Prokuratura Okręgowa w Warszawie informowała pod koniec lipca, że prowadzi czynności sprawdzające w związku z opublikowaniem w internecie przez portal Goniec nagrania z przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego w sprawie tzw. dwóch wież.
Jedyną osobą, która wystąpiła o dostęp do całości akt sprawy, był jeden z pełnomocników pokrzywdzonego, uprzednio pouczony o treści art. 241 § kk. Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności, karze pozbawienia wolności do lat 2 - wyjaśnił na portalu X rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba.
Komunikat prokuratury ostro komentował Roman Giertych - poseł Koalicji Obywatelskiej i jeden z pełnomocników Geralda Birgfellnera, który był pokrzywdzonym w tej sprawie.
Jednocześnie z informacją o wszczęciu postępowania sprawdzającego sugerujecie Państwo sprawcę. Tymczasem jest oczywiste, że do nagrania przede wszystkim dostęp miała prokuratura, a to że w obecnej prokuratury cieknie wszystko to widzimy każdego dnia. Również dzisiaj w innych sprawach. Po drugie wzrusza mnie troska o zabezpieczenie postępowania (któremu służy wspomniany przepis) w sytuacji w której nie chcecie go prowadzić - pisał były lider Ligi Polskich Rodzin.
Dziś o sprawę nagrania i ewentualną odpowiedzialność Giertycha pytany był lider KO Donald Tusk. Jak tłumaczył, nie odniósł wrażenia, że prokuratura przesądziła o tym, że za wyciek filmu odpowiada właśnie jego partyjny kolega.
Zapytam wprost prokuratora generalnego, czy takie jest przekonanie prokuratury. Jeśli tak, oczekuję natychmiastowego wszczęcia dochodzenia w tej sprawie - zapowiedział Tusk.
Proszę mi wierzyć, Roman Giertych - człowiek zasłużony w niektórych sprawach, a w niektórych kontrowersyjny - nie jest świętą krową. Jeśli złamał prawo, jest out - grzmiał premier.