Ludzie z całego świata, wypoczywający w dotkniętym zamachami kurorcie, skracają swój urlop i od rana wyjeżdżają do domów. Nad wcześniejszym powrotem do Polski zastanawia się także wielu polskich turystów. W przyjeździe do kraju pomóc ma polska ambasada w Kairze.

REKLAMA

Znad Morza Czerwonego do ojczyzny wróciło blisko 3 tysiące Włochów. Ponad 200 Brytyjczyków przyleciało na Wyspy specjalnie podstawionymi samolotami. Z Egiptu do domów wracają również Niemcy. Egipskie władze podały, że po zamachach z Szarm el-Szejk wyleciało 46 samolotów z turystami.

Bardzo się cieszę że wróciliśmy, ale jednocześnie jestem bardzo smutna, bo to naprawdę piękny kraj - mówiła jedna z Niemek. Niestety spędziliśmy tam tylko jeden dzień naszych wakacji. Mieszkaliśmy około 15 minut od miejsca, gdzie doszło do eksplozji. Jesteśmy szczęśliwi, że przeżyliśmy - cieszył się inny z niemieckich turystów.

Setki Izraelczyków kontynuuje natomiast swoje wakacje w Egipcie i to mimo ataków terrorystycznych i ostrzeżeń władz o możliwości kolejnych zamachów. W tej chwili na półwyspie Synaj przebywa około 7 tys. izraelskich turystów. Jak informują izraelskie biura podróży tylko kilka osób skróciło urlop nad Morzem Czerwonym.

Pierwsi Polacy wrócili z Egiptu

Na powrót do kraju zdecydowała się także część Polaków. Większość jednak kontynuuje swój urlop. Tak jak pan Andrzej Szczęsny.

Życie w egipskim Szarm el-Szejk powoli wraca do życia - opowiada radiu RMF. W samych miejscach wybuchów trwa dochodzenie; są one nadal odgrodzone. Trwa zbieranie szczątków, badanie tego wszystkiego. Ale obok tego, dosłownie kilkadziesiąt, kilkanaście metrów dalej toczy się normalne życie, sklepy są pootwierane. Ludzie robią zakupy, idą na plażę, kąpią się.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Ale niedziela to także dzień planowych powrotów z Egiptu. Rano o godz. 8.30 na warszawskim Okęciu wylądował pierwszy samolot znad Morza Czerwonego. Wprawdzie turyści nie wracali z Szarm el-Szejk, tylko z Hurghady, ale i tak radość bliskich oczekujących na lotnisku była ogromna.

Ja mam dreszcze, zaraz się poryczę z nerwów. Wiedzieliśmy, że przebywają w bezpiecznych miejscach, znacznie oddalonych od Szarm el-Szejk, ale emocje i tak brały górę - przyznają. Przecież w każdej chwili mogło się coś stać - mówili.

Szczęśliwi wracali także sami turyści. To był nerwowy dzień; wszyscy cieszyliśmy się, że wracamy do domu. Na Okęciu była reporterka RMF Agnieszka Burzyńska. Posłuchaj jej relacji:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio