"Bliźniak" i "trałowanie", czyli nieuczciwe łowy komorników [PRASA]

Środa, 27 lutego 2013 (22:45)
Aktualizacja: Środa, 27 lutego 2013 (23:57)

W czwartkowych wydaniach dzienników pojawia się oczywiście Benedykt XVI, który spędza już ostatnie godziny na Stolicy Piotrowej. Warto zwrócić jednak uwagę także na inne tematy. Najciekawsze z nich prezentujemy już teraz

Nie będzie zdjęć z procesu Katarzyny W.

"W poniedziałek w Sądzie Okręgowym w Katowicach odbędzie się kolejna rozprawa w procesie Katarzyny W.  z Sosnowca, oskarżonej o zabójstwo półrocznej córeczki Madzi. Jednak 4 marca na sali sądowej nie będzie juz fotoreporterów" - donosi "Fakt". O tym, że na salę wejdą wyłącznie dziennikarze z dyktafonami i przyborami do pisania zdecydował wiceprezes sądu Zbigniew Radwan. Według "Faktu" jego decyzja związana jest z tym, że najbliższa rozprawa w procesie Katarzyny W. nie odbędzie się już w dużej sali przeznaczonej na procesy gangsterów, ale w dużo mniejszym pomieszczeniu.

Nie masz długów? Komornik i tak może zająć Twoje konto

W obszernym materiale okładkowym "Gazeta Wyborcza" pisze o powtarzających się wśród komorników przypadkach nieuczciwości. "Czytelnicy "Gazety" twierdzą, że kiedy prawdziwy dłużnik jest niewypłacalny lub nie da się go znaleźć, niektórzy komornicy "trałują", czyli zarzucają sieć na osoby o identycznym imieniu i nazwisku" - informuje. Podkreśla, że wyjaśnianie takich spraw często ciągnie się latami. Przytacza też tłumaczenia komorników, którzy twierdzą, że zajęcie majątku niewłaściwej osoby to wypadek przy pracy, który czasami się zdarza i wynika przede wszystkim z niedostatecznego dostępu do danych osobowych dłużników. Ten ostatni argument okazuje się być nieprawdziwy.  "W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych dowiedziałam się, że na mocy art. 44h ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych prawo do uzyskania danych ze zbioru PESEL przysługuje także komornikom. Mogą to robić, przesyłając pisemne zapytania albo (od 2010 r.) za pomocą urządzeń do teletransmisji danych" - tłumaczy autorka tekstu.

SKW - biznes rodzinny

"Służba Kontrwywiadu Wojskowego to dobre miejsce dla rodzin" - pisze "Gazeta Polska Codziennie". "Przynajmniej kilkudziesięciu żołnierzy i funkcjonariuszy służby liczącej ok. 1100 osób jest ze sobą spokrewnionych. Z oficjalnych informacji wynika, że SKW zatrudnia 31 małżeństw" - podkreśla. Pytany o sprawę Jacek Cichocki bagatelizuje problem. Przekonuje, że między zatrudnionymi członkami rodzin nie występują zależności służbowe, a nad prawidłowym przebiegiem rekrutacji do służby czuwa Biuro Pełnomocnika Ochrony i Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Maciej Nycz