Funkcjonowała sobie spokojnie przez lata instytucja o nazwie Archiwum Dokumentacji Mechanicznej. W kilku pokoikach jej oddziału dźwiękowo-filmowego przy starych biurkach siedziały sobie trzy osoby, wyposażone w dwa komputery, trzy magnetofony szpulowe, kilka kasetowych i parę przeglądarek taśm filmowych.

REKLAMA

Archiwum - jak to archiwum - na kilometry pachniało niedoinwestowaniem, ale nadrabiało je pozytywnym nastawieniem pracujących tam osób.Jakież było moje zdziwienie, gdy poszukiwawszy przed niedawnymi wojennymi rocznicami telefonu do owego Archiwum w internecie, zostałem przekierowany na piękną, skrzącą się niebieskością i ciekawym projektem graficznym, stronę Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Oryginalne logo, opisy zbiorów, linki do biur obsługi klienta. Oho... - pomyślałem sobie - pełen profesjonalizm, wreszcie ktoś postanowił zainwestować w archiwa. Już wyobraziłem sobie tę multimedalną czytelnię, a nawet dostęp on-line - jeśli nie do zbiorów, to przynajmniej do katalogów nowego, pięknego NAC-u. Z lekkim niepokojem wykręciłem numer nowego Archiwum i zacząłem wypytywać o katalogi, o dostęp do nagrań, o możliwość ich skopiowania. Pani cierpliwie mi wszystko tłumaczyła, choć lekkie zdziwienie w jej głosie zwiastowało, że czekają mnie jeszcze jakieś niespodzianki. Rozmowę zakończyłem pytaniem o nowy adres - i tu kolejne zaskoczenie - okazało się, że mieści się ono dokładnie tam, gdzie owo siermiężne Archiwum Dokumentacji Mechanicznej.

Wsiadłem w samochód, pojechałem na Hankiewicza, w drzwiach Archiwum powitała mnie dziwna znajoma twarz, która poprowadziła mnie po dobrze znanych korytarzach, by dotrzeć przed drzwi opatrzone piękną, nowiutką tabliczką Narodowego Archiwum Cyfrowego. Otworzyłem je, przekroczyłem progi owego sezamu dźwięków i ujrzałem... kilka pokoików, w których przy, o parę lat starszych, biurkach, siedziały sobie trzy osoby, wyposażone w dwa komputery, trzy magnetofony szpulowe, kilka kasetowych i parę przeglądarek taśm filmowych.

Zdziwiłam się, że pan tak wypytuje o zasady naszego działania, przecież pan bywał u nas - powiedziała z uśmiechem ta sama pani, którą znałem sprzed lat. A gdzie- pytam - Narodowe Archiwum Cyfrowe? Zmienili nam tylko nazwę - odparła pani - zaprojektowali logo, zrobili nową stronę, dali wizytówki, papiery firmowe i trochę więcej biurokracji, ale poza tym - wszystko jest po staremu. I było... Pani cierpliwie przeszukiwała katalogi, pan technik nakładał taśmy na szpulę i zapisywał sobie starannie, który fragment mi skopiować...

Przypomniało mi się to dzisiaj, gdy przeczytałem, że rząd planuje obłożyć specjalnym podatkiem nowy sprzęt elektroniczny, tak, by wpływy z niego pokryły koszty działania Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Oczywiście, że cyfryzacja i przenoszenie na płyty naszego dorobku archiwalno-filmowo-dźwiękowego to cel wielce szczytny i że trzeba to robić, ale myślę sobie, że póki rząd nie ma tych potrzebnych mu 150 milionów, to to co ma, warto byłoby wydawać trochę rozsądniej, niż akurat na nowe szyldy instytucji starych i zbiedniałych.