nieprawdziwy i rzeczywiście dość powszechnie pokazywany. Są oczywiście też inne media, one nie mają aż tak dużego zasięgu. Jest taki miesięcznik, który już tytuł ma bardzo intrygujący, mianowicie jest to tytuł "Bachor". Potem jest napisane, że jest to miesięcznik dla nieudolnych rodziców. Z tym, że takie inicjatywy możemy znaleźć raczej w internecie niż kupić takie pisma w każdym kiosku. Tak że widać, że tutaj jest bardzo duża rozbieżność. Jak pokazały moje badania, inne też zwracają na to uwagę - takie tworzenie obrazu szczęśliwego macierzyństwa jest dla wielu matek bardzo frustrujące, ponieważ one doświadczają czegoś zupełnie innego, a jednocześnie jakby cały czas powoduje się, że zaczynają się porównywać z takimi uśmiechniętymi, spełnionymi mamami z reklam, z prasy kobiecej, też prasy plotkarskiej. To jest kolejne źródło frustracji dla młodych matek, a tych źródeł jest naprawdę dość dużo.

Z pani badań wynika też, że bycie mamą jest ryzykowne. Mama ryzykuje każdego dnia. Wiele zależy od niej, od jej decyzji, od tego, co ona postanowi, co ona zdecyduje. Ona.

Tak. Po pierwsze, chcę podkreślić, że ten raport koncentruje się na jednej stronie macierzyństwa, właśnie tej ciemnej stronie - tak się nazywa. Oczywiście nie zaprzeczamy, że istnieje także jasna strona macierzyństwa, ale my w tej chwili się tym nie zajmujemy. Jeśli chodzi o to ryzykowne macierzyństwo, to prawda - głównie kobiety wychowują i opiekują się dziećmi. To cały czas jest świat kobiet - świat matek, babć, opiekunek, niań, pań w przedszkolu, pań w żłobku, potem nauczycielek, najczęściej lekarze to także są kobiety. Oczywiście, widzimy w ostatnich czasach, że ojcowie się włączają, ale to jest taka dość specyficzna pomoc. Natomiast cały czas odpowiedzialność spada na matki. One muszą podejmować szereg najróżniejszych decyzji - o karmieniu dzieci, o sposobie ubierania, o zabawkach, potem o szkole, i tak dalej, i tak dalej... Tak naprawdę to jest codzienne zadawanie sobie pytań i odpowiadanie na nie, no i oczywiście, podejmowanie takich decyzji. A czasami nie do końca mamy pełną wiedzę - tutaj doskonałym przykładem są szczepienia nieobowiązkowe. Matki, jak się okazało w naszych badaniach, naprawdę nie wiedzą, co mają robić. Chodzą od lekarza do lekarza, sprawdzają informacje, które pojawiają się na forach dla rodziców, głównie dla mam. Pytają się znajomych, bo nie wiedzą, czy te dodatkowe szczepienia rzeczywiście warto dawać czy nie. Czują się bardzo zagubione, no i mówią, że ta ostateczna decyzja to decyzja, którą one muszą podjąć. Jest całe mnóstwo tego typu przykładów. W ogóle mówi się o współczesnych czasach, że jesteśmy społeczeństwem ryzyka. To jest taki termin ukuty przez niemieckiego socjologa, Ulricha Becka. Ja myślę, że można by było powiedzieć, że mamy też macierzyństwo ryzyka.

Pani badania zwracają uwagę na taki rodzaj niepokoju, jaki ma szczególnie młoda mama. Pamiętam taki podręcznik dla mam "Jak zrozumieć swoje dziecko" i pierwsze zdanie tego podręcznika brzmiało: "każde dziecko jest inne". Ten niepokój narasta, ponieważ ona ma świadomość, że ta nieprzewidywalność dziecka powoduje, że ona musi o wszystkim zadecydować sama.

