Areszt dla matki niemowlęcia, którego ciało znaleziono w wózku

Wtorek, 13 września 2016 (14:27)

Jest trzymiesięczny areszt dla 21-latki z Kamiennej Góry podejrzanej o narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia oraz nieumyślne spowodowanie śmierci. Ciało 7-miesięcznego chłopca policjanci znaleźli w sobotę w mieszkaniu kobiety. Nie żył od kilku dni.

Zarzuty ma usłyszeć także ojciec niemowlaka. Mężczyzna trafił do aresztu za posiadanie narkotyków.

Policjanci znaleźli ciało chłopca podczas przeszukania mieszkania jego rodziców i dziadka. Wcześniej funkcjonariusze zatrzymali dziadka dziecka - 57-letniego Wiesława W. - z dużą ilością amfetaminy. Podejrzewali, że w jego domu znajdą kolejne ilości narkotyku.

Policjanci w wózku odkryli martwego noworodka. Prokurator postawił matce zarzut narażenia zdrowia i życia dziecka, czyli przestępstwo z art. 160 kk paragraf 2. Grozi za to do 5 lat więzienia - mówi rzeczniczka jeleniogórskiej prokuratury okręgowej Violetta Niziołek.

Wstępne wyniki sekcji zwłok wykonanej w poniedziałek wskazują, iż przyczyną śmierci dziecka było prawdopodobnie zapalenie opon mózgowych. Matka wyjaśniała policjantom, że nie poszła z dzieckiem do lekarza, gdyż nie była ubezpieczona. Mówiła, że dziecko wymiotowało, miało gorączkę. Dokładne wyniki sekcji w tym badania histopatologiczne będą znane za kilka tygodni. Dziecko było zaniedbane - dodała rzeczniczka.

Niziołek poinformowała, że policjanci podczas rutynowej kontroli na ulicy przy Wiesławie W. znaleźli znaczne ilości, bo 387 gramów amfetaminy i 53 gramy metaamfetaminy. Dlatego zdecydowali się przeszukać mieszkanie. Narkotyki posiadał również 24-letni ojciec dziecka Robert W., którego zatrzymano w mieszkaniu.

Obu mężczyznom postawiono zarzuty związane z przestępstwami narkotykowymi i sąd zdecydował już o ich tymczasowym aresztowaniu - dodała rzeczniczka prokuratury.

Drugie starsze 2,5-letnie dziecko Agaty W. trafiło do rodziny zastępczej.

Dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kamiennej Górze Beata Wrzesińska mówi, że ta rodzina nie korzystała ze świadczeń ośrodka. Nie mieliśmy żadnych informacji na jej temat. Nie korzystała z naszej pomocy. Podobno wynajmowała mieszkania i zmieniała miejsca pobytu - poinformowała.

Jak mówi ekspertka Porozumienia Zielonogórskiego, lekarz rodzinny dr Joanna Zabielska, w systemie opieki nad noworodkami istnieje luka, która "może doprowadzać do znikania dzieci". Szpital po porodzie musi mieć tylko pisemne potwierdzenie, że powiadomił o narodzinach przychodnię lub położną w rejonie. W rożnych regionach kraju wybierany jest jeden lub drugi wariant np. w Wielkopolsce informowane są położne, które po dwóch miesiącach mają obowiązek przekazać dziecko pod opiekę pielęgniarki opieki podstawowej - wyjaśniła lekarka.

Jej zdaniem, szczególnie przy braku współpracy ze strony rodziców, może się okazać, że "dziecko zniknie z systemu opieki". Sugerowaliśmy zmiany jako lekarze rodzinni i Ministerstwo Zdrowia zaproponowało rozwiązanie m.in. mające doprowadzić do pracy zespołowej lekarza oraz pielęgniarek i położnych, bo to pozwoliłoby uniknąć np. sytuacji, gdy lekarz dopiero po kilku miesiącach dowiaduje się, że ma w swoim rejonie noworodka - powiedziała dr Zabielska.

W jej ocenie dzieci znikają z systemu nie tylko z powodu "patologii wśród rodziców". Wiele osób korzysta wyłącznie z prywatnej opieki medycznej. Są też rodzice, którzy np. nie chcą szczepić dzieci i dlatego unikają kontaktu z położną czy lekarzem rodzinnym w przychodni - dodała lekarka.

(mpw)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF FM/PAP