75 lat od Krwawej Niedzieli. Polacy ginęli od kul, siekier, wideł, nierzadko w kościołach

Środa, 11 lipca 2018 (06:30)
Aktualizacja: Środa, 11 lipca 2018 (12:42)

11 lipca 1943 działacze i zwolennicy Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów dokonali ataku na blisko setkę polskich miejscowości, brutalnie mordując swoich sąsiadów. To był kulminacyjny dzień Rzezi Wołyńskiej, który przeszedł do historii jako Krwawa Niedziela na Wołyniu. Na zachodniej Ukrainie był nasz wysłannik Krzysztof Berenda, który oprowadził słuchaczy RMF FM i internautów portalu RMF24 po pustych polach, na których kiedyś stały polskie wsie i osady, a dziś pod tymi polami znajdują się masowe groby. Wiele z nich prawdopodobnie do dziś nie odkrytych.

75. rocznica Krwawej Niedzieli. Tylko tego dnia na Wołyniu mogło zginąć ok. 8 tysięcy Polaków /RMF FM

W 78. rocznicę Krwawej Niedzieli przypominam reportaż naszego dziennikarza, Krzystofa Berendy.

Reporter RMF FM wyjechał na zachód Ukrainy, żeby oprowadzić słuchaczy RMF FM i internautów portalu RMF24 po pustych polach, na których kiedyś stały polskie wsie i osady, a dziś pod tymi polami znajdują się masowe groby.

W ocenie badaczy, tylko w Krwawą Niedzielę 11 lipca 1943 roku mogło zginąć ok. 8 tysięcy Polaków - głównie kobiet, dzieci i starców. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi, nierzadko w kościołach podczas mszy św. i nabożeństw.

>>> Krzesimir Dębski o Wołyniu: Ukraińcy żyją w rozkroku, wypierają się, a to trzeba przetrawić

Dziś, w 75. rocznicę tych wydarzeń, odwiedzamy Ostrówki, Poryck, Kisielin, Janową Dolinę. Pokażemy, co w tych miejscach działo się 75 lat temu i jakie są problemy z upamiętnieniem tych wydarzeń dzisiaj. To nie jest łatwy temat - zwłaszcza dla Ukraińców, bo organizatorzy tych wydarzeń są dziś symbolami oporu wobec Rosjan, którzy od kilku lat okupują ukraiński Krym i Donieck.

Atak na kościół w Kisielinie

Kościół karmelicki w Kisielinie to budynek bardzo stary, powstały już w 1722 roku. Dzisiaj jest to jednak często historia brutalnego ataku z 11 lipca 1943 roku. Ataku, o którym nie wspomina tablica stojąca przy budynku.

Rzeź w kościele w Kisielinie /RMF FM

Była to niedziela. Ludzie - Polacy - szli wówczas do kościoła. Wiedzieli co się dzieje w innych miejscowościach. Widzieli dozbrajających się członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i banderowców. Mimo tego przyszli.

>>> Motyka: Rzezi Wołyńskiej dokonały oddziały UPA. Chodziło tylko o wrażenie, że to chłopski zryw

Kiedy msza się skończyła, wyszli na zewnątrz. Zobaczyli kordon - banderowcy otoczyli kościół. Ukraińcy próbowali zaatakować ludzi zgromadzonych w kościele. Co robili Polacy? Niektórzy próbowali się ukryć pod dachem świątyni - rzucali kamieniami, by odeprzeć atak. Inni uciekli na plebanię, gdzie doszło do brutalnych walk, siekiera na siekierę.

Podczas walk z obrońców zginęły cztery osoby, kilka było rannych, w tym proboszcz parafii ks. Witold Kowalski. Tych, którzy się wcześniej poddali - a było to ok. 80 osób - rozstrzelano i dobito bagnetami.

Dzisiaj kościół wciąż stoi, jest często odwiedzany przez polskich polityków, przez prezydentów, którzy składają kwiaty. To miejsce nie zostało jednak w jakiś szczególny sposób zadbane, odrestaurowane. Obok kościoła leży mogiła, którą zajmują się lekarze polskiego pochodzenia na Wołyniu.

300 ofiar w 30 minut

Poryck (dziś Pawliwka) to miejscowość, w której mieszkało wielu Polaków. Z tego powodu stała się ona celem zbrodniarzy z OUN i UPA. W lipcu 1943 roku dokonano tu brutalnego mordu - bandy wdarły się do kościoła i zaatakowały zgromadzonych. Po wszystkim świątynia została splądrowana i zniszczona. Sami ukraiński nacjonaliści w swoich raportach twierdzą, że zabili 300 osób, a rzeź trwała 30 minut. Historycy z kolei twierdzą, że liczba zamordowanych jest nie mniejsza niż 222 osoby.

Brutalna zbrodnia w Porycku /RMF FM

Obecnie w Porycku stoi pomnik upamiętniający tę zbrodnię. Jest to jeden z nielicznych monumentów na Ukrainie, przypominający o rzezi wołyńskiej. Wcześniej stał tam inny pomnik, postawiony przez władze radzieckie. Napis, który tam wówczas umieszczono był kontrowersyjny, zwłaszcza dla Polaków. Brzmiał: "Radzieckim obywatelom narodowości polskiej zabitych przez ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów". Pomnik zmieniono 15 lat temu, a nowy monument odsłonili prezydenci Polski i Ukrainy. Teraz napis głosi: "Zabitym Polakom i Ukraińcom. Pomnik odsłonili prezydenci Polski i Ukrainy".

Ostrówki: Ukraińcy byli mili, dawali dzieciom cukierki. Potem wszystkich zamordowali

Ofiar było pół tysiąca, a średnia wieku bestialsko zamordowanych Polaków wynosiła raptem 7 lat - tak historycy opisują zbrodnię w Ostrówkach na terenie dzisiejszej Ukrainy.

75 lat temu Ostrówki to była duża polska miejscowość. Jak wszędzie, mieszkańcy słyszeli, że Ukraińcy się zbroją, dochodziły plotki, że święcą broń i narzędzia. Myśleli jednak, że chodzi o walkę z Niemcami, którzy stacjonowali w okolicy. 

Polacy wystawili na noc wartowników uzbrojonych w kosy i widły. Kobiety oraz dzieci odesłano na pobliską stację kolejową. Wówczas nic się nie stało i wszyscy się uspokoili. Oddziały UPA przyszły jednak w dzień.

Ostrówki: Ukraińcy byli mili, dawali dzieciom cukierki. Potem wszystkich zamordowali /RMF FM

Polaków zaprowadzono na plac centralny Ostrówek. Podano informację, że coś ważnego usłyszą. Kto tam nie chciał pójść, został siłą zaciągany. Ukraińcy byli przyjaźni. Opatrywano rannych, dzieciom dawano cukierki. Ludność podzielono na kilka grup - mężczyźni osobno, kobiety i dzieci osobno. Po kolei wszyscy byli mordowani.

Dziś po dużej miejscowości nie ma prawie śladów. Jest tylko pole rzepaku i drewniany, bezimienny krzyż, kapliczka i figura Matki Boskiej z odkruszoną głową. Jest tam też mała biało-czerwona wstążeczka i kilka wypalonych zniczy.

By dojść do tego miejsca trzeba przedzierać się przez ogromne pole złocistego rzepaku. Żadna droga do niego nie prowadzi. 

Brutalne masakry

16 lipca 1943 roku oddziały UPA we wsi i w majątku Pułhany (pow. Horochów) zamordowały około 120 Polaków, a w Kupowalcach (pow. Horochów) około 150.

Zbrodnie na Polakach dokonywane były niejednokrotnie z niebywałym okrucieństwem, palono żywcem, wrzucano do studni, używano siekier i wideł, wymyślnie torturowano ofiary przed śmiercią a także gwałcono kobiety.

Ogółem zbrodni na Polakach dokonano w 1865 miejscach na Wołyniu. Największych masakr dokonano w Woli Ostrowieckiej, gdzie zamordowanych zostało 628 Polaków, w kolonii Gaj - 600, w Ostrówkach - 521, Kołodnie - 516.

Pomoc od największego wroga

Ołyka: Tu banderowcy zabili 90 osób /RMF FM

Dla ratowania życia czasem trzeba prosić o pomoc największego wroga. Tak w 1943 roku stało się w Ołyce na Wołyniu. Mieszkający tam Polacy uciekli przed karabinami banderowców do kompanii hitlerowców.

Latem 1943 roku Polacy wiedzieli już, że w okolicznych wsiach banderowcy bestialsko mordowali Polaków. Grupa uchodźców poszła więc na znajdujący się tam Zamek Radziwiłłów. Na zamku stacjonowała kompania niemiecka. I razem Polacy z hitlerowcami bronili się przed atakiem UPA. Nam dziś żyjącym może to być ciężko zrozumieć, ale wtedy sytuacja była jasna. Przed pewną śmiercią ludzie uciekali do innych morderców.

Mimo to banderowcy zabili ponad 90 osób. Dziś to miejsce jest absolutną ruiną. Dzisiaj mieści się tam szpital psychiatryczny. Wciąż działający, choć w fatalnym stanie.

Tutejsze tablice informacyjne nie wspominają o mordowaniu Polaków. 

Byliśmy bezbronni

Bazaltowe: Tu Polacy byli bezbronni. Zostali zaatakowani w nocy /RMF FM

Miejscowość Bazaltowe, kiedyś Janowa Dolina.

Tu był kopalnia bazaltu, przy której mieszkało ponad 2,5 tysiąca ludzi. Był tu niemiecki garnizon. Hitlerowcy nie pozwolili Polakom organizować sił samoobrony ani własnej policji. Byliśmy więc bezbronni.

Ukraińskie oddziały UPA zaatakowały w nocy. Bezprawnie oskarżały Polaków o kolaborację z Niemcami - tak też opisują to w niektórych książkach. To miała być bitwa wyzwoleńcza. Ukraińcy tak to widzą do dziś.

W centrum wsi Bazaltowe stoi pomnik i tablica upamiętniająca bohaterską akcję bojową z tych dni.

O ofiarach nie ma tu ani słowa. Sprawcy rzezi mają natomiast zadbany pomnik.

Łucki biskup: Przed nami wciąż dużo pracy, żeby zamknąć sprawę rzezi

Polacy i Ukraińcy nie zakończyli jeszcze swojej misji wołyńskiej. Przed nami wciąż dużo pracy, żeby zamknąć sprawę rzezi - tak w rozmowie z RMF FM mówi ksiądz biskup Witalij Skomarowski, ordynariusz diecezji w Łucku, stolicy Wołynia.

To że mieliśmy taką tragedią, takie zło, to stwarza nam wielką szansę na jeszcze mocniejsze pojednanie między narodami. Mamy taką trudną historię i dlatego jako chrześcijanie, bo przecież jesteśmy narodami chrześcijańskimi, możemy pokazać całemu światu, jak chrześcijanie mają przebaczać i prosić o przebaczenie - mówił.

Skomarowski stwierdził także, że przede wszystkim musimy dokończyć misję poszukiwania wszystkich ofiar, bo wciąż niektóre na nas czekają.

Łucki biskup: Nie zakończyliśmy jeszcze swojej misji wołyńskiej /RMF FM

Jeżeli popatrzyć na to, ile tych upamiętnień jest na wojnie, to ich jest dużo, ale jeszcze zostały miejsca, które na pewno trzeba odszukać i postawić jakiś znak, znaleźć ludzi pochowanych i pogrzebać po chrześcijańsku już - stwierdza biskup.

Kolejna kwestia to pojednanie. Także to polityczne. Jeżeli my będziemy mieć wolę pojednania, to politycy, zwłaszcza przed wyborami, będą skłonni do tego pojednania - zaznaczył biskup Skomarowski. 

Zbrodnia Wołyńska była antypolską czystką etniczną, przeprowadzoną przez nacjonalistów ukraińskich, mającą charakter ludobójstwa.

Zbrodni dokonano w latach 1943–1945. Jej sprawcy - Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich frakcja Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) we własnych dokumentach planową eksterminację ludności polskiej określali mianem "akcji antypolskiej".

Według szacunków polskich historyków ukraińscy nacjonaliści zamordowali w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ok. 100 tys. Polaków. 40-60 tys. zginęło na Wołyniu, 20-40 tys. w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tys. na terenie dzisiejszej Polski. Kulminacja tych wydarzeń, określanych mianem zbrodni wołyńskiej, nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały ok. 150 polskich miejscowości.

Jak podaje IPN, na skutek polskich akcji odwetowych do wiosny 1945 roku zginęło prawdopodobnie 10–12 tys. Ukraińców. "Niektóre z polskich akcji odwetowych były zbrodniami wojennymi. Jednak zdaniem polskich historyków nie można stawiać znaku równości między nimi a zorganizowaną, antypolską akcją OUN-UPA" - czytamy na stronie zbrodniawolynska.pl redagowanej przez Instytut Pamięci Narodowej.

Między Warszawą i Kijowem od wiosny 2017 r. trwa spór wokół zakazu poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy, wprowadzonego przez ukraiński IPN. Zakaz został wydany po zdemontowaniu nielegalnego pomnika UPA w Hruszowicach, do którego doszło w kwietniu 2017 r.

10 marca 1944 roku oddziały Armii Krajowej uderzyły na tę wieś na Lubelszczyźnie, paląc tę zasiedloną głównie przez Ukraińców miejscowość i zabijając jej mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. Według różnych szacunków w Sahryniu zginęło wówczas od 200 do 800 osób.

Antyukraińska ofensywa AK i BCh w powiatach Hrubieszów i Tomaszów Lubelski w 1944 roku wyprzedziła o kilka dni przewidywane uderzenie UPA. Lubelszczyzna to jedyny region objęty konfliktem polsko-ukraińskim, gdzie po obu stronach padła podobna liczba ofiar. W innych regionach - szczególnie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej - jak oceniają historycy, Polaków zginęło nieporównywalnie więcej.

(j., az, ł)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Krzysztof Berenda