I można jeszcze dorzucić: każde dziecko jest inne, ale jest jeszcze całe mnóstwo osób w otoczeniu matki i każdy mówi zupełnie co innego o tym, jak ona powinna z dzieckiem postępować. rzeczywiście widać, że szczególnie pierwszy miesiąc, pierwsze dwa miesiące z dzieckiem, to jest panika - mówiły nam badane matki - masakra. To jest taka walka, to jest tak naprawdę próba porozumienia z kosmitą, jakby taką obcą formą życia. Oczywiście z czasem kobiety nabierają pewnych rutyn, pewności, doświadczenia. Przy drugim dziecku to już w ogóle jakby tych problemów nie ma, natomiast rzeczywiście ten początek jest bardzo trudny. Nawet kobiety , które starają się przygotować do macierzyństwa, czyli na przykład chodzą na szkołę rodzenia, rozmawiają z koleżankami, które mają dzieci, czytają prasę dla rodziców to tak naprawdę nie da się. Jakby się nie starały, to się nie da przygotować do bycia mamą i do tego właśnie pierwszego, krótkiego etapu.

Porównywała też pani sytuację mam pracujących i niepracujących. Jak to wypadło?

To jest bardzo ciekawy wniosek. Okazało się, że kobiety, które wróciły do pracy, łączą macierzyństwo z pracą zawodową. Oczywiście są bardzo zmęczone, narzekają na to zmęczenie, natomiast one jakby lepiej czuły się w swoim macierzyństwie. Psychicznie było im łatwiej, ponieważ czuły się dumne, że łączą te dwie sfery, czuły się dumne, że mają jakiś świat poza właśnie zajmowaniem się dzieckiem, poza zajmowaniem się domem. Mówiły o sobie, bo stworzyliśmy takie portrety matki pracującej i matki niepracującej - okazało się, że w tym portrecie matki pracującej mamy takie cechy jak zaradność, zorganizowanie, dbanie o siebie. Oczywiście było również zmęczenie, ale w każdym razie było tam dość dużo pozytywnych cech. W przypadku matki niepracującej pojawiły się dwie cechy najważniejsze, pierwsza to było to, że ona się zajmuje dzieckiem i ma dużo czasu dla dziecka, a druga - że jest kurą domową. Czyli widzimy, że jakby te kobiety zostały opisane głównie przez to co one robią, przez czynności, które wykonują. A nie było tam żadnych emocjonalnych określeń. Gdzieś pojawiało się ewentualnie, że są nudne, znudzone, zmęczone, itp. Tak że wydaje mi się, że rzeczywiście jakby musimy sobie wreszcie, znaczy my - osoby, które kreują politykę rodzinną, politykę społeczną - powinny sobie jednak zdać sprawę z tego, że kobiety w Polsce, nie tylko w Polsce, chcą pracować i chcą łączyć macierzyństwo z pracą. Dlatego powinno zrobić wszystko, żeby właśnie te dwie sfery można było połączyć. Natomiast na razie to nieszczególnie dobrze idzie.

Na zakończenie chciałam zapytać panią o to, co najbardziej panią w wynikach tych przeprowadzonych badań zaskoczyło, zaintrygowało, może zaniepokoiło?

Ja myślę, była taka jedna rzecz, która rzeczywiście była dla mnie taka dość szokująca. A mianowicie obawy matek, takich bardzo młodych matek, które mają dzieci od urodzenia do pół roku, czasami do roku. One się bały o to, czy te dzieci przeżyją. Tak opowiadały o tym, było mnóstwo takich przykładów - wstawały w nocy, sprawdzały czy one jeszcze oddychają, niektóre mówiły o tym, że przykładały lusterko, żeby zobaczyć czy dziecko oddycha. Inna matka opowiadała, że jej dziecko chrapało, w związku z tym ona cały czas się obawiała czy to dziecko się nie udusi. Rzeczywiście dla mnie to było naprawdę bardzo zaskakujące, że to był taki bardzo podstawowy lęk. Potem oczywiście dochodziły inne lęki. Na przykład taki bardzo silny jednak, porównywanie swojego dziecka i rozwoju swojego dziecka z innymi. Widać było, że to jest trudna sytuacja dla matek, bo one nie chciałyby porównywać, ale nie potrafią się z tego wyzwolić. Oczywiście też wpędza się w kolejne frustracje, no bo jeżeli na przykład moja Zosia, Marysia troszeczkę później zaczyna siadać, mówić i chodzić to już widać, ze to może być dla mnie dużym problemem. Rzeczywiście takie lęki, o których mówiły kobiety, były dla mnie dość zaskakujące.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta