ANALIZA: Jak zaatakuje Ameryka

Sobota, 15 września 2001 (13:20)

Uderzenie w terrorystów nie będzie jednorazową akcją, lecz prawdziwą wojną, która może potrwać wiele miesięcy – twierdzą specjaliści. Na razie wszyscy mówią o odwetowym ataku USA na Afganistan, gdzie prawdopodobnie ukrywa się saudyjski terrorysta Osama Bin Laden, obarczany odpowiedzialnością za wtorkowe zamachy na Amerykę

Naloty na Afganistan wydają się być nieuchronne, nie wiadomo jednak kiedy nastąpią. Eksperci spekulują, że być może już pod koniec weekendu. Według nich Amerykanie nie chcą działać pochopnie i chcą dobrze przygotować się do prawdziwej wojny. Na całym świecie od kilku dni obserwuje się przegrupowania wojsk i wzmożoną aktywność floty oraz lotnictwa. W niedzielę wieczorem do amerykańskich baz na Oceanie Indyjskim, gdzie stacjonują bombowce strategiczne B-52 i do bazy w południowej Hiszpanii mają dotrzeć tankowce z paliwem. W samych Stanach Zjednoczonych do służby powołano już rezerwistów - to oznacza, że regularne siły zbrojne mogą być przerzucane poza granice kraju. 82. dywizja powietrzno-desantowa w Północnej Karolinie i słynna, elitarna 101. dywizja powietrzna-desantowa w Kentucky zostały postawione w stan pełnej gotowości. Obie jednostki w każdej chwili gotowe są wylecieć na Bliski Wschód, w którego rejonie znajdują się już dwa lotniskowce. W bazach na Bliskim Wschodzie Amerykanie mają łącznie ponad 30 000 żołnierzy i ponad 300 samolotów bojowych.

W co uderzyć i jak uderzyć? Coraz więcej wskazuje na to, iż atak nie ograniczy się wyłącznie do bombardowań baz szkoleniowych saudyjskiego terrorysty Osamy bin Ladena. Atak zostanie skierowany również przeciwko Talibom, którzy dali bin Ladenowi schronienie w Afganistanie i konsekwentnie odmawiają jego wydania. W pierwszym przypadku – atak na bazy szkoleniowe Bin Ladena - problem jest mniejszy. Zachodni wywiad wie gdzie znajdują się nie tylko obozy szkoleniowe, ale również rozmaite kryjówki islamistów. Pytanie tylko, w której z nich może się znajdować sam bin Laden.

W przypadku ataku na cele Talibów problem jest znacznie poważniejszy. Większość obiektów rządowych położonych jest bardzo blisko budynków cywilnych - na przykład ministerstwo kultury przylega do największego targowiska w Kabulu, ministerstwo spraw wewnętrznych jest w samym centrum dzielnicy handlowej. Celami stosunkowo oddalonymi od obiektów cywilnych są były pałac prezydencki, gdzie co tydzień zbiera się rząd Talibów, ministerstwo spraw zagranicznych i lotnisko w Kabulu.

Zachodni eksperci uważają, że starając się uniknąć ofiar wśród cywilów, Stany Zjednoczone mogą wybrać jeszcze jedno rozwiązanie - zdecydowanie wesprzeć siły afgańskiej opozycji od lat walczącej z reżimem Talibów. Nawet po śmierci przywódcy opozycji Ahmeda Szaha Massuda, jego ruch Jamiat-i-Islami jest wciąż najsilniejszą opozycją wobec Talibów. I mało prawdopodobne jest by jej oddziały oddały w ręce Talibów dolinę Panczsziru, dolinę której w czasie Wojny Afgańskiej, mimo dziewięciokrotnego szturmu, nie udało się zdobyć nawet Rosjanom. Jednoczesne bombardowanie pozycji Talibów i wspieranie sił opozycji - mogą zdaniem ekspertów - dać Amerykanom czas niezbędny do wytropienia kryjówki bin Ladena. Wtedy do akcji mogłyby wejść siły specjalne - pojmać saudyjskiego terrorystę i jego najbliższych współpracowników i przewieźć ich do Stanów Zjednoczonych gdzie stanęliby przed sądem.

Rezerwiści przysięgają

Pierwsze grupy rezerwistów obrony terytorialnej Stanów Zjednoczonych zjawiły się już w koszarach. Decyzją prezydenta George'a W. Busha powołano do służby 50 tysięcy osób. "Uroczyście przysięgam, że będę wspierał i bronił konstytucji Stanów Zjednoczonych przeciwko wszystkim wrogom, zarówno w kraju jak i za granicą" - przysiegali zmobilizowani żołnierze. Departament Obrony wyjaśnia, że zostaną oni użyci tylko na terenie Stanów Zjednoczonych. Wśród nich największą grupę stanowią piloci, załogi samolotów i mechanicy lotniczy. Powołano też żandarmów, personel medyczny i kontrolerów lotu. Mają oni wypełniać zadania związane z alarmem antyterrorystycznym w całym kraju, będą np. ochraniać wszystkie korytarze powietrzne nad terytorium USA.

foto RMF

14:00

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

-