Sąd Rejonowy w Sandomierzu w Świętokrzyskiem aresztował na trzy miesiące 60-latka, który miał prowadzić samochód po pijanemu, nie zatrzymać się do kontroli drogowej, a podczas ucieczki przed policją doprowadzić do zderzenia z radiowozem i drugim pojazdem. W trakcie tego "rajdu" ranne zostały dwie osoby.

Zdjęcie ilustracyjne /Piotr Bułakowski /RMF FM

Jak poinformowała w komunikacie Prokuratura Okręgowa w Kielcach, Mirosław D. usłyszał trzy zarzuty: pierwszy - związany ze sprowadzeniem bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, kierowaniem samochodem w stanie nietrzeźwości i niezatrzymaniem się do kontroli, drugi - związany z wywieraniem przemocą, przez uderzenie w ścigający go radiowóz, wpływu na czynności funkcjonariuszy i spowodowania obrażeń ciała u funkcjonariuszki, trzeci - dotyczący znieważania mundurowych słowami powszechnie uznanymi za obelżywe.

Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Z uwagi na okoliczności sprawy prokurator wystąpił do Sądu Rejonowego w Sandomierzu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Sąd uwzględnił wniosek - podano w komunikacie.

Do zdarzenia doszło wieczorem 6 września w Łoniowie (pow. sandomierski). Do kontroli drogowej nie zatrzymał się kierowca volkswagena. W czasie ucieczki nie stosował się do obowiązujących przepisów ruchu drogowego - w tym przekraczał dozwoloną prędkość, ignorował oznakowanie drogi, zmuszał innych uczestników ruchu do niebezpiecznych manewrów czy wreszcie próbował zepchnąć z drogi ścigający go radiowóz, zderzając się z nim. Znajdująca się z radiowozie funkcjonariuszka została ranna - opisuje prokuratura.

Podczas ucieczki po około 10 km w miejscowości Osiek (pow. staszowski) volkswagen zderzył się czołowo z samochodem marki renault - kierowca tego drugiego auta doznał niegroźnych obrażeń. Policjanci zatrzymali kierującego volkswagenem 60-latka z powiatu staszowskiego, który - według policji - miał ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu.

Po zatrzymaniu Mirosław D. z uwagi na zły stan zdrowia został przewieziony do szpitala - dopiero po tygodniu od zdarzenia było możliwe postawienie mu zarzutów. Podejrzanemu grozi do 12 lat więzienia.

(ł)