Od kilku miesięcy we Wrocławiu toczy się batalia między radnymi SLD, a obecnymi władzami o przetarg na kontrole biletów w tramwajach i autobusach miejskich. Według SLD miasto na nierozstrzygniętym dotąd przetargu straciło 9 mln zł. Ale czy tak jest rzeczywiście?

REKLAMA

Po wielomiesięcznych kłótniach kontrolę w autobusach i tramwajach prowadzi kilkudziesięciu pracowników zarządu dróg i komunikacji. Radna lewicy Alicja Lewandowska uważa, że brak kontrolerów w tramwajach i autobusach wprost zachęca do niekasowania biletów, bo to leży w naszej naturze: Polak ma taką dziwną naturę, ze jak się go nie kontroluje, jak wie, że można jeździć na gapę, nie trzeba wydawać pieniędzy, to niestety korzysta spora część, ja nie mówię, że wszyscy - mówi Lewandowska.

Krzysztof Kiniorski z zarządu dróg i komunikacji twierdzi, iż radni SLD posuwają się za daleko, wydając taką ocenę uczciwości Polakom: Pasażerowie generalnie są uczciwi nie dlatego, że widzą, czy nie widzą kontrolera, tylko dlatego, że jeżdżą z biletami ze względu na to, że tak po prostu jest porządnie, tak po prostu jest przyzwoicie.

Jego zdaniem powstanie dziury w kasie miejskiej spowodowane było odwołaniem podwyżek cen biletów, którą brano pod uwagę w trakcie planowania budżetu. Poza tym, do korzystania z usług MPK zniechęciły wrocławian latem liczne remonty. Sprawiły one, że trudno było przewidzieć, którędy pojedzie tramwaj.

Jak sprawdzał reporter RMF, większość pasażerów faktycznie kasuje bilety. Wygląda wiec na to, że „aferą kanarową” radni SLD chcieli jedynie zapewnić sobie bilet do magistratu w przyszłych wyborach samorządowych...

20:10