Tusk: Służby zadziałały szybko i sprawnie
Premier Donald Tusk, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz oraz szef resortu spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński udali się do Lublina, gdzie biorą udział w zespole koordynacyjnym z udziałem przedstawicieli służb. To reakcja na dzisiejszy incydent na Lubelszczyźnie. W nocy doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Prawdopodobnie dokonał tego obiekt wystrzelony przez rosyjską armię. Służby pracują na miejscu odkrycia krateru w miejscowości Tarnawa-Kolonia.
Pierwsze informacje wskazują jednoznacznie, że odpowiednie służby zadziałały bardzo szybko i sprawnie - zapewniał premier Donald Tusk. Nie było bezpośredniego zagrożenia w związku z tym, że rakieta spadła w terenie niezabudowanym - dodał.
Tusk przekazał, że rozmawiał z prezydentem Karolem Nawrockim o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej. Kontakt z głową państwa miał też szef MON.
W takich momentach najważniejsza jest pełna koordynacja, współpraca. Nie ma mowy o jakichkolwiek kłopotach, jeśli chodzi o współpracę wszystkich instytucji państwowych - zapewniał.
Gen. Ireneusz Nowak (Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych - przyp. red.) poinformował mnie, że myśliwce ukraińskie do samej polskiej granicy starały się przechwycić i zatrzymać pociski, które zmierzały w polską stronę. To pokazuje, jak ważna jest współpraca z naszymi sojusznikami - ocenił szef rządu.
„Metry, które nas dzielą od wojny”
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że blisko polskiej przestrzeni powietrznej tej nocy znalazło się ponad 20 obiektów. Bardzo blisko operowały też myśliwce MI-29 Sił Zbrojnych Ukrainy - dodał. Jak ocenił był, to jeden z największych ataków na zachodnią część Ukrainy.
Trwają analizy pirotechniczne, związane z lokalizacją wszystkich elementów obiektu. Największe jest prawdopodobieństwo, że to pocisk CH-101, których kilkadziesiąt wystrzelono dzisiejszej nocy nad terytorium Ukrainy. To najbardziej prawdopodobna hipoteza, która musi zostać potwierdzona - tłumaczył Kosiniak-Kamysz.
Szef MON przekazał, że już w godzinach późnowieczornych uruchomiono „zarówno krajowe, jak i sojusznicze służby związane z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej”. Powiedział, że chodzi m.in. o polskie pary dyżurne F-16, które już od ok. godz. 2 w nocy operowały w okolicy granicy polsko-ukraińskiej oczekując na rozkazy, a w przypadku pojawienia się obiektów polskiej przestrzeni powietrznej były gotowe do ich zestrzelenia.
Do tego uruchomiono samoloty rozpoznawcze, które operowały nad polską przestrzenią powietrzną i samoloty sojusznicze do tankowania w powietrzu, które z Republiki Federalnej Niemiec wystartowały na terytorium Polski – wyliczał Kosiniak-Kamysz.
Szef MON podkreślił, że za granicą Polski trwa pełnoskalowa wojna. Niektórzy chcą o tym zapomnieć, niektórzy nie chcą już tego widzieć - ocenił.
- To są metry, które nas dzielą od tej wojny i ta noc po raz kolejny uświadamia - nie tym, którzy siedzą przy tym stole, nie dowódcom, nie strażakom, nie policjantom - ale nam wszystkim jeszcze raz, że sytuacja jest bardzo poważna. Że sytuacja jest sytuacją, która stwarza zagrożenie, a służby i wojsko są gotowe do podejmowania wszystkich decyzji, żeby zabezpieczyć Rzeczpospolitą i jej obywateli – zapewniał Kosiniak-Kamysz.
Jak podkreślił na portalu X szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, pociski Ch-101 używane są wyłącznie przez lotnictwo strategiczne Rosji.