Konsekwencje, ostateczne znaczenie i dalszy bieg zdarzeń – to były wielkie znaki zapytania, które towarzyszyły sierpniowym wydarzeniom sprzed 25 lat. Ich świadkowie jednak mieli poczucie, że jest to chwila ważna dla historii.

REKLAMA

Zaduszą czy nie zaduszą, to była kwestia główna – wspomina czas narodzin Solidarności Siergiej Kowaliow, jeden z najsłynniejszych radzieckich dysydentów. Ćwierć wieku temu siedział w łagrze pod Permem na Uralu.

Oczywiście wszystkie sympatie były po stronie Solidarności – wspomina Kowaliow, który w sierpniu 1980 odsiadywał wyrok za antyradziecką propagandę. Przyznaje, że początkowo jego obozowi koledzy skłaniali się do przewidywania, że władze użyją siły wobec strajkujących, i że będzie mnóstwo ofiar. Zaznacza jednak, że wszyscy rozumieli, jak wpłynęłoby to nie tylko na Polskę, ale na cały obóz socjalistyczny. Posłuchaj:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Te historyczne wydarzenia zarejestrował w swym filmie Andrzej Wajda. Tu postaci fikcyjne przeplatają się z realnymi, prawdziwe są jednak miejsca i tło historyczne – pamiętny sierpień 1980 roku. - Poczułem, że to jest wydarzenie historyczne, w którym nie mogę nie wziąć udziału - wspomina reżyser. Dodaje, że miał poczucie potrzeby postania takiego filmu. - Nie ważne, czy to będzie bardziej udane, czy mniej – wiedziałem, że taki film nigdy więcej już nie powstanie - twierdzi Andrzej Wajda.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio