Po dzisiejszym oświadczeniu Koła Senatorów Niezależnych sytuacja jest już klarowna: powołany przez Sejm na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich Piotr Wawrzyk nie zdobędzie w jutrzejszym głosowaniu w Senacie wystarczającego poparcia, żeby objąć urząd. Procedurę powołania nowego RPO trzeba będzie kolejny raz powtórzyć.

REKLAMA

Rzecznik powoływany jest przez Sejm za zgodą Senatu. Przedstawiony przez PiS kandydat, do dziś poseł i wiceminister spraw zagranicznych został wybrany przez Sejm, ale zgodę na objęcie urzędu musi jeszcze wyrazić Senat. Szanse na to, że ją uzyska są jednak nikłe.

Arytmetyka

Popierający kandydata klub PiS liczy 48 senatorów, co nie daje mu większości. Zabiegi, zmierzające do przeciągnięcia na swoją stronę któregoś z senatorów spoza PiS nie powiodły się.

Klub Koalicji Obywatelskiej liczy wprawdzie tylko 42 senatorów, przeciw Piotrowi Wawrzykowi zagłosują jednak także trzej senatorowie klubu Koalicja Polska - PSL, dwoje senatorów Lewicy, senator ruchu Polska 2050 i niezrzeszony były sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski. Łącznie daje to 49 głosów, a kluczowe staje się stanowisko trojga senatorów, tworzących Koło Senatorów Niezależnych.

Dwaj z nich jednak zapowiedzieli właśnie, że zagłosują przeciw powołaniu Piotra Wawrzyka na Rzecznika Praw Obywatelskich. Przesądzili tym, że przy pełnej sali kandydat PiS dostanie najwyżej 49 głosów, a przeciwko niemu zagłosuje 51 senatorów. By wygrać, PiS musiałoby mieć o dwa głosy więcej niż obecnie.

Możliwe wpadki...

O chęć poparcia kandydata PiS posądzana była senator Lidia Staroń, która jednak miała dziś nieoficjalnie zadeklarować, że Piotra Wawrzyka nie poprze i raczej wstrzyma się od głosu. Jej jeden głos jednak także nie mógłby przeważyć szali na korzyść PiS - chyba, że część jego przeciwników nie wzięłaby udziału w głosowaniu, obniżając potrzebną liczbę uczestników.

To mogłoby nastąpić przy głosowaniu zdalnym, np. z powodów technicznych, przez przerwanie połączenia itp., także w sposób przypadkowy. By temu zapobiec, w senackiej większości zarządzono pełną mobilizację i w miarę możliwości rezygnację ze zdalnego i osobisty udział w obradach.

...i niespodzianki

Zgromadzenie niezbędnego poparcia przez klub PiS mogą też dodatkowo skomplikować wydarzenia wewnątrz koalicji. Dwóch z 48 senatorów klubu PiS to związani z Porozumieniem Jarosława Gowina wierni stronnicy jego lidera.

Przeciąganie się tarć, związanych z zamknięciem sprawy "puczu Bielana" może ich skłonić do wstrzymania się ws. Wawrzyka od głosu. To tym bardziej prawdopodobne, że nie byłoby przecież głosowaniem przeciwko niemu, a dla ostatecznego wyniku głosowania byłoby obojętne.

Bez szans na zwycięstwo koledzy z PiS nie będą mogli senatorom Kopciowi i Zającowi zarzucać, że kandydatura Wawrzyka na RPO "poległa" z ich powodu.

Co dalej?

Po odrzuceniu przez Senat kandydatury wiceministra i posła PiS w sprawie obsady urzędu RPO pewne jest tylko jedno: nie może nim już zostać Piotr Wawrzyk. Przepisy mówią bowiem jasno, że w takiej sytuacji trzeba wybrać inną osobę.

W normalnych okolicznościach urząd nadal sprawowałby, jak dziś, Adam Bodnar, którego kadencja skończyła się ponad pięć miesięcy temu, a Sejm i Senat ponownie przeprowadziły procedurę powołania jego następcy.

W okolicznościach, w jakich się znajdujemy opozycja oczekuje jednak, że rządzący unieważnią urzędowanie Bodnara wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, a następnie odstąpią od powoływania nowego rzecznika i ustawą wprowadzą urząd, który miałby go zastąpić.

Byłby to nieujęty w konstytucji rodzaj dublera RPO - urzędu powołanego w zastępstwie organu konstytucyjnego.