Laptop Aleksandra Szczygły - jak powiedział w Kontrwywiadzie RMF FM Witold Waszczykowski, powinien być w jego warszawskim mieszkaniu na Ursynowie. Ale zniknął. Pojawiły się doniesienie, że mieszkanie zostało przeszukane przez funkcjonariuszy ABW. Agencja jednak zaprzecza i podkreśla, że laptopa Aleksandra Szczygły nie ma.

Wszyscy szukają dla siebie alibi. Instytucje prześcigają się w oświadczeniach, ile zrobiły. Ale prezydent nie żyje - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Witold Waszczykowski. Gdybym był szefem MON, miałbym więcej honoru, minister powinien oddać się do dyspozycji premiera. Zaginął laptop Aleksandra... czytaj więcej

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w komunikacie przesłanym reporterowi RMF FM Mariuszowi Piekarskiemu zastrzega, że jedynie zabezpieczała próbki DNA od rodzin ofiar. W tym celu w dzień po katastrofie funkcjonariusze pojawili się w domu siostry ministra Szczygły koło Olsztyna. Pojawia się jednak pytanie: po co, skoro - jak podano w komunikacie - próbki DNA pobrano od bliskich Aleksandra Szczygły przed wylotem do Moskwy w warszawskim hotelu.

Minister Witold Waszczykowski przyznaje, że dzień przed feralnym lotem Szczygło był u rodziny na Mazurach, jednak - jak zaznaczył - nie zabrał ze sobą laptopa. Miał zostać w warszawskim mieszkaniu na Ursynowie. A tam - jak kategorycznie twierdzi ABW - funkcjonariusze nie wchodzili.

W poszukiwanym laptopie Aleksandra Szczygły nie było żadnych tajnych materiałów. Były za to ważne dokumenty z punktu widzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego, m.in. przygotowywane nowe raporty o Marynarce Wojennej, o zwrocie Ukrainy w stronę Moskwy oraz analiza rozgrywania sprawy katyńskiej w mediach i w polityce. Wnioski z tych raportów miały trafić tylko do kilku osób - do prezydenta i jego najbliższych współpracowników